Motorola One Macro to jeden z najprzyjemniejszych telefonów do 1000 zł

Motorola One Macro to jeden z najprzyjemniejszych telefonów do 1000 zł

Opublikowano 27.12.2019 8:35 -


Motorola One Macro kosztuje raptem 800 zł, a mimo to po przesiadce z wielokrotnie droższego Samsunga S10+, nie czułem się źle. Synchronizacja, obsługa i wyświetlacz wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Może brakuje mu trochę pary w podzespołach, ale w końcu kosztuje on trochę więcej, niż dostaje od rządu każdy rodzic.

Zawsze, gdy dostaje telefon na testy o wartości poniżej 1000 zł, obawiam się, że będzie to droga przez męki i przez całe testy będę myślał jedynie o tym, kiedy będę mógł je zamknąć. Urządzenia z tego przedziału cenowego muszą mieć swoje słabości, bo do tego przymuszają konstruktorów księgowi. Cała zabawa z tym, aby usunąć ze specyfikacji tylko to, co najdroższe, pozostawiając nadal dobry całokształt. W tej mierze wydaje mi się, że Motorola podąża lepszą drogą niż konkurencja. Klasycznie już, w trakcie testów skupię się na moich odczuciach, bo jeżeli interesuje Was specyfikacja, zapraszam na stronę Motorola One Macro.

Motorola One Macro w rękach maniaka – czyli pierwsze wrażenia

Design oraz wykonanie

O designie dużo pisałem w pierwszych wrażeniach. Motorola One Macro może się podobać. Jej wykonanie, choć plastikowe, nie daje powodów do narzekań. Z tyłu mamy ładny, choć może mało męski, gradient różu z lawendą. Palcowanie występuje, ale nie miałem jeszcze telefonu, który byłby na to całkowicie odporny. Po prostu jedne mają większą tendencję, inne mniejszą. Tak czy inaczej, wkurza, ale nic z tym nie zrobimy. Zazwyczaj całość pakujemy w etui, na przykład to dołączone i problem częściowo znika.

Po kilku tygodniach używania na przemian z Xiaomi moje zdanie się nie zmieniło. Bryła jest zwarta, nic z niej nie odstaje, a całość bardzo przyjemnie leży w ręku.

Oprogramowanie i hardware

Moim zdaniem, jeżeli kupować telefon budżetowy, warto szukać takiego, który nie jest naszpikowany bajerami, a oprogramowanie jest najbardziej zbliżone do czystego. Gwarantuje nam to szybsze aktualizacje, brak błędów i płynniejszą pracę urządzenia. Choć w One Macro czasem zdarzają się klatkowane animacje, które wynikają z niezbyt mocnego procesora MediaTek P70, nie inaczej jest tutaj. Motorola znalazła złoty środek jak się nie narobić, a zrobić dobrze. To, czego potrzebował Android to ciekawy sposób sterowania oraz obsługę gestów. Dodałbym do tego launcher z obsługą folderów, czego tutaj zabrakło, a do czego byłem przyzwyczajony.

Powracając do nawigacji, ta zastosowana w Motoroli podoba mi się dużo bardziej niż w Xiaomi czy Samsungu. Zdecydowano się tutaj pozostawić mały pasek u dołu ekranu, który za pomocą przesuwania, działa jako wstecz, home, manager aplikacji oraz przeskakiwanie pomiędzy 2 ostatnio otwartymi. Genialne, wygodne i nieprzeszkadzające kompletnie przy pisaniu na klawiaturze (czego nie mogę powiedzieć o innych metodach nawigacji gestami).

MotoGesty

W oprogramowaniu oprócz folderów zabrakło mi aplikacji e-mail, którą musiałem sobie ściągnąć dodatkowo. Bardzo miło zaskoczył mnie za to sposób konfiguracji wstępnej urządzenia. Po uruchomieniu zostałem zapytany, czy chcę przenieść informacje ze starego telefonu. Po połączeniu się z Samsungiem miałem wszystko na Motoroli. Połączenia, SMSy, aplikacje wraz z save’ami z gier, dzwonek — po prostu wszystko. Ot, tak zmieniam telefon, 10 min i działam dalej. Brawo Wy!

Aparat

Choć zestaw obiektywów wygląda imponująco, w Motoroli został on złożony z dziwnych oczek. Mamy tutaj główny 13 Mpx aparat, 2 Mpx makro, pomiar głębi oraz laserowy czujnik odległości. Mamy zatem 4 oczka i tylko 2 funkcjonalne. Dziś to trochę mało, ale w końcu jest to Motorola One MACRO, więc 2 Mpx oczko ma tu grać pierwsze skrzypce.

Za sprawą czujnika odległości, niezależnie od warunków ostrość, łapie się w ułamku sekundy niezależnie od tego, jakiego obiektywu używamy. Ten główny generuje bardzo ładne zdjęcia za dnia, a nawet ładniejsze niż się spodziewałem. Wieczorem jednak jest różnie. Jeżeli uda Ci się utrzymać nieruchomo telefon, będzie ładne ujęcie, ale wystarczy, że delikatnie się gibniesz i już po zdjęciu. Niestety, stabilizacji tutaj brak. Odbija się to również na nagrywaniu filmów wideo, które są bardzo poruszone. Jest zatem trochę tak, jak można było się spodziewać — po prostu OK.

Makro obiektyw mnie mocno zaskoczył, że tyle da się wyciągnąć z 2 Mpx — jest to na pewno zasługa dużych pikseli. Choć nie jest to obiektyw pierwszej potrzeby, przyda się do bardziej artystycznych zdjęć. Z tego, jak i głównego obiektywu wychodzi bardzo ładny efekt bokeh, który jest wzmocniony przez równie dobrze działający AI.

Bateria i dodatki

Bateria to niezaprzeczalnie zaleta Motorola One Macro. Spokojnie wytrzymuje 2 dni, a przy ostrym graniu w świeżo zakupione Final Fantasy IX, 1 dzień. To bardzo dobry wynik. Ładowarka bez specjalnie szybkiego ładowania będzie przeszkadzała, jeżeli zdecydujecie się doładować telefon w ciągu dnia, bo trwa to ok. 2 h. Ten czas może wydłużyć się do nieskończoności, jeżeli jedziecie autem na nawigacji. Wtedy ostatnie 10% praktycznie nie rośnie. Skoro jednak bateria tyle trzyma, to nie uważam tego za problem. Brak NFC nim jednak jest. Choć całościowo przesiadka z S10+ przeszła bardzo płynnie i bezproblemowo, o tyle chodzenie z portfelem to dla mnie zmora. Po prostu to już nie czas na telefony bez NFC w Polsce.

Motorola One Macro to według mnie jeden z najprzyjemniejszych telefonów za ok. 800 zł. To wrażenie jest wykreowane nie przez potężną specyfikację, a rozsądne obchodzenie się z każdym wydanym $ przy produkcji, a następnie spięcie lekkim i dobrze przygotowanym Androidem. MotoGesty, import danych z poprzedniego telefonu, nawigacja gestami dają poczucie obcowania z przemyślanym i dopracowanym telefonem. Prośba na przyszłość? NFC!

Wieści z Rozładowani.pl