Kiedy już oficjalnie zostałem zaproszony na lot prezentacyjny, to oniemiałem. Stabilność, rozwijana prędkość i dystans na jaki to cudo można wysłać w przestworza, to zachciałem sam spróbować. Oczywiście zacząłem się rozglądać za tanią alternatywą, ot by sprawdzić jak to jest. Kategoria dronów, która idealnie wpisywała się w moje finansowe oczekiwania to… mini drony, przeze mnie zwane jako quadrocoptery biurowe. Ot małe zabawki, wyglądające jak żart producenta, ale oglądając video recenzje, postanowiłem sobie kupić własnego, ot by polatać w biurze w chwile przerwy. Konkurencja w tej kategorii jest spora, ostatecznie padło na model Hubsan Q4 (H111) za niespełna 130zł.

Według zapewnień producenta sprawa była prosta: 12 minut ładowania, 8 minut zabawy. Brzmiało groteskowo, szybko życie zweryfikowało, że zabawy w powietrzu jest średnio około 5-6 minut, ładowanie to 15-20 minut. Niemniej to i tak żaden problem, odkąd to cudeńko można ładować podłączając zasilacz do gniazda USB :-)

Poniższy, na szybko zmontowany materiał nagrany ajfonem, prezentuje jak to cudo się sprawuje. Pewnie nie oddaje ono prawdziwej frajdy, ale niech będzie namiastką. Hubsan Q4 ma kilka trybów lotu. Początkujący użytkownik może skorzystać z trybu przeznaczonego dla siebie. Gdy już dojdziecie do wprawy, można przełączyć na tryb zaawansowany, który charakteryzuje się tym, że dron staje się bardzo zwrotny i czuły na każdy nasz ruch na pilocie. Czymś naprawdę efektownym jest fakt, że po uruchomieniu trybu eksperta, prócz lepszych reakcji na nasze polecenia, pojawia się możliwość wykonywania backflipów i frontflipów w banalny sposób. Wystarczy energicznie przesunąć gałkę od wskazywania kierunku do góry i na dół (lub na odwrót). Emocje gwarantowane ;-)

Ten mini quadrocopter wyposażony jest także w LEDy. Trochę wieje tandetą i z początku chciałem wziąć jakiś odpowiednik od konkurencji bez takich cudów, bo to ani fajnie wygląda a dodatkowo zżera baterię. Co jednak najciekawsze, mają one swoją funkcję, informując dynamicznym mruganiem, że bateria zaraz skona i należy bezpiecznie rozpocząć procedurę lądowania. Przeraża także z początku urządzenie sterujące, bo faktycznie wygląda jak zabawka (w końcu nią jest), ale to nie główny jej problem. To co przeraża, to jej gabaryty, gdyż urządzenie sterujące jest zwyczajnie bardzo małe. Gwarantuje, że jeśli nie macie ogromnych dłoni, to nie sprawia ono żadnego problemu.

Niech Was jednak nie zwiodą jego gabaryty, to cuda naprawdę potrafi się rozpędzić… by z impetem uderzyć w ziemię. Tutaj kolejna zaleta, sam zaliczyłem sporo upadków, wszystkie zapasowe śmigła albo pogubiłem albo połamałem, a sam Hubsan cały czas żyje i nic mu nie jest, mimo że składa się on ze zwykłej płytki krzemowej i kawałka plastiku.

Zapraszam do zapoznania się z krótkim materiałem video który przygotowałem w pocie czoła, a Wam gorąco polecam zainteresowanie się tematem, jeśli kiedyś przez chwilę mieliście ciągoty do podobnych urządzeń. Świetna odskocznia, gdy w pracy trzeba chwilę odpocząć od ekranu monitora!

Tym samym zachęcam Was do zasubskrybowania naszego jutubowego kanału. Znajdziecie go tutaj.

PS Muzyka autorska, złożona w Garage Band ;-)


Posłuchaj nas!