Apple, Dell, Microsoft, a ostatnio nawet Huawei – wszyscy walczą o to, aby ich komputery miały jak największą powierzchnię ekranu, ale jednocześnie posiadały wbudowaną kamerkę internetową. A gdyby tak… całkowicie z niej zrezygnować?

Producenci laptopów, podobnie jak twórcy smartfonów, zaczęli prześcigać się ostatnio w tym, komu uda się stworzyć urządzenie o jak najwęższych ramkach wokół ekranu. I o ile w przypadku telefonów jest to nie lada wyzwanie – trzeba przecież znaleźć miejsce na aparat do selfie – tak w przypadku laptopów jest to już dla mnie mniej zrozumiałe. Projektanci dwoją się troją, żeby tylko gdzieś upchnąć mikroskopijny obiektyw, a końcowy efekt i tak nie jest satysfakcjonujący.

Huawei MateBook X Pro – coś tu chyba poszło nie tak

Dell i Huawei, czyli kamera w nosie

Weźmy np. Della. Ich XPS 13 i 15 z ekranami Infinity Display o ramkach grubości zaledwie kilku milimetrów robią wrażenie… dopóki nie spojrzymy na dolną część wyświetlacza. Nie dość, że jest ona nieproporcjonalnie grubsza od reszty, to na dodatek skrywa w sobie kamerkę. To dziwne rozmieszczenie sprawia, że obiektyw skierowany jest prosto na dziurki w nosie użytkownika.

Podobną wadę ma zapowiedziany ostatnio Huawei MateBook X Pro, choć tutaj dolna ramka nie jest na szczęście już tak szeroka, a kamerkę można sprytnie schować w rzędzie przycisków funkcyjnych laptopa. Jednak po jej włączeniu mamy do czynienia z podobnym mankamentem, co u Della – obiektyw wycelowany jest bowiem w podbródek i tułów właściciela.

Kamerka internetowa w laptopie to przeżytek!

Może zabrzmi to kontrowersyjnie. Ale konsultowałem tę kwestię z kilkoma znajomymi i żaden z nich nie stwierdził, że kamera w laptopie jest mu absolutnie niezbędna do życia. Ba, z doświadczenia wiem, że większość osób woli ją zakryć np. taśmą w obawie o swoje bezpieczeństwo. Sam nie pamiętam kiedy ostatnio (i czy kiedykolwiek) potrzebowałem tego elementu w pracy z komputerem.

Poznajcie Google Clips – sprytna kamerka napędzana AI

Co więcej, w parze z miniaturyzacją i „upychaniem” maleńkich obiektywów w obudowach laptopów wcale nie idzie też lepsza jakość nagrywanego obrazu. Jak na dzisiejsze standardy jest ona wręcz na zaskakująco żenującym poziomie. Rolę kamerki internetowej zdecydowanie lepiej oddać smartfonom. Te ze średniej i wyższej półki poradzą sobie z transmisją wideo dużo lepiej niż laptopy. Jeśli natomiast nie posiadamy odpowiedniego sprzętu, to za 100 czy 200 złotych można kupić naprawdę świetnej jakości i niewielkich rozmiarów kamerkę zewnętrzną.

Proszę zatem, drodzy producenci laptopów, zastanówcie się, czy czasem w osiągnięciu tych imponujących, immersyjnych ekranów, nie pomogłoby wam właśnie „wycięcie” kamery do wideorozmów. Ja i wielu innych użytkowników wcale nie będziemy mieć wam tego za złe. Kamerki internetowe wbudowane w komputery to przeżytek. Nikt nie będzie za nimi tęsknił.