Kosmiczny, potężny, gamingowy All in One - Lenovo Y910 - pierwsze wrażenia | DailyWeb.pl

Kosmiczny, potężny, gamingowy All in One - Lenovo Y910 - pierwsze wrażenia

Opublikowano 1 miesiąc temu -


Ostatnio dopadło mnie zjawisko "nie ma nic ciekawego do testowania". Gdy jednak zobaczyłem Lenovo Y910, wiedziałem, że musi trafić na moje biurko, nawet jeśli nigdy nie kupiłbym sobie takiego. Właściwie tym bardziej musiał trafić na moje biurko, ano i trafił.

Gracz ze mnie okazjonalny, w pełni tego słowa znaczeniu. Codzienne obowiązki, rodzina, angażujący etat, opieka nad DailyWeb i dzień uzupełniony od samego rana, do samego wieczora. Często gdy chciałem w coś wieczorem zagrać, był to zawsze wybór na zasadzie: albo przygotuje wpis na kolejny dzień, albo pogram. Wybór był oczywisty. Z grania nici.

Odkąd przesiadłem się na macOS, pozostała mi w zasadzie konsola. Na starym systemie operacyjnym, gdy byłem młody, nie miałem rodziny, tylko masę wolnego czasu uwielbiałem całą serię Call of Duty. Potem najpopularniejsze tytuły na PS4 i miałem ogromną frajdę z grania w League of Legends. Teraz, jeśli wyjdzie kultowy dla mnie tytuł na konsole, to kupuje w ciemno, a potem życie układam pod tytuł. Tak było z God Of War, który na szczęście udało się ukończyć przez majówkę.

Mimo, że konsola to genialna rzecz, to jednak zawsze mnie ciągnęło do PC. Pomyślałem nawet kilka miesięcy temu, że złoże sobie małego PCta, schowam pod biurkiem i będę w wolnej chwili odpalał jakiegoś FPSa. Pomysł upadł, budżet przepalony, a maszyna by się kurzyła.

Jestem największym fanem komputerów typu All in One, które co do idei są dla mnie genialne. Gdy zobaczyłem, że są nawet wersje gamingowe, wiedziałem że muszę spróbować. Tak właśnie w moje ręce trafił Lenovo Y910, czyli 27' bestia typu AiO do... grania w gry. To może nie zgodne z nurtem prawdziwych graczy, ale jako przedstawiciel okazjonalnych, ucieszyłem się na slogan, że Y910 wystarczy wyciągnąć z pudła i zacząć grać. Jestem fanem black boxów, nie obchodzi mnie co w środku, nie chce wiedzieć, nie chce się wgryzać, nie chce składać, wyciskać więcej z komputera - on ma po prostu działać. Tak właśnie jest z kosmicznym Lenovo Y910.

Stylistyka całego tego sprzętu gamingowego jest dla mnie absolutnie koszmarna. Jaskrawe kolory, wszechobecne ledy, podświetlenia, kuriozalne plastikowe ozdobniki i inne cuda. Prawdziwy koszmar, oczy bolą. Wiadomo jednak target jest dość młody, więc muszą się wyróżniać. Na początku jak zobaczyłem y910, pierwsza myśl, że no tak, widać że to sprzęt z kategorii gamingowych. Jednak po wypakowaniu całości, muszę przyznać, że nie jest wcale aż tak koszmarnie. Oczywiście AiO jest monstrualnych rozmiarów, grubością daleko mu do iMaca, ale nikt o to nie dba, bo i po co?

Mój iMac Pro w końcu dotarł./Seb

Opublikowany przez DailyWeb Sobota, 14 lipca 2018

Jeśli chodzi o parametry mojego egzemplarza, to trafił mi się i7, 16GB RAM, SSD+HDD i GTX 1080, co w efekcie daje 300fpsów w mało wymagających League of Legends przy maksymalnych detalach. Dajcie mi się rozkręcić, a z pewnością znajdę coś bardziej wymagającego. To co jednak mnie martwi, po chwili pracy na Windowsie 10 i prędkości działania... wszystkiego, nagle uświadomiłem sobie, że mój Macbook Pro, wcale już taki szybki nie jest. Czekają mnie wydatki.

A tak zupełnie poważnie, to jaram się jak dziecko. Urlop niefortunnie się skończył, ale z pewnością znajdę trochę czasu, by porządnie przetestować tą bestie. Jako, że y910 ma HDMI IN, to stał się on także moim ekranem zewnętrznym dla Macbooka i uwierzycie lub nie, 2' różnicy między tym, a moim ekranem, robią naprawdę wielką różnicę.  A teraz wybaczcie, biorę się za gromadzenie materiału do testów.