Tym razem w kosmos udał się szef Amazonu, czyli Jeff Bezos. Poleciał tam razem ze swoim bratem, a także dwójką innych osób. Cała podróż trwała kilkanaście minut, a wszystko odbyło się bez problemu. Kilka dni wcześniej swoją podróż odbył Richard Branson, zatem pozostał nam jedynie Elon Musk z trójki miliarderów mających kosmiczne aspiracje.

Właściciel Virgin Galatcic, Branson poleciał na wysokość 86 km, co nie dla wszystkich jest granicą kosmosu (podobnie jak z zimą w Himalajach – dla niektórych kończy się ona 28 lutego, a dla innych – 21 marca). Jeff Bezos nie chciał pozostawiać wątpliwości i przekroczył barierę 100 km, aby była pewność, że „zaliczył” kosmos. Nie zrobił tego sam, bo wraz z nim na pokładzie New Shepard znaleźli się: 82-letnia lotniczka Wally Funk, 18-letni Oliverem Daemenem i brat Jeffa, Mark.

Co teraz z lotami w kosmos?

Miejmy nadzieję, że historia nie powtórzy się w tym przypadku, ale na myśl od razu przychodzi kosmiczny wyścig w trakcie zimnej wojny w ubiegłym stuleciu. Od momentu postawienia przez Amerykanów stopy na Księżycu w 1969 roku wyścig się zakończył i w następnych latach nikt już z ludzi się tam nie wybrał. Czy to właśnie o to chodzi w podobnym wyścigu teraz, ale w przypadku miliarderów? Rywalizacja przypomina wspomnianą walkę pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, ale w teraz mówimy o prywatnych właścicielach gigantycznych firm.

Tak się składa, że loty Bransona i Bezosa odbyły się praktycznie jeden po drugim, czekamy tylko na Elona Muska, który ma osiągnąć jeszcze większe wysokości, a co potem? Przypuszczalnie rozwijane będą dalej technologie obniżające koszty turystycznych wypadów w kosmos, ale raczej Branson, Bezos i Musk nie będą co weekend wypadać na zrobienie selfie z wysokości 100 km. Ważne, że wizyta tam zostanie odhaczona.

Podbój Marsa przez SpaceX

W przypadku dwóch pierwszych miliarderów rozwijają oni firmy pod kątem lotów typowo komercyjnych. Kolejni turyści są już zapisani, bo też z ich wkładów finansowany jest rozwój technologii. Elon Musk natomiast i jego SpaceX mają bardziej ambitne plany, bo celem pierwszorzędnym jest kolonizacja Marsa, a nadzieje są dość spore. Jak wiadomo Musk planuje wysłać pierwszych astronautów na czerwoną planetę do 2024 roku i jeśli nawet taka misja opóźni się o rok czy dwa będzie to spektakularne osiągnięcie.

Jednocześnie SpaceX rozwija projekt miasta na Marsie, tak aby po pierwszym lądowaniu wszystko było gotowe i możliwe będzie zasiedlanie w sposób odpowiedzialny tej planety. Po (planowanym na ten rok) starcie w kosmos Elona Muska spodziewana jest