Menu restauracji w AR już niedługo w Snapie

Menu restauracji w AR już niedługo w Snapie

Opublikowano 25.04.2018 11:46 -


Po wielkim bum zaraz po pierwszych aplikacjach wykorzystujących rzeczywistość rozszerzoną nastała cisza, gdzie od czasu do czasu któraś z gier wykorzystywała czujniki położenia oraz kamerę do projekcji stworków w twoim otoczeniu. Start-up Kebaq znalazł inne, ciekawe, zastosowanie – prezentacja posiłków przed ich zamówieniem.

Kebaq to chce zrewolucjonizować formę serwowania posiłków poprzez rozszerzoną rzeczywistość. Propozycja przyszłości to Snapcode, który po załadowaniu, zaprezentuje nam posiłek na naszym stole za pomocą modułu aparatu. Będziemy mieli możliwość jego powiększania, przesuwania, nakładania filtrów, wszystko po to, aby dopasować jego wygląd do aktualnego otoczenia. Jeżeli faktycznie ruch ten zyska na sile, spodziewam się przynajmniej dwukrotnie większej ilości zdjęć posiłków na FB czy Snapie, ponieważ nie mamy tutaj żadnych ograniczeń. Zdjęcie przejedzonej osoby z gigantyczną golonką przed sobą? Bez problemu!

Pierwszy na ogień - burger

Do projektu dołączyła już sieć Bareburger, której to jedzenie będzie pierwszym prezentowanym w ten sposób. 22-go Kwietnia zostało rozdanych 5000 Snapkodów w Dubaju oraz Stanach Zjednoczonych, które pozwalają ocenić postęp nad menu. Zakładam, że już niedługo owe kody dotrą do Europy, gdzie będziemy mogli na własne oczy ocenić odwzorowanie dań.

Trudności?

Właśnie owo odwzorowanie jest tutaj najbardziej pracochłonne. Kebaq stosuje metody fotogeometrii do stworzenia modelu 3D posiłku, a więc wielu zdjęć pod różnym kątem. Jednak najbardziej czułym punktem kreowania dania jest jego kolor. Alper Guler – współzałożyciel Kebaq – zdaje sobie sprawę z priorytetu koloru. Nawet niewielka rozbieżność może spowodować całkowicie odwrotny odbiór jedzenia przez klienta.

W dobie tanich przelotów, wyższych zarobków pozwalających zwiedzać coraz to odleglejsze zakątki, takie rozwiązanie ma sens. Myślę, że niemalże każdej osobie zdarzyło się zamówić niekoniecznie to, na co miałby ochotę podczas urlopu, nawet znając język. Analogowy pomysł sprawdza się od lat w Azji, gdzie wykonuje się modele jedzenia, które do złudzenia przypominają prawdziwe. Pozwoliło mi to niejednokrotnie uniknąć zakupu czegoś, co nie przeszłoby przez gardło (jak pączki z ostrygami).

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak na to zareaguje świat, ponieważ menu w restauracji jest jak krzyż w kościele — musi być i już, ale będę obserwował ich postępy, ponieważ może nie za miesiąc ani rok, ale to może zadziałać.