Nie jestem fanem mobilnych gier, ale „Card Monsters” mnie porwało | DailyWeb.pl

Nie jestem fanem mobilnych gier, ale „Card Monsters” mnie porwało

Opublikowano 1 tydzień temu -


W sierpniu wypadła mi wizyta w szpitalu. Kilka dni, zabieg i do domu. Ten tekst nie będzie jednak poświęcony polskiej służbie zdrowia. Przygotowując się do pobytu w szpitalu, postanowiłem, że zostawię w domu laptopa. Pomyślałem, że odrobina przerwy od ekranu komputera dobrze mi zrobi. Jednocześnie postanowiłem, że zrobię szybki przegląd gier mobilnych. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że z tą przerwą to się oszukiwałem.

Zainstalowałem kilka tytułów. Zestaw był standardowy. Hodowanie zwierząt, uprawianie zboża, jakieś mobilne MMO oraz jedna gra karciana. Nie będę ukrywał, że większość wcześniej wybranych produkcji porzuciłem. Szybko mnie denerwowały — rozgrywka najpierw była szybka, a potem mocno zwalniała, czyli standard w mobilnych grach F2P. Najpierw gracza należy przyzwyczaić do szybkiego postępu, nagradzać go, spowodować, że uzależni się od nieustannej gratyfikacji, a potem mu to zabrać i wyświetlić okienko z opcjonalną płatnością. Tylko jedną grę pozostawiłem zainstalowaną. Co więcej, wciąż czasem do niej wracam.

Card Monsters to cyfrowa gra karciana. Zadaniem gracza jest pokonać przeciwnika za pomocą wcześniej zbudowanej talii. Składa się ona z dwóch zestawów: potworów oraz uzbrojenia. Maksymalnie można mieć 16 kart, a w trakcie gry cztery zawsze ma się na ręce (dwa monstra i dwa przedmioty). Zasobem wykorzystywanym w czasie walk są kryształy. Gracz otrzymuje po trzy na turę, może też spalić dowolną kartę, za co otrzymuje kilka dodatkowych punktów do wykorzystania. Na planszy są miejsca dla potworów atakujących z dystansu oraz w zwarciu.

Przegrywa ten, kto nie będzie miał ani jednego wystawionego sługusa.

Każdy z pojedynków trwa maksymalnie trzy minuty. Nie można przedłużać walk, ponieważ po określonym czasie włącza się tryb nagłej śmierci i potwory na planszy, tracą punkty życia — tak długo, aż nie zostanie jeden. Tyle. Podstawowa wersja zasad opisana w jednym akapicie.

Prostota. Zero przekombinowania. Ładnie wykonany katalog, w którym można oglądać karty. Pakiety zdobywa się za aktywność i wcale nie trzeba wydawać fortuny, aby stworzyć całkiem nieźle spisującą się talię. Wystarczy grać. Twórcy zadbali o różnego rodzaju aktywności. Począwszy od codziennych misji, a skończywszy na cotygodniowych wyzwaniach oraz dodatkowych wydarzeniach. Jeżeli chcecie zobaczyć, jak w prosty, ale nie prostacki, sposób zachęcać graczy do aktywności, to zainstalujcie „Card Monsters”.

Na odblokowanie wszystkich nagród wystarczy poświęcić około 40 minut aktywnej gry. Ani minuty więcej. Potem zostaje wyłącznie walka o pozycję w rankingu.

Dobrze zaprojektowana gra mobilna nie sprawia, że zabawa zaczyna boleć. Na pewno kojarzycie ten moment, gdy przebrniecie przez pierwsze etapy i zaczyna się spowalnianie postępu. Przyjemność z zabawy ma przywrócić dokonanie płatności, które przełoży się na przyspieszenie budowy jakiegoś budynku lub odblokowanie możliwości dalszej walki. Tego w „Card Monsters” nie ma. Można bawić się tak długo, jak się chce. Grindowanie pakietów kart nie jest możliwie, ponieważ są one nagrodą za wykonane zadania, a ich liczba jest ograniczona. Podoba mi się to, że twórcy tej gry nie próbują zrobić ze swoich odbiorców maszyn do stukania w ekran. Premiowana jest zabawa, a przecież o to w grach chodzi!

Nie jestem fanem mobilnych gier, ale „Card Monsters” mnie do siebie przekonało. Umila mi czekanie na „Artifact”, czyli cyfrową grę karcianą od Valve.