Niejasne instrukcje w grach planszowych - moje rozgrywki w wakacje

Opublikowano 20.08.2020 7:08 -


Mam kolejną grę planszową do opisania. Jednak zanim to zrobię, chciałbym pochylić nad pewną kwestią. Nawet nie nad moim niepoprawnym kolekcjonerstwem i upychaniem pudełek gdzie popadnie. Po prostu tym razem w moje ręce wpadł tytuł zupełnie inni od wcześniej opisanych. Niezbyt skomplikowany, prosty w mechanice z krótką instrukcją. Podsumowując - mam na półce, w kolejce recenzenckiej, grę, którą mogę wytłumaczyć w ciągu 15 minut. I nie muszę najpierw sam rozgrywać kilku partii, aby w pełni załapać zasady.

Rozumiem, że różne tytuły są skierowane do odmiennych grup odbiorców. Nikt nie oczekuje nadmiernego skomplikowania od produkcji dedykowanej zabawie z dziećmi. Obawiam się, że w takim kontekście "Terraformacja Marsa" jest trudnym do obronienia wyborem, chociaż mogą się zdarzyć przypadki, w których taka decyzja idealnie wpisze się w zainteresowania rodziny. Mimo to uważam, że wiele nowoczesnych gier planszowych za wszelką cenę, swoim skomplikowaniem pragnie udawać te cyfrowe. Czy to dobrze? Nie sądzę. Analogowa rozgrywka wymusza inny rodzaj interakcji, warto także pamiętać o tym, że nie ma maszyny liczącej, która zajęłaby się pilnowaniem niektórych elementów zabawy.

Dlatego, w trakcie poszukiwania nowej gry planszowej lub karcianej, warto zapoznać się z udostępnioną instrukcją w formacie cyfrowym. Jeśli gdzieś będzie.

Mam w swojej kolekcji tytuły, które zostały wręcz wyposażone w długie, rozbudowane książki opisujące zasady. Nie to, żeby mnie to przerażało, w końcu miałem w swoich rękach podręczniki do Młotka oraz "Dungeons & Dragons". Po prostu, gdy widzę grę planszową z instrukcją na 60 stron, to wiem, że czeka mnie kilka samotnych rozgrywek. Wtedy często zauważam, że niektóre mechaniki zostały dodane tylko po to, aby skomplikować zabawę. Budowanie głębi w grach, zarówno cyfrowych, jak i analogowych, jest trudne. Wymaga dopasowywania różnych elementów, testowania czy będą ze sobą współgrały.

Przy projektowaniu własnej produkcji warto pamiętać o tym, że poszczególne mechaniki muszą mieć jakieś sensowne uzasadnienie. Jeśli są dokładne tylko po to, aby zabawa była bardziej skomplikowana, a odbiorca zauważa ten zabieg, to mamy do czynienia z niespecjalnie dobrze złożoną produkcją.

Moim zdaniem, budowanie głębi zabawy wyłącznie za pomocą dokładania kolejnych mechanik, nie jest dobrym rozwiązaniem. Wraz ze wzrostem objętości instrukcji, zachodzi coraz większe prawdopodobieństwo, że odbiorca po prostu się zirytuje i rzuci w kąt świeżo zakupioną grę. Często wspominam o tym, że zarządzanie frustracją to dość skomplikowana sprawa, łatwo wpaść w pułapkę i zniechęcić gracza.

W przypadku rozgrywki analogowej zaczyna się ono na etapie instrukcji. Tutaj trzeba tak zaprezentować zasady, aby odbiorca czuł, że wszystko zostało dobrze wytłumaczone i spokojnie może zasiąść do zabawy w kręgu znajomych. Problemy pojawiają się, gdy uzasadnieniem dla kolejnych mechanik, jest sztuczne budowanie trudności. To widać. Już na poziomie instrukcji, co szybko przekłada się na satysfakcję z rozgrywki.

Wieści z Rozładowani.pl