Kończy się czas oglądania filmów za darmo. Upadek piractwa jest bliski | DailyWeb.pl

Kończy się czas oglądania filmów za darmo. Upadek piractwa jest bliski

Opublikowano 6 miesięcy temu - 10


Na naszych oczach zamyka się coraz więcej pirackich stron. Dotyczy to nie tylko międzynarodowych gigantów. Również polskie serwisy coraz mocniej słaniają się na nogach. I chociaż tak jak nie skoczą się kradzieże i wszelkiej maści inne przestępstwa, tak piractwo w jakieś formie zawsze będzie nam towarzyszyło. Jednak jesteśmy świadkami dynamicznego cywilizowania się sieci. Tym samym piractwo powoli schodzi ściekiem do podziemia.

Świat zmienia się w zawrotnym tempie. Jak przez mgłę pamiętam rok 90-któryś, kiedy uzbrojony w dwa magnetowidy, z kawałkiem pościskanego, naślinionego papieru zatykałem mechanizm chroniący kasety VHS przed przegrywaniem filmowych hitów, które wypożyczaliśmy z kolegami. Minął jakiś czas, aż pewnego dnia proponowanie mi gier, filmów, albumów muzycznych i programów na płytach CD stało się normą. Listy tytułów robiły się z miesiąca na miesiąc przepastniejsze, ceny płyt spadały. Spadały również ceny nagrywarek, a coraz szybsze łącza internetowe pomagały w archiwizowaniu pirackich treści własnymi siłami. Nagrywarek na co dzień praktycznie już nie używamy, bo zapisywanie czegokolwiek na twardych nośnikach ma niewielki sens w erze trzymania wszystkiego w chmurze. Sztukę i oprogramowanie mamy w zasięgu naszych urządzeń, połączonych do sieci, która jest już niemal tak powszechna, jak wiekowe radio.

Upadek piractwa - VHS
Pamiętacie stare, dobre, wypełnione filmami karate VHS-y? | Źr. fot. Flickr / Paul Irish

Piractwo ewoluowało, ale od premiery Popcorn Time nie urodziło się z niego nic zjawiskowego. Kiedyś w organiczny i nierzadko ciekawy sposób wyznaczało trendy i zmieniało to jak konsumujemy treści audiowizualne. Wszystko wywróciło się do góry nogami wraz z premierą Spotify, które zawstydziło swoją pomysłowością nawet piratów. Usługa pokazała rynkowi, że można stworzyć coś nietuzinkowego, coś co ruszy trochę życia w skostniałą branżę oraz pozwoli wygodnie i nowocześnie słuchać muzyki.

Obecnie korzystam jednocześnie z Netflixa, HBO GO, dzięki uprzejmości Showmax mam tymczasowo darmowy dostęp do ich usługi, a z okazji premiery Boscha oraz Amercian Gods wykupiłem kolejny raz abonament w Amazon Prime Video. Dochodząc tym samym do wniosku, że piraci są coraz mniej potrzebni.

Jednak ciągle zdarza mi się wchodzić na strony, które gromadzą produkcje udostępnione nielegalnie. Wiem, że to podwójny standard, ale chociaż uważam to za zjawisko w gruncie rzeczy niedobre, to niestety bywa złem konieczny. Nie chodzi o oszczędność czy wyrachowanie, ale wyłącznie o to, że wciąż wiele serialowych premier nie mogę obejrzeć w tym samym czasie co widzowie w Stanach Zjednoczonych. Ponadto sporo klasycznych filmów jest poza zasięgiem SVOD czy VOD - a dobra kulturalne powinny być dostępne dla wszystkich na takich samych zasadach.

Uczestniczymy w mocno zglobalizowanym rynku, więc przestarzały i nierzadko opieszały system licencjonowania jest kulą u nogi branży rozrywkowej

Czekanie na nowy sezon ulubionego serialu to męka. Ponadto każdego dnia przeglądamy sieć pełną bolesnych spoilerów. Ostatnio takich katuszy uniknąłem w przypadku Line of Duty i zamiast czekać aż Netflix udostępni nowe odcinki tego świetnego brytyjskiego kryminału, oglądałem go na bieżąco, obchodząc zabezpieczenia regionalne BBC iPlayera - co również legalne nie jest. Jednak jest lepiej, dużo lepiej niż jeszcze kilka lat temu i o wiele rzadziej mam ochotę odwiedzać włości serwisów o niskich standardach moralnych.

