Pojawiły się newsy, które podzieliły społeczeństwo i po raz kolejny wzburzyły opinię publiczną. Protest przybrał nieco inną formę – wyświetlając na ekranie telewizora czarną planszę, będącą wyraźnym sprzeciwem wobec zaistniałej sytuacji. Co by nie mówić, nie ma w naszym kraju chyba osoby obojętnej na to, co się dzieje. Póki co, większość głośno opowiada się przeciw lub za, decyzjom rządu, czekając na dalszy rozwój spraw. Jednak świat nie przestaje pędzić dalej i wciąż zadziwia obrót niektórych zdarzeń, jaki przychodzi nam obserwować. Jednym z takich przypadków jest to, co dzieje się teraz na arenie międzynarodowej. Otóż okazuje się, że Google grozi opuszczeniem Australii z powodu proponowanej ustawy medialnej. Nieprawdopodobne? A jednak.

Google vs decyzje Scotta Morrisona

W zeszłym miesiącu firma Google oznajmiła, że może przestać dostarczać wyniki wyszukiwania w Australii, jeśli rząd przyjmie nową ustawę, która zmusi do płacenia wydawcom w tym kraju za linki do wiadomości i wycinki z powierzchni swojej wyszukiwarki. Opuszczenie Australii pozbawiłoby jej 25 milionów obywateli najpopularniejszej na świecie wyszukiwarki, która obsługuje prawie 95% codziennych wyszukiwań w tym kraju.

Nie reagujemy na groźby. Kraj ustala własne zasady dotyczące rzeczy, które można robić w Australii

-powiedział dziennikarzom premier Australii Scott Morrison 21 stycznia.

Obywatele jednak ze średnim entuzjazmem podchodzą do całej tej sytuacji, a w tym czasie Scott Morrison odbywa „konstruktywną” rozmowę z dyrektorem generalnym Google – Sundarem Pichai. Jednak siedmiomiesięczna walka o proponowaną przez Australię ustawę dotyczącą kodeksu targowego News Media, która obejmuje również Facebooka, jest daleka od zakończenia. W piątek przeszła nawet do nowej fazy, kiedy ponadpartyjna komisja senacka opublikowała raport z dochodzenia, zalecając Izbie Reprezentantów przyjęcie ustawy. Zanosi się na to, że starcie między Google i Canberrą będzie toczyć się dalej, bez względu na konsekwencje.

Kraje na całym świecie borykają się ze spustoszeniem, jakie Google, Facebook i inne firmy technologiczne dokonują w ich krajobrazie medialnym. Kanadyjski minister poparł proponowany przez Australię kodeks mediów i wezwał Google i Facebooka do płacenia należności wydawcom w konkretnych krajach. Alex Saliba – poseł do Parlamentu Europejskiego – stwierdził, że chce uwzględnić podobne środki w przyszłym prawodawstwie Unii Europejskiej.

Oczywiście konkurencja nie pozostaje również bierna. Microsoft – główny rywal wyszukiwarki Google – wezwał do wprowadzenia podobnych przepisów w USA.

To będzie wielkie wydarzenie. Jest to symbol globalnej walki Google w zakresie działań regulacyjnych na wszystkich poziomach

powiedział Frank Pasquale, profesor z Brooklyn Law School, który bada prawo i politykę technologiczną.

Najgorszy scenariusz?

W grudniu ubiegłego roku w Izbie Reprezentantów ustawa została zaprojektowana przez australijski organ nadzorujący konkurencję, w celu zmuszenia Google i Facebooka do negocjacji z wydawcami. Wymagałoby to od Google i lokalnych wydawców ustanowienia porozumienia w ciągu trzech miesięcy od wejścia w życie prawa. Równocześnie, Google musiałoby informować, wydawców o zmianach w swoim algorytmie, zanim zacznie on obowiązywać.

Co na to sam zainteresowany? Google twierdzi, że płacenie za fragmenty, które pojawiają się w wynikach wyszukiwania, podważa ideę otwartego Internetu. Firma podtrzymuje również argument, że proces arbitrażowy może skutkować niesłusznie wysokimi opłatami.

Wycofanie wyszukiwarki z kraju byłoby „najgorszym scenariuszem. Jesteśmy zdecydowani znaleźć rozwiązanie, tak jak robiliśmy to przez cały ten proces

-powiedział rzecznik Google w oświadczeniu.

Groźba Google dotycząca usunięcia wyszukiwarki z Australii nie jest pustą obietnicą. Firma wycofała już swój produkt Google News z Hiszpanii w 2014 roku, kiedy rząd uchwalił prawo autorskie, które zmusza do płacenia wydawcom za nagłówki i fragmenty wiadomości. Usunięcie wyszukiwarki z Australii będzie miało niewielki wpływ finansowy na firmę: w 2019 r. osiągnęła ponad 160 miliardów dolarów przychodów, z czego około 2,5% pochodzi ze sprzedaży w Australii.

Warto nadmienić, że Google jest już zablokowane w Chinach – najbardziej zaludnionym kraju na świecie.

„Ucinanie” rynków nie jest zatem najkorzystniejszym scenariuszem, ale firma jest na to przygotowana. Zamierza rozszerzyć (omijając przy tym ustawodawstwo) News Showcase, funkcję w aplikacji Google News na Androida i iOS, która dostarcza wyselekcjonowane wiadomości z publikacji. W planach jest przeznaczyć na tę inwestycję miliard dolarów w ciągu najbliższych trzech lat.

Prawdę mówiąc z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wydarzeń, obserwując z zaciekawieniem kroki jednej i drugiej strony. Czy możemy spodziewać się podobnego epizodu u progu polskiej rzeczywistości? To pytanie do analizy pozostawiam już Wam.


Posłuchaj nas!