Netflix testuje możliwość oglądania treści w przyśpieszeniu. Nie wszystkim się to podoba

Netflix testuje możliwość oglądania treści w przyśpieszeniu. Nie wszystkim się to podoba

Opublikowano 30.10.2019 7:57 -


Wszystkie sezony Stranger Things w jeden wieczór? Już wkrótce może być to możliwe! Netflix stawia na pełne przyśpieszenie.

Netflix testuje kolejną funkcję. Jak donosi The Verge, wąska grupa użytkowników androidowskiej aplikacji giganta otrzymała możliwość oglądania filmów w przyśpieszeniu i spowolnieniu. Do dyspozycji użytkowników zostało udostępnione kilka poziomów prędkości — od połowy wolniejszej do 1,5 szybszej od oryginału. Odpowiednio są to prędkości 0,5x, 0,75x, 1,0x, 1,25x oraz 1,5x. Funkcja ta nie różni się od tego, co ma już większość aplikacji na podcasty i audiobooki i jest używana przez niektórych słuchaczy do szybszego konsumowania treści (lub, w niektórych przypadkach, do spowolnienia ich w przypadku problemów ze zrozumieniem).

Spora dawka nowości Netflix na listopad - zobacz, co nowego pojawi się w serwisie

Jak zapewniają przedstawiciele Netflixa, funkcja była od dłuższego czasu wyczekiwana przez użytkowników. Keela Robison, wiceprezes spółki jako przykład podaje osoby, które pragną oglądać treści w ich oryginalnym języku, jednak nie nadążają za czytaniem napisów w niektórych scenach.

Netflix znowu w ogniu branżowej krytyki

I choć to tłumaczenie ma pewien sens (podobnie jak wskazanie, że podobna funkcja od dłuższego czasu istnieje w odtwarzaczach DVD), nowa funkcja już teraz ma całkiem spore grono przeciwników. Jak można się było domyślić, pomysł nie przypadł do gustu przede wszystkim samym twórcom treści. Zarzucają oni gigantowi negatywny wpływ na odbiór dzieła i ingerencję w wizję autora. Pojawiły się także głosy, że Netflix przestaje powoli udawać troskę o jakość kontentu na platformie i stawia jedynie na hurtową konsumpcję treści przez użytkowników. Do tej pory głos zabrali między innymi reżyser Ant-Mana Payton Reed i aktor znany z Breaking Bad oraz netflixowskiego El Camino Aaron Paul.

Tylko czy to naprawdę aż taki wielki problem?

I choć trudno nie przyznać racji twórcom treści, ich reakcja wydaje się nieco przesadzona. Czy tworząc produkcję nastawioną na masowy odbiór, nie powinniśmy pogodzić się z faktem, że widzowie mają równorzędne prawo do decydowania o sposobie jej odbioru?  Trudno oczywiście subiektywnie ocenić wartość danego dzieła, jeśli oglądało się je w przyśpieszeniu, jednak w tym wszystkim nie o to chodzi. Gdy kupujemy płytę DVD, również nikt nie reguluje tego, w jaki sposób ją odtwarzamy i do tej pory nikt nie zwracał na to zbytniej uwagi.

Problemem branży filmowej nie jest którakolwiek z funkcji Netflixa, a raczej sposób, w jaki jego popularyzacja wpłynęła na konsumpcję treści przez użytkowników. Niemal niczym nieograniczony dostęp do setek filmów i programów sprawił, że binge-watching stał się niemal standardowym sposobem obcowania z treściami. Oglądamy znacznie więcej i szybciej niż mieliśmy to w zwyczaju w przypadku telewizji. I ma znacznie większy wpływ na odbiór danego dzieła niż sama możliwość przyśpieszenia wybranych scen. Mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że rzeczona funkcja jest narzędziem, które potencjalnie może spotęgować ten problem, jednak jej brak wcale tego problemu nie rozwiązuje.

Powiedzmy sobie szczerze, prawdziwi kinomani raczej nie będą korzystać z tej funkcji (lub będą robić to sporadycznie). Wierzę także, że naprawdę dobre produkcje także raczej się przed nią obronią. A to z kolei wymaga raczej większych starań po stronie samych twórców.

Źródło: The Verge

Wieści z Rozładowani.pl