Metoda burzy mózgów jest bez sensu - okazuje się, że jest zdecydowanie lepsza alternatywa | DailyWeb.pl

Metoda burzy mózgów jest bez sensu - okazuje się, że jest zdecydowanie lepsza alternatywa

Opublikowano 1 rok temu - 3


Tak brzmiał nagłówek artykułu, który przeczytałem. Zdębiałem, bo pracując ze swoimi zespołami, był to główny sposób, by kreatywnie rozwiązać problem, a przynajmniej znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie. Zasada działania zawsze była bardzo prosta, określaliśmy problem, a w trakcie dyskusji wyłaniały się kolejne pomysły, pomysły od pomysłów i na końcu upragnione rozwiązanie. Żadnych udziwnień, ot wpisywałem się zawsze w całą ideę popularnego brainsztormingu. Metod jest wiele, ale jest jedna, która wygląda szczególnie interesująco.

Burza mózgów - starsza niż myślisz

Zaczynając jednak od początku, to burza mózgów to metoda kreatywnego myślenia, a przynajmniej taką miała być z założenia. Jej twórcą jest Pan, który nazywa się Alex Falckney Osborn, który pracował jako menadżer i w zasadzie żadnego wykształcenia psychologicznego nie posiadał. To co najbardziej zaskakujące, to fakt że sama burza mózgów została wymyślona przez niego w 1948r. Kto by pomyślał, że ma ona tyle lat co senior, przechodzący na emeryturę w naszym kraju?

giphy

Brainsztorming ma oczywiście wiele zalet. Przede wszystkim grupa pracująca tą metodą prowadzi z reguły w tonie nieformalnym dyskusje, przedstawiając kolejno swoje pomysły. Każdy ma prawo głosu, wyrażenia swojej opinii, może zainspirować się pomysłem kolegi, czy koleżanki rozwijając pomysł, który z początku nie rokował. Zgodnie z zasadą po nitce do kłębka. Oczywiście po tylu latach obecności, okazało się, że ma ona także swoje ciemne strony. Wady, które wymieniane są psychologów pracujących nad oceną tej metody, mówią o możliwości dominowania jednych uczestników nad drugimi. Pojawia się także argument przed byciem ocenianym, a co w konsekwencji powoduje, że nie wszystkie pomysły przebijają się na wierzch, a traci na tym oczywiście cała grupa.

Brainwriting - lekiem na całe zło

Rozwiązaniem tego problemu okazuje się być metoda Brainwriting (jeśli bawimy się w spolszczanie, to byłoby to: mózgo-pisanie?). Jest to mniej popularna metoda, która ma pozwolić na wyrównanie szans w zespołach, w których jest kilka osób dominujących, no i oczywiście tych nieco bardziej nieśmiałych, ale z cenną wiedzą (introwertyków). Tych nie oszukujmy się w naszej branży nie brakuje, powiedziałbym że jest tak jak w USA, jest albo banda skończonych idiotów, albo banda geniuszów, brakuje reprezentatów klasy pomiędzy nimi. Wracając jednak do clue, brainwriting zasadniczo odróżnia się od typowej burzy mózgów tym, że wszystkie pomysły spisywane są na kartkach, np. po 3, a następnie kartki przekazywane są dalej.

Ile ludzi tyle sposobów. Kartki naturalnie można przetasować, można je przekazać dalej, a każda kolejna osoba ma rozwinąć pomysł osoby poprzedniej. W ten sposób otrzymujemy efekty jak w przypadku tradycyjnej burzy mózgów, z gwarancją że wszystkie pomysły przebiją się do naszej świadomości. Po takiej sesji, wszystkie kartki umieszczane są w centralnym miejscu (flipczart) i przechodzimy do punktu kuliminacyjnego:  prowadzimy dyskusje nad właściwym rozwiązaniem, mając pewność, że wszystkie pomysły są do naszej dyspozycji.

Okazuje się, że są nawet do tego gotowe narzędzia. Celowo nie podaje, co by nie wyszło, że tekst na zamówienie ;-) Po wpisaniu w Google słowa kluczowego znajdziecie gotowe rozwiązania. Ja przy najbliższej okazji przetestuje to rozwiązanie na członkach zespołu DailyWeb i z pewnością podzielę się wrażeniami. Pomysł co do zasady wydaje się być naprawdę dobry. Nie jest to żadna super nowość, ale podejście dość mało popularne, którego z pewnością warto spróbować.