Mój soundbar Sonos Beam właśnie do mnie dotarł - kilka pierwszych wrażeń




Mój soundbar Sonos Beam właśnie do mnie dotarł - kilka pierwszych wrażeń

Opublikowano 6 miesięcy temu -


Sonos to jeden z moich ukochanych brandów. Ot taki Apple w świecie sprzętu audio dla laików. Świetna jakość, plug and play i jeszcze jedna cecha wspólna: tanio nie jest. Odkąd kupiłem Sonos Play:1, wiedziałem, że prędzej czy później skończę z soundbarem tej samej marki. Kiedy pojawiła się jego wersja budżetowa — Sonos Beam — i to tuż przed Black Friday, miałem pewność, że będzie mój.

Moja przygoda z Sonosem zaczęła się od odwołanego lotu. Odszkodowanie, które dostałem wtedy od linii lotniczych, postanowiłem przeznaczyć na Sonos Play:1, by w końcu zmierzyć się z magią tej marki. Tak w prosty sposób wpadłem w pułapkę:

Stanąłem jak wryty i wśród muzyki wydobywającej się z głośnika, było można usłyszeć dźwięk mojej opadającej szczęki. Ale jak to? Przecież tamte głośniki brzmiały świetnie, to jak określić jakość tego? Tym samym okazało się, że odkryłem nową kategorię jakości muzyki: PARALIŻ. / fragm.: Wpadłem w pułapkę Sonos - ku przestrodze

Skonfrontowałem się więc z Sonos, a było to starcie ze strony głośników bardzo skuteczne — ostatecznie skończyłem w domu z dwoma Play:1. Z czasem postanowiłem zainwestować w soundbar, aby uzyskać dźwięk przestrzenny, ale wiedziałem, że ten zakup łatwy nie będzie. Soundbar od Sonos — Playbar kosztuje dalej w okolicach 3500 zł. Nie starczyłoby mi nigdy odwagi, by go kupić. Na szczęście sytuację uratowała premiera Sonos Beam — wciąż nie najtańszego produktu, ale jednak o połowę mniej zasobożernego, a to otwierało nowe możliwości.

Sonos Beam i wrażenia z unboxingu

Wiedziałem, że Sonos Beam będzie mój. Planowałem ten zakup na święta, a że podczas Czarnego Piątku cena spadła o 200 zł, postanowiłem nie zwlekać, tylko kupić zestaw już teraz. Paczka dotarła do mnie po dwóch dniach. Tutaj wspomnieć muszę o ważnej sprawie — namieszałem coś z wyborem koloru głośnika i ostatecznie przyszedł biały. Całe opakowanie Sonosa i wyciąganie zeń produktu daje podobne wrażenie jak rozpakowywanie sprzętu od Apple. Widać, że przwiązują do tego sporą wagę.

Jeśli zdecydujecie się na kolor biały, to liczcie się z tym, że będzie bardzo łatwo go ubrudzić. Materiał okalający głośnik w kolorze białym to w zasadzie najgorsze, co może się przytrafić, jeśli macie małe dzieci jak ja i lubią się one bawić na komodzie... gdzie leży głośnik. Z przerażeniem upatruję pierwszych ubrudzeń.

Podłączenie głośnika to właściwie podpięcie go do sieci i uruchomienie aktualizacji (cały proces opiszę przy okazji pełnej recenzji). Wszystko odbyło się bardzo sprawnie i szybko. Głośnik w kilka minut był gotowy do pracy. Na razie nie miałem jeszcze okazji sprawdzić efektu przestrzenności, gdyż wymaga to nieco zmian organizacyjnych w moim mieszkaniu, ale do czasu pełnej recenzji z pewnością podzielę się z Wami i tymi wrażeniami.

Przejdźmy zatem do pierwszych odczuć, dotyczących jakości dźwięku samego Beama, podpiętego do TV (bez podłączonych Play:1). Szczerze mówiąc, nie widziałem znaczącej różnicy między tym urządzeniem o wartości 1700 zł a budżetowym soundbarem, który miałem podpięty: Blitzwolf BW-SB1, który kosztuje około 300 zł. Wpadłem w przerażenie, bo ktoś w popularnej reklamie powiedział:

Skoro nie widać różnicy to po co przepłacać?

Kamienna twarz, panika i przerażenie. Na szczęście tylko przez chwilę, kiedy nie uruchomiłem Beama wraz z Sonosami Play:1. Wówczas pojawiły się totalnie przeciwne emocje. Ależ to wybornie brzmiało! Nie wiem, jakiej magii używa Sonos, jakich ma czarowników, ale po podpięciu tego zestawu z Beamem (który raczej kiepsko sobie radzi z niskimi tonami), cały zestaw wybrzmiał głośno i miałem wrażenie, że żona w międzyczasie dokupiła Sub i podpięła go bez mojej wiedzy. Myśl o utopionych 1700 zł zniknęła.

Sonos Beam — wersja w kolorze białym
Sonos Beam — wersja w kolorze białym

To, co ogromnie cieszy w przypadku tego zakupu to także obecność AirPlay, dzięki któremu mogę puszczać dźwięk bezpośrednio na mój sonosowy zestaw (obojętnie jakie źródło odpalę na smartfonie). Mam wrażenie, że w tym przypadku przestają działać ustawienia customowe Equalizera, ale ta wstępna obserwacja wymaga dodatkowej weryfikacji. Sporo testów przede mną, ale warto wspomnieć o jeszcze jednym, GENIALNYM drobiazgu.

Sonos Beam i obsługa pilotem

Tak się składa, że niestety mój przedpotopowy TV nie obsługuje HDMI-ARC. To gniazdo pozwoliłoby obsługiwać Beama tak, jakby był wbudowanym głośnikiem, czyli przy pomocy pilota od telewizora. Co w sytuacji, kiedy nie macie HDMI-ARC? Otóż musicie mieć przynajmniej gniazdo optyczne. Podpinacie się do niego dołączoną przejściówką i wszystko śmiga. Co jednak ze sterowaniem głośnością? Pozostaje Wam aplikacji Sonosowa (chyba nie muszę wspominać, jak cholernie niewygodne jest to rozwiązanie?). Drugą opcją jest... podpięcie obojętnie jakiego pilota do Waszego głośnika BEAM. Wystarczy, że obsługuje protokół irDA. Beam poprosi o wciśnięcie kilku przycisków, które zapamięta i ot macie pilot obsługujący głośność. Ja na swoje potrzeby użyłem pilota od... wspomnianego BlitzWolfa. Genialne!

Teraz rozpieszczam się jakością muzyki, płynącą z zestawu, a Wy wkrótce spodziewajcie się video recenzji!


Tutaj możesz zapoznać się z pełną recenzją Sonos Beam.