Motorola Edge: jak sprawuje się pierwszy flagowiec Motoroli - pierwsze wrażenia

Motorola Edge: jak sprawuje się pierwszy flagowiec Motoroli – pierwsze wrażenia

Opublikowano 28.06.2020 11:54 -


Przed Motorolą stały wielkie oczekiwania po ogłoszeniu, że pracują nad swoim pierwszym flagowcem. W końcu jest to moment przełomowy, który na zawsze wpisze się w historię firmy. Po oficjalnej premierze wszyscy byli zgodni co do dwóch rzeczy – że telefon faktycznie jest flagowy, ale cena zbyt wygórowana. Może bezpośredni kontakt z Motorola Edge pozwoli odpowiedzieć czy jest poprawnie wyceniona.

Przez moje ręce przeszło już trochę modeli Motoroli. Choć każdy z owych modeli miał swoje plusy i minusy, zawsze ogólna opinia była pozytywna. Ciężko było je ocenić przez fakt, że Motorola podchodziła do cięć kosztów inaczej niż konkurencja, co utrudniało jej zestawienie. Z jednej strony miały coś lepszego, z drugiej kulały. Teraz w rękach trzymam Motorolę Edge – flagowca, w którym nie powinno być kompromisów.

Motorola Edge – 6/128 GB

Na rynku światowym istnieje wersja “Plus”, ale nie jest ona dostępna na naszym rynku. Może dobrze, ponieważ wyceniona ona została kosmicznie. Model, który otrzymałem, i który jest możliwy do zakupu to Motorola Edge ze Snapdragonem 765 G, 6 GB pamięci RAM oraz 128 GB na pliki z możliwością rozbudowania poprzez kartę microSD. Ekran to 6.7″ OLED o zagiętych krawędziach o 90 stopni – to robi wrażenie. Prym wiedzie matryca 64 Mpx w akompaniamencie 16 Mpx matrycy szerokokątnej, 8 Mpx teleobiektywu i czujnika odległości.

Zestaw

Za cenę 2999zł oprócz telefonu, o którym zaraz, otrzymamy bardzo małe i dobrze wyglądające słuchawki douszne na jack 3,5mm (bo takie złącze ma Motorola), ładowarkę 18W, kabel USB-C oraz ciekawe etui z mocnymi wcięciami po bokach, aby nie zabrać przyjemności z korzystania z tego ekranu.

Wyświetlacz OLED, 90Hz, 6,7″

Nie sposób nie zacząć od ekranu. Jego zagięcie o 90 stopni -spokojnie widać odrobinę treści, patrząc całkowicie z boku – robi piorunujące wrażenie. Trend ten zapoczątkował Huawei Mate 30 Pro.

Początkowo zastanawiałem się nad sensem oraz wygodą obsługi, ale pierwsze dni pokazały, że ograniczenia siedzą tylko w głowie. Pomimo specyficznego ekranu, całość obsługuje się naturalnie i przyjemnie. Ciekawostką jest przewijanie treści, dotykając tylko boku wyświetlacza.

Taki wyświetlacz w rozmiarze 6,7″ robi wrażenie tym bardziej, że jego częstotliwość odświeżania to 90Hz.

Płynność pracy potęguje przyjemność korzystania z telefonu. Na mały minus muszę zaliczyć słabą jasność ekranu w porównaniu do innych telefonów z podobnej półki. Nie jest źle, ale konkurencja robi to lepiej.

Wykonanie – tak, plecki są z tworzywa

Mówiąc o wykonaniu, każdy znający specyfikacje będzie wyczekiwał narzekania na plastikowe plecki. Nie będzie go, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim wrze w internecie na ten temat. Tył telefonu jest wykonany bardzo dobrze i przy normalnym użytkowaniu nie odczujecie tego, że nie jest to szkło. Może będzie się bardziej palcował, ale z drugiej strony wytrzyma więcej ewentualnych upadków. Osobiście lubię szkło, ale nigdy nie stałoby się to powodem, dla którego miałbym zrezygnować z danego modelu. Warto tu zaznaczyć, że moduł aparatów wystaje minimalnie – duży plus.

Oczko aparatu jest niewielkie, ramki z dołu i góry minimalne, a po bokach ledwo znaleziono miejsce na 3 przyciski. Wszystko, co potrzeba znajduje się na górze i dole telefonu, w tym tacka z hybrydowym dual SIM, głośniki stereo i mikrofony.

To, co mogę powiedzieć po pierwszych dniach to to, że Motorola Edge jest spora (długa) oraz ciężka. Po przesiadce z ultra lekkiego OPPO Reno 3 Pro różnica jest odczuwalna, choć mowa tu o 17 g. Przy innym zestawieniu telefonów po sobie, myślę, że nie odczułbym tego aż tak.

Po pierwszych 3 dniach nie mogę powiedzieć nic innego. Motorola Edge zapowiada się ciekawie, a wyświetlaczem cieszę się nadal jak dziecko. Może jednak te 2999 zł to nie jest aż tak wygórowana cena, jak się spodziewałem.

Wieści z Rozładowani.pl