"Kapitan Marvel" - recenzja. Ten film powinien powstać dużo wcześniej!




"Kapitan Marvel" - recenzja. Ten film powinien powstać dużo wcześniej!

Opublikowano 2 tygodnie temu -

Stało się. Do kin wchodzi pierwszy film z uniwersum Marvela z superbohaterką w roli głównej, Kapitan Marvel. Licząc od pierwszego filmowego "Iron Mana", musieliśmy na niego czekać aż 11 lat. Aż chciałoby się rzec: "nareszcie!".

"Kapitan Marvel" to origin story oparte oczywiście w dużej mierze na komiksowym pierwowzorze. Mamy tu więc nieunikniony wątek z kosmitami i intergalaktycznymi wojnami. Na szczęście jest on sprawnie poprowadzony i wnosi dodatkową wartość do fabuły. Przyczepić można się tylko do obcych, którzy w niektórych scenach są przerysowani niczym w pierwszych "Gwiezdnych Wojnach". Na szczęście film potrafi sam się z tego śmiać, co ratuje sytuację.

Znakomicie wypada już natomiast nakreślenie wszystkich głównych postaci, z Carol Danvers (tytułową Kapitan Marvel) na czele. Brie Larson, która wcieliła się w jej rolę, jest jednocześnie tajemnicza, inteligentna i dowcipna w dialogach, a na dodatek potrafi konkretnie złoić tyłek swoim oponentom. "Kapitan Marvel" jako jeden z niewielu komiksowych filmów na szóstkę zdaje tzw. test Bechdel, choć nie można powiedzieć, że to "film dla kobiet" czy "o kobietach". Choć to właśnie dialogi między nimi są dla fabuły najistotniejsze.

Bardzo dobrze poradził sobie także Samuel L. Jackson wcielający się w rolę odmłodzonego Nicka Fury. Jego wątek rzuca na postać nowe światło, nareszcie dając mu tyle ekspozycji, na ile zasłużył sobie w poprzednich produkcjach Marvela. Cięty język i relacje tworzone przez agenta S.H.I.E.L.D. to kolejny mocny punkt filmu.

CGI potrafi zachwycić

Nick Fury to również przykład na to, jak miejscami realistycznie wypada w "Kapitan Marvel" animacja komputerowa. Choć grający go aktor w rzeczywistości ma 70 lat, to na ekranie spokojnie wygląda na 30 mniej. I - co najważniejsze - dosłownie po chwili zapominamy o tym, że został cyfrowo odmłodzony, przyjmując to za naturalny wygląd.

CGI przez większość czasu jest na naprawdę topowym poziomie, choć zdarzają się też gorsze momenty - szczególnie tam, gdzie cały obraz jest wygenerowany komputerowo. Ujęcia hybrydowe to już jednak majstersztyk.

Pod kątem technicznym podobał mi się też obrany styl operatorski. Choć nie ma tutaj tak ewidentnych (czyt. "trzęsących się") ujęć "z ręki", to kamera na zbliżeniach miejscami przypomina osobistym wydźwiękiem "Człowieka ze stali" z 2013 roku, co bardzo dobrze komponuje się z narracją.

Nostalgia w ilości umiarkowanej

Po zobaczeniu zwiastunów filmu najbardziej obawiałem się nachalnego grania nostalgią. Z zapowiedzi wynikało, że "Kapitan Marvel" będzie upstrzone nawiązaniami do minionej epoko niczym "Strażnicy Galaktyki", ale w tym wypadku twórcy poszli w zupełnie inną stronę. Kilka żartów bazuje co prawda na odniesieniach do lat 90-tych, ale zawsze mają jakiś cel, np. rozluźnić atmosferę lub zarysować konkretne realia. Film nie skupia się jednak na tych czasach i są one tylko miłym tłem dla wydarzeń.

Z lat 90-tych zaczerpnięto również soundtrack, który dla mnie - dzieciaka urodzonego właśnie w tym czasie - jest po prostu mistrzowski. Z obawy przed spoilerami nie chcę tutaj zdradzać konkretnych utworów i wykonawców, ale moim zdaniem wybrano je świetnie. Szczególnie dlatego, że to nie tandeta i tani pop (James Gunn pewnie wykorzystałby kawałki Backstreet Boys, N*Sync czy The Kelly Family), a po prostu dobrze pasujące, 90's-owe piosenki.

Co z "Avengers"?

Wielu fanów obawiało się także, że "Kapitan Marvel" powstało tylko po to, aby wypełnić lukę przed "Avengers: Koniec gry". Nic z tych rzeczy. Choć oczywiście fabuła nie stroni od powiązań z S.H.I.E.L.D. i związaną z tą agencją działalnością, to nigdy nie wychodzi ona na pierwszy plan. Na pierwszym planie zawsze jest Carol Danvers. Zagubiona, poszukująca, ale jednocześnie silna, dowcipna i kobieca.

Takiego filmu zdecydowanie brakowało w superbohaterskiej bibliotece Marvela. Są w niej już dziesiątki postaci, których filmowe wcielenia zdążyły sobie zaskarbić ogromną sympatię fanów. Nasuwa się więc pytanie - czy Kapitan Marvel jest na tyle oryginalna i wartościowa, aby wnieść coś nowego do tak bogatego w nietuzinkowych bohaterów świata? Moim zdaniem zdecydowanie tak.

PS. Po napisach są DWIE dodatkowe sceny ;)