W Surface Studio zakochałem się już podczas premiery pierwszej generacji. Druga wizualnie to ewolucja, ale sprzęt nadal pozostaje piękny. Miałem okazję przesiąść się na to urządzenie. Oto moje wrażenia.

W naszej redakcji jestem w mniejszości. Lubię Windowsa oraz bardzo podobają mi się sprzęty od Microsoftu z linii Surface. Posiadam Surface Booka pierwszej generacji. Działa do dziś, jednak nie jest on moim głównym urządzeniem, z którego korzystam przez większość dnia. Ten tekst powstaje na MacBooku. Ot, taki paradoks. Tym zabawniejszy, że, jeśli wziąć pod uwagę nasze statystyki, to prawdopodobnie czytacie tę recenzję na smartfonie z Androidem ;)

Tak się jednak zdarzyło, że moje biurko mogło ugościć na dłuższy czas Microsoft Surface Studio 2. Byłem zakochany w tym sprzęcie od czasu premiery pierwszej generacji. Jestem zakochany w całej linii Surface, ale Studio 2 to top topów. Święty Graal, który nadaje tonu całej reszcie. Coś dla mnie nieosiągalnego, a jednak udało się go dostać.

Microsoft Surface Studio 2

Surface Studio 2, czyli flagowiec Microsoftu

Widzę Surface Studio właśnie jako taki „halo car” od Microsoftu. Czym jest halo car? To koncept lub samochód produkowany w niskich ilościach, aby pokazać co chciałby i co może robić producent. Microsoft pręży muskuły, pokazując, że jest w stanie zrobić coś potężnego i wyglądającego bardzo futurystycznie przy zachowaniu bardzo wielu użytecznych aspektów. Jakby nie patrzeć, jest to przecież komputer typu All-in-One, których na rynku jest całkiem sporo. Tak, wiem, nowy iMac jest również bardzo wąski i elegancki. Ale Microsoft Surface Studio 2 to tak naprawdę podobny design, co w pierwszej generacji. A ta powstała już 5 lat temu. Była więc pionierem w swojej klasie, a na pewno wśród sprzętów z Windowsem.

Tak jak wspomniałem, posiadam Surface Booka, dodatkowo miałem na testach już kilka innych modeli z linii Surface, a teraz jeszcze Studio 2. Mogę stanowczo stwierdzić, że Microsoft chyba zgarnął wszystkich najlepszych inżynierów od zawiasów na rynku. Te w laptopach są świetne a ten w Studio powoduje opad szczęki.

Wilk w owczej skórze

Ogromna tafla dotykowego ekranu połączona jest z podstawą podwójnym zawiasem tak genialnie skonstruowanym, że możemy regulować położenie ekranu jednym-dwoma palcami i ruch jest płynny oraz precyzyjny. Jeśli natomiast chodzi o podstawkę, to mamy tu 4 porty USB-A, Ethernet, zasilanie, 1 x USB-C, czytnik kart pamięci i mini-jack. Wersja testowa była wyposażona w 2-terabajtowy dysk SSD, 32 GB RAM, Intel Core i7, GeForce GTX1070. To wszystko jakimś cudem zmieściło się w smukłej obudowie.

Tam, w tej małej podstawce, która niby jest tylko nóżką dla 28-calowego ekranu o rozdzielczości 4500 x 3000 pikseli, znalazł się naprawdę wydajny komputer. W ekranie znajdziemy jeszcze kamerę (5 megapikseli) oraz czujniki pozwalające na korzystanie z Windows Hello, 2 mikrofony oraz magnesy po bokach pozwalające na umocowanie Surface Pen.

Ekran obsługuje 10-punktowy multitouch i bardzo responsywnie działa na nim rysik. Jest jeszcze jeden kontroler – krążek Surface Dial. Nowy sposób na korzystanie z komputera, który idealnie pasuje do Studio, gdy ten jest pochylony w trybie deski kreślarskiej.

Magia Surface Dial

Surface Dial to małe, ale masywne pokrętło z gumowanym spodem, dzięki czemu może utrzymać się na powierzchni (nomen omen – po angielsku „surface” 😉). Urządzenie idealnie sprawdza się podczas wykonywania akcji potrzebujących scrollowania. W momencie gdy pracujemy z rysikiem dotykowo, sięganie po myszkę lub precyzyjne dostosowanie ustawień dostępnych w formie różnego rodzaju suwaków jest problematyczne. Z Surface Dial ten problem znika. I wygląda to świetnie, futurystycznie (dla przypomnienia – pierwsza wersja miała premierę jeszcze w 2016 roku!). Dial działa nie tylko gdy styka się z ekranem – większość czasu leżał u mnie na biurku niedaleko myszki i używałem go np. przy montażu podcastu oraz wideo. Przeglądanie Sieci również było dość satysfakcjonujące. Także przez to, że to zupełnie nowe doświadczenie.

W zestawie znajdziemy też pełnowymiarową klawiaturę od Microsoftu oraz myszkę. Obie te rzeczy stylistycznie pasują do całej linii Surface oraz do samego Studio. Klawiatura przypomina mi tę z Surface Book, która jest dla mnie ideałem w świecie niemechanicznych klawiszy.  Dorównuje jej tylko Logitech, z którego korzystam na co dzień (K470).

Microsoft Surface Studio 2 to sprzęt dla prawdziwych pasjonatów

Rozstania są bardzo ciężkie, zwłaszcza gdy się kogoś/coś polubiło. Podobnie było z Microsoft Surface Studio 2. Kiedy musiałem odesłać go do Microsoftu, zrobiło mi się smutno, ale poczułem pewnego rodzaju ulgę. Smutno, ponieważ przyzwyczaiłem się do tego sprzętu i bardzo dobrze mi się na nim pracowało. Ulgę, ponieważ nie wykorzystywałem jego potencjału, zwłaszcza w kwestii możliwości zmiany go w wirtualną deskę kreślarską. To, że nie używałem go w taki sposób irytowało mnie. Niestety, ale nie zajmuję się rysunkiem, a dla osoby, która sporo rysuje ten sprzęt byłby idealny.

No nic, dzięki Microsoft, dzięki Surface Studio. Było miło i mam nadzieję, że dalej będziecie się rozwijać w tym kierunku. Najbardziej jednak żałuję, że nie będę mógł się pobawić Windowsem 11 na tym cacku. Niebawem na naszym kanale YouTube pojawi się także wideo na temat Surface Studio 2.