Upadek piractwa jest bliski, ale ciągle jest dużo do zrobienia
Maraton z największymi hitami giallo? Niestety, ale bez piractwa to ciągle nieosiągalne | Zrzut ekranu z Filmy Google Play

Coraz mniejsze wrażenie na prawnikach robią śmieszne noty prawne i przekombinowane systemy zgłaszanie treści, które spotkamy niestety nawet w serwisach pokroju YouTube'a. Co wraz z zaostrzaniem prawa, będzie w przyszłości powodem do wielu nieprzespanych nocy ludzi na kierowniczych stanowiskach w Alphabecie. Z czasem znajdzie się bat i na tę świętą krowę, biorąc pod uwagę nadgorliwość Unii Europejskiej, która z błogością reguluje rynek szeroko pojętych usług internetowych. W końcu YouTube jest miejscem niemal równie zasłużonym i podatnym na piractwo co niegdyś Megaupload, bezkrytycznie demonizowanego Kima Dotcoma.

Przykładem zmian niech będzie to, że ThePirateBay jest cieniem cienia dawnej potęgi. Serwis ExtraTorrent został niedawno zamknięty. KickassTorrents to już właściwie same strony lustrzane o wątpliwej reputacji. Również u nas padają jak muchy kolejne witryny. TvSeriesOnline zamknęło się na pirackie seriale, w zamian enigmatycznie zapowiada pracę nad serwisem, który zaoferuje rzetelne opisy, profesjonalne dyskusje, strefa codziennych konkursów tematycznych, kalendarium premier, wejściówki do kin i abonamenty do serwisów dystrybutorów... i wiele innych funkcji - cokolwiek miałoby to znaczyć. Od niedawna również na Filiserze, Gofilmie i kilku innych stronach nie obejrzycie filmów. Kierownictwo CDA, z którego nielegalnie udostępnione filmy i seriale wylewają strumieniami, przejrzało jakiś czas temu na oczy i powoli, ale coraz skuteczniej wchodzi w segment legalnego SVOD.

Gdyby ktoś zapytał mnie, jak to widzę w przyszłości, to odpowiedziałbym, że najprawdopodobniej grupy interesów będą lobbowały, by prawo narzucało odgórną weryfikację udostępnianych przez użytkowników materiałów.

Jednak najwięcej dobrego robią takie usługi jak Netflix czy Spotify. Nijak do rzeczywistości ma się argumentem, że wielkie przedsiębiorstwa rozrywkowe pławią się do nieprzytomności w pieniądzach, więc my biedne szare eminencje, tkwiące na samym końcu łańcucha pokarmowego, kradniemy owoce ich pracy. Bo zapominamy tym samym, że bez tych znienawidzonych krezusów nie mielibyśmy tych wszystkich filmów, książek, komiksów, seriali, płyt i co Wam tam jeszcze tylko przyjdzie do głowy.

Dlatego nie możemy przecenić kwestii, jaką jest nie tylko nasza uczciwość, ale również świadomość rynku. Częściej chcemy płacić za rozrywkę, ponieważ wiemy, że w ogólnym rozrachunku dzięki temu zyskujemy.

Pytając retorycznie: ile seriali powstało za pieniądze piratów?

Odkąd Netflix wszedł na swoją górę złota, z każdym nowym abonentem wrasta szansa na jeszcze więcej świetnych produkcji. Ponadto konkurencja koncernu z Los Gatos nie śpi i starając się nie wypaść z łask widzów, również nieskąpi nowości. To jest główny powód, dla którego nie będę płakał za piratami. Ich era powoli się kończy, gdyż coraz mniej ich potrzebujemy. Mimo to daleki jestem od wbijania gwoździ w trumnę, bo chcę by pociągli tak długo, aż branża rozrywkowa nabierze kształtów idealnych. W innym wypadku firmy pokroju Netflixa nie będą starały się o konsumentów tak bardzo, jak starają się dziś.