Korzystasz z Grammarly? Na pewno zainteresuje cię jego nowa funkcja!

Korzystasz z Grammarly? Na pewno zainteresuje cię jego nowa funkcja!

Opublikowano 26.09.2019 19:03 -


Popularny korektor zyskuje nową, napędzaną sztuczną inteligencją funkcję, która pomoże ci uniknąć biznesowej wpadki. Przynajmniej w teorii.

Grammarly jest ze mną już od dobrych kilku lat. W zasadzie odkąd tylko angielski stał się głównym językiem mojej służbowej korespondencji. Aplikacja została mi zresztą polecona przez moich kolegów którzy Shakespeare'a wyssali z mlekiem matki, co samo w sobie jest najlepszą rekomendacją. Od tej pory jest to jednym z nielicznych narzędzi, które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu.

Mimo kilku ograniczeń wersji darmowej, jest to wciąż główne narzędzie (obok Hemingway Editor i LanguageTool) jakiego używam do sprawdzania poprawności tekstu. Jako wtyczka do przeglądarki jest zdecydowanie bardziej wygodny w użyciu niż wspomniane wyżej narzędzia. Dodatkowo, radzi sobie także zdecydowanie lepiej w wykrywaniu błędów niż domyślny korektor tekstu Gmaila czy Chrome. Grammarly wychwytuje nie tylko literówki, lecz także dodaje przecinki, braki zaimków i oczywiste błędy gramatyczne (jak np. niepoprawna forma czasownika). Teraz narzędzie zyskuje nową, dodatkową funkcję, która może szczególnie przydać się tym, dla których korespondencja w języku angielskim ma charakter głownie biznesowy.

Grammarly twierdzi, że poprawność językowa to jedynie połowa sukcesu

Od teraz aplikacja nie tylko sprawdzi błędy w naszym mailu, lecz także... zweryfikuje ton naszej wypowiedzi. Ot, żeby upewnić się, że mail wysłany do klienta nie brzmi zbyt obcesowo, a memo do szefa jest wystarczająco miłe. Brzmi nieprawdopodobnie? Twórcy aplikacji twierdzą, że program jest w stanie odczytać ton wypowiedzi na podstawie ustalonych wcześniej reguł, przy wykorzystaniu uczenia maszynowego. Algorytm przeszukuje tekst wypowiedzi w poszukiwaniu słów, zwrotów, które mogłyby wskazywać na to, że jest ona nacechowana negatywnie lub pozytywnie.

Funkcja ta zostaje uruchomiona po napisaniu ponad 120 znaków. Według zapewnień, tyle wystarczy, aby algorytm był w stanie rozszyfrować 40 różnych tonów i oceniając zakres emocji, a także to, czy wypowiedź jest wystarczająco formalna. 

Czy to faktycznie działa?

Niestety jak na razie funkcja nieco rozczarowuje. Moje domowe testy, wykazały, że algorytm wciąż ma problemy z zakwalifikowaniem niektórych emocji. Na potrzeby wspomnianych testów wcieliłam się w redaktora naczelnego, mocno rozczarowanego brakiem dostarczonego tekstu (zbieżność imion przypadkowa):

Mimo dość dosadnie wyrażonego rozczarowania (wzmocnionego dodatkowo użyciem smutnych emotek i CAPSA), email został sklasyfikowany jako zaledwie neutralny. Co ciekawe, po lekkiej modyfikacji poprzez dodanie dość naciąganego zwrotu sad regards, algorytm wreszcie wyczuł intencje i zmienił klasyfikację na smutny/zmartwiony.

Można tłumaczyć to jednak faktem, że mamy tu do czynienia z bardzo świeżą betą i algorytm może potrzebować nieco więcej czasu na wyspecjalizowanie. Albo po prostu sztuczna inteligencja nie uwierzyła, że Sebastian mógłby napisać coś tak nieuprzejmego.

Cokolwiek by to nie było, trzeba przyznać, że pomysł sam w sobie jest całkiem niezły i przy odpowiednim dopracowaniu może okazać się sukcesem. Samo Grammarly w dalszym ciągu warto przetestować ze względu na jego standardową funkcję.

Żródło: Grammarly