Libratone Track Air+, słuchawki TWS, na których test czekałem długo - pierwsze wrażenia

Libratone Track Air+, słuchawki TWS, na których test czekałem długo – pierwsze wrażenia

Opublikowano 27.01.2020 20:59 Aktualizacja: 10.03.2020 9:15 -


We wrześniu ubiegłego roku, po raz pierwszy udało nam się sfinansować z własnego budżetu podróż na kultowe już targi: IFA Berlin 2019. To było dla nas ogromne wydarzenie ze względu na fakt, że nas po prostu było na to stać jako redakcję i oczywiście przez ilość sprzętów, które mogliśmy zobaczyć. Jednym z urządzeń, które pozostało w naszych głowach na dłużej, były słuchawki Track Air+ marki Libratone, które w końcu po wielu miesiącach udało się złapać do testów.

Libratone Track Air+ to sprzęt, na który czekaliśmy chyba najdłużej w historii DailyWeb. Niestety marki tej oficjalnie nie ma na Polskim rynku (ale Ci co śledzą nasz Instagram wiedzą, że być może zmieni się to w najbliższym czasie), stąd ogromna trudność, by złapać sample do testów. Oficjalnie marka odpowiadała nam, że niestety Polska nie orbituje na ich mapie ekspansji, ale tajemnicza odpowiedź osób odpowiedzialnych za portale społecznościowe Libratone, zasugerowała nam, byśmy systematycznie do nich zaglądali, bo możliwe że sytuacja się zmieni w krótkim czasie.

Słuchawki TWS Track Air+ właściwie od samego początku przykuły naszą uwagę. W przeciwieństwie do ich bardzo charakterystycznych głośników, którym można zmieniać ubranka, które nie wyglądały zachęcająco (obrazek poglądowy poniżej).

Track Air+ za to wyglądały na kawał solidnego sprzętu i odróżniały się od konkurentów przede wszystkim doskonałą jakością użytych materiałów. Po włożeniu ich do uszu, okazało się, że ze świetną konstrukcją idzie doskonała jakość dźwięku. Wiele słuchawek konkurencji przetestowaliśmy w trakcie IFA, ale to właśnie Track Air+ zapadły nam w pamięć… przez naturalny, świetnej jakości dźwięk. Żadnych podbitych niskich tonów (jak to wszyscy ostatnio lubią robić), bardzo czyste i wyraźnie średnie i wysokie tony. Do tego, to były jedne ze słuchawek, które po włożeniu do uszu nie dawały uczucia dyskomfortu.

Dodatkowo w moim przypadku pojawia się notoryczny problem ze słuchawkami, że przez najpewniej uformowanie wewnętrznej części ucha, nigdy nie jestem w stanie w komfortowy sposób umieścić tam słuchawki TWS. Niezależnie nawet od użytej gumki i jej wielkości. Przy Libratone tego problemu nie było, zaskakująco!

Po tych kilku miesiącach i próbach odnalezienia marki, która udostępni nam te słuchawki do kompletnych testów, udało się znaleźć Proshop.pl, której serdecznie dziękujemy za użyczenie nam Track Air+!

Wracając jednak do bohatera tego tekstu

Pierwsze, co zaskakuje po odpakowaniu zawartości paczki, to z pewnością samo pudełko na słuchawki. Dotychczas testując różne rozwiązania, takie jak np. Jays m-Seven True Wireless czy Rockit od marki SACKit, obie pary tych słuchawek brzmiały naprawdę nieźle, ale ich opakowanie w stosunku do Libratone, jest naprawdę wielkie. Jednak uczciwie stawiając sprawę to są one raczej rozmiarów standardowych, za to Libratone jest po prostu dużo mniejsze.

Opakowanie do słuchawek, prócz kompaktowych rozmiarów, jest ładowane kablem USB-C i osoby, którym dawałem spróbować jakości dźwięku Track Air+ miały spory problemu z jego otwarciem. Wszystko przez to, że obie strony urządzenia wyglądają dość podobnie, więc łatwo o pomyłkę. Boks jest także delikatny, więc nie liczyłbym, że będzie mógł się przewalać w damskiej torebce, bez większych uszkodzeń
i zadrapań. Dla mnie ogromne znaczenie ma to, że mogę go zabrać ze sobą na rower, gdzie gabaryt pudełka ma ogromne znaczenie, przez ograniczone miejsce
w kieszeniach mojej kurtki.

Libratone Track Air+ obsługiwane są przez Bluetooth 5.0 i oczywiście wyposażone w mikrofon. Przy pierwszych rozmowach telefonicznych moi rozmówcy twierdzili, że słychać mnie bardzo przyzwoicie. Oczywiście nie próbujcie nic jeść w trakcie rozmowy, bo to ani kulturalne, ani efektywne, bo ponoć rozmówca słyszy efekty mielenia jedzenia przez szczękę, tak słyszałem ;-)

Jakość dźwięku dalej ogromnie przyzwoita, nie zmieniło się nic. Może przez to, że miałem  z nimi mało do czynienia, a obrosły u nas w redakcji legendą, trochę byłem zaskoczony, że nie grają aż tak kosmicznie, ale dalej jest bardzo dobrze i zobaczymy, co przyniesie test długoterminowy. O efektach oczywiście napiszę w dedykowanej recenzji Libratone Track Air+, która powinna się pojawić za kilka tygodni.

Pełna recenzja Libratone Track Air+ jest już gotowa.

3 - 5 Sep 2020
Jesteśmy na #IFA2020 - zobacz naszą relację