Kości na Instagramie i ser na twarzy, czyli 5 rzeczy, które sprawiły, że wyłączyłam dziś Internet




Kości na Instagramie i ser na twarzy, czyli 5 rzeczy, które sprawiły, że wyłączyłam dziś Internet

Opublikowano 1 miesiąc temu -


Na DW staramy się zazwyczaj skupiać na tych nowinkach ze świata tech, które wydają się nam najbardziej innowacyjne, najciekawsze lub po prostu przynoszące największą wartość dodaną naszym czytelnikom. Czasem jednak nie możemy przejść obojętnie obok newsów, które są całkowitym zaprzeczeniem tych założeń.

Kiedy już myślę, że kilkanaście lat dostępu do Internetu znieczuliło mnie na przejawy ludzkiej bezmyślności/kreatywnej głupoty, okazuje się, że jestem zwyczajnie zbyt naiwna. A w najlepszym wypadku dawno nie trafiłam na odpowiedni klikbait. Mam jednak wrażenie, że w tym tygodniu Internet wyjątkowo intensywnie próbuje obnażyć moją ignorancję w tym temacie, co chwilę podsuwając pod mój nos kolejne "łamiące wiadomości". Mamy dopiero środę, jednak dla mnie te wieści już zasłużyły na miano "anynewsów tygodnia".

Na Instagramie kwitnie sprzedaż ludzkich kości

O co chodzi:? Okazuje się, że w XXI wieku handel ludzkimi kośćmi ma się niemal równie dobrze jak za czasów średniowiecznego zainteresowania relikwiami. Jeśli jednak myślicie, że po ludzką czaszkę trzeba wybrać się do najdalszych zakamarków darknetu lub w najlepszym wypadku oglaszamy24.pl, grubo się mylicie. Aby zdobyć dodatkowe żebro czy łopatkę wystarczy jedynie dostęp do mediów społecznościowych.

Instagram jak Nasza-Klasa.pl? Nowe funkcje aplikacji

Archeolodzy Damien Huffer i Shawn Graham stworzyli raport który ujawnia tajniki nowoczesnego handlu kośćmi. Z dokumentu The Insta-Dead: The Rhetoric of Human Remains Trade dowiadujemy się, że zainteresowanie ludzkimi szczątkami rośnie lawinowo na Instagramie. O ile w 2016 r. platforma zarejestrowała jedynie 3 podobne oferty, rok później było ich już 77. Dane na ostatni rok nie są jeszcze znane.

77 wydaje się zbyt małą liczbą? Jak widać, jest wystarczająco dużą, aby stworzyć poświęcone temu badanie. No i pamiętajmy o bardzo wąskiej specjalizacji sprzedających :)

Nowy internetowy challange: ludzie rzucają serem w swoje dzieci

O co chodzi? Wygląda na to, że Tide Pod Challange ma godnego następce. Nową, zupełnie niezrozumiałą dla normalnych ludzi rzeczą, która z jakiegoś powodu stała się popularna w mediach społecznościowych jest... rzucanie w swoje dziecko plasterkiem sera. SERio. Wszystko zaczęło się od pewnego użytkownika Twittera, który udostępnił nagranie, w którym traktuje w ten mało elegancki sposób swojego brata. W międzyczasie okazało się, że to nie jest ani jego ser, ani jego brat, więc post został usunięty.

Niestety, 8 milionów wyświetleń za późno. Wideo stało się klasycznym wiralem i szybko zmieniło się w nowe, serowe wyzwanie. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, jednak w Internecie pojawiły się jak dotąd tysiące nagrań dzieci z serem na głowie. Wszystkie z hasztagiem #cheesechallange.

Facebook z nową ofertą dla zmarłych

O co chodzi? Śmiertelnie poważny temat, który świetnie opisał już Przemek. Odsyłam was do jego wpisu.

...i kolejną wpadką z zakresu bezpieczeństwa

O co chodzi? Od 2011 roku Facebook pyta użytkowników o ich numery telefonów, aby dać im możliwość dwustopniowej weryfikacji danych logowania. Ma to umożliwić wysyłanie wiadomości tekstowej przy każdej próbie logowania. Choć dla użytkowników prywatnych jest to opcja dodatkowa, każdy, kto zarządza stroną na Facebooku z odpowiednio dużą liczbą obserwujących, jest zobowiązany do jej skonfigurowana. Ma to przede wszystkim zapobiec potencjalnym próbom przejęcia konta.

Z biegiem lat okazało się, że numery nie służą jedynie do weryfikacji użytkowników przez Facebooka, a m.in. także do namierzania naszego profilu przez inne osoby. I nie ma sposobu aby z tej funkcji zrezygnować. W ustawieniach prywatności możemy co prawda wybrać, kto widzi nasz numer, ale nie mamy opcji całkowitej rezygnacji z tej opcji.

Zaskoczeni? Biorąc pod uwagę ostatnie wpadki giganta, pewnie nie bardzo. Mimo wszystko każdy kolejny news tego typu budzi coraz więcej wątpliwości jeśli chodzi o korzystanie z platformy.

40% startupów zajmujących się AI...nie posiada AI

O co chodzi? Według badania przeprowadzonego przez londyńską firmę MMC, 40% europejskich startupów sklasyfikowanych jako firmy AI w rzeczywistości nie używa sztucznej inteligencji w sposób "istotny" dla ich działalności. MMC przeanalizowało około 2830 AI startupów w 13 krajach UE, analizując ich działania, koncentrację i finansowanie. Najbliżej do sztucznej inteligencji miały firmy używające chatbotów oraz oprogramowania typu fraud detection, chociaż w zdecydowanej większości przypadków nie stanowi to przecież głównego źródła przychodów. Okazuje się, że AI jest więc niczym innym jak pustym hasłem mającym na celu przyciągniecie inwestorów i klientów.

Nie rozumiem o co tyle szumu. Czyżby zapomniano o pierwszym przykazaniu startupu "fake it until you make it!"?