Misja niemożliwa. Po raz szósty

Misja niemożliwa. Po raz szósty

Opublikowano 21.08.2018 21:25 -


Znalezienie porządnego filmu akcji bywa trudne. Strzelaniny, pościgi oraz brawurowe ucieczki przed śmiercią. To wszystko jest ważne, ale ja lubię, gdy taki film ma jakąś myśl przewodnią. Nie musi być od razu rozbudowaną krytyką relacji międzyludzkich w postmodernistycznej kulturze w XXI wieku. W zupełności wystarczy, aby fabuła była dobrze skonstruowana.

Dlatego cenię sobie serię filmów Mission: Impossible. W kinach pojawiła się kolejna odsłona, nosząca podtytuł Fallout. Na pewno brzmi to znacznie lepiej, niż kolejny przyklejony numerek. Tym razem byłaby to szóstka. Przed udaniem się na seans, postanowiłem odświeżyć sobie poprzednie części. Warto było. Miłe podsumowanie wszystkich chwytów wykorzystanych w filmach o misjach niemożliwych. Mission: Impossible - Fallout stanowi połączenie wszystkich znanych i lubianych zabiegów, które budują solidny film akcji. Nie jest to tytuł wyłącznie dla fanów biegającego Toma Cruisa, osoby lubiące porządną rozrywkę również znajdą coś dla siebie. W zupełności wystarczy podejść do szóstej części Mission: Impossible z dystansem. Żadnych przemyśleń, żadnego doszukiwania się głębokich sensów. Porządna rozrywka, zabawa i radość z wykonanego zadania.

W tym filmie jest wszystko to, czego oczekuję od Mission: Impossible. Biegający główny bohater, strzelaniny, planowanie kolejnych posunięć, brawurowo nakręcone sceny bójek, a to tylko część zastosowanych chwytów. Jest także humor, który stanowi nieodłączny element filmów o Ethanie Huncie. Agent ten miewa pecha, ultranowoczesne gadżety potrafią mu się zepsuć w najmniej odpowiednim momencie. Na dodatek ma tendencję do spotykania sarkastycznych charakterów. Sam nie pozostaje im dłużny! Czym byłby film akcji bez porządnych onelinerów?! Niczym! Nieudolną popłuczyną, kinem niskiej próby, dowodem na to, że twórcy kompletnie nie zrozumieli reguł gatunku. Mission: Impossible - Fallout takie nie jest. Tom Cruise, z charakterystycznym dla siebie uśmiechem, podsumowuje swoje poczynania. Prawdziwy bohater musi zdobyć się na odrobinę dystansu!

Bawiłem się wspaniale. Film trzyma w napięciu, mimo że został oparty na znanym schemacie. Niby człowiek wie, że licznik zatrzyma się w ostatniej sekundzie, że świat na pewno zostanie ocalony, ale narracja jest tak zbudowana, że czeka się na ten moment z niecierpliwością. Pojawia się w człowieku wątpliwość – czy na pewno mu się uda? Może tym razem faktycznie będzie to misja niemożliwa i nawet sam Ethan Hunt nie będzie w stanie nic zrobić? Dopiero finał miażdży nagromadzoną niepewność. W fotelu kinowym można odetchnąć z ulgą, znowu się udało, a tak niewiele brakowało…

To jest magia Mission: Impossible! Sprytnie zbudowana fabułą, która do ostatniej sekundy trzyma w niepewności. Niemożliwe szaleństwo, doprawione kaskaderskimi popisami Toma Cruisa. Solidna porcja rozrywki, kino zrealizowane z szacunkiem dla gatunku, jakim są filmy akcji.

Wieści z Rozładowani.pl