Mikrofon Razer Seiren X - pierwsze wrażenia

Mikrofon Razer Seiren X - pierwsze wrażenia

Opublikowano 1.04.2019 10:05 -


Mikrofon to jedno z tych peryferiów, do których przykładam naprawdę dużą uwagę. Jest on dla mnie ważny tak samo, jak klawiatura. Musi być świetnej jakości, bez kompromisów. Czy Razer Seiren X wpisuje się w to wymaganie? Biorę się za sprawdzanie.

Na co dzień korzystam z Audio Technica AT2020. Marka ta jest dla mnie synonimem jakości i bezkompromisowości, jeśli chodzi o jakość. Mam kilka ich produktów i jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. AT2020 to sprzęt z kategorii raczej półprofesjonalnej, a co za tym idzie, ma swoje zalety i wady. Jeśli naprawdę musiałbym narzekać, to na pewno na jego przystosowanie pod ramię — dla mnie jest mało wygodne, ponieważ nie mam wystarczająco dużo miejsca przy mojej stacji roboczej, by z takiego ustrojstwa korzystać. Trójnóg jest zdecydowanie mniej poręczny i wygodny.

Nie mam potrzeby jego zmiany, bo jakościowo jest świetny, masywny, czuć kawał dobrego sprzętu w ręce. Kupiłem go używanego za 400 zł kilka lat temu, wówczas jego cena rynkowa wynosiła około 800 zł. Nie zmieniam, ale staram się śledzić, co ciekawego na rynku mikrofonów się dzieje, więc z ogromną przyjemnością postanowiłem sprawdzić Razer Seiren X.

Segment Razera to szeroko pojęty gaming. Branża ta rządzi się naturalnie swoimi prawami, których ja często nie rozumiem. Wszystkie te świecące dodatki to nie moja bajka, ale grupa odbiorców na pewno sobie ceni. To, co jednak lubię w Razerze to jakość. Mam mysz od nich, korzystam z niej już kilka pięknych lat i każde podejście do innych, konkurencyjnych rozwiązań kończy się fiaskiem.

Seiren X trafił do mnie w zestawie z kilkoma innymi sprzętami, które na pewno niebawem u nas zobaczycie. Jak zwykle ogrom uwagi poświęciłem opakowaniu sprzętu. Jak przy Apple i tu miałem ogromną przyjemność z rozpakowywania. W środku znalazłem instrukcję i mikrofon. Zaraz, gdzie są jego guziczki? W końcu na zdjęciach były. Okazuje się, że są skrzętnie ukryte w piance.

Pierwsze wielkie zaskoczenie. To obudowa nie jest metalowa?! Jęk zawodu. AT2020 przyzwyczaiło mnie do swojej wagi i tym samym jakości wykonania. Z drugiej strony, czy to na pewno niezbędne? Odhaczam rzeczy do sprawdzenia. Co więcej w opakowaniu? Otóż masywna podstawka i przedłużenie, a dokładnie łączenie mikrofonu z podstawką.

Prócz tego bardzo przyzwoitej jakości przewód. Szybki montaż i mikrofon gotowy do użytku. To, co bardzo mi się spodobało to fakt, że mikrofon nie zajmuje wiele miejsca na biurku, moja AT2020 na trójnogu potrzebowałaby go zdecydowanie więcej. Siedząc jednak przy biurku i mając je na wysokości żołądka (serio, nie brzucha, żołądka), odnoszę wrażenie, że mikrofon nie wychyla się dostatecznie. Przy moich testach nie zauważyłem jednak żadnych strat na głośności. Czy ta obserwacja się utrzyma? To pokażą już pełne testy.

Jak  z jakością? Zaskakująco... dobrze. Otóż po kilku próbach byłem zaskoczony, jak dobrze mikrofon wypada. Nie oczekiwałem cudów. Ba, byłem wręcz pewien, że moja AT2020 zje Seiren na śniadanie, a tu taka niespodzianka. Sami zobaczcie (usłyszcie), jak mikrofon brzmi. Oto nagranie z 30 cm odległości od mikrofonu.

Mikrofon rokuje zaskakująco dobrze, ale czy wart jest swoich kilkuset złotych? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć przy pełnej recenzji Razer Seiren X, która już wkrótce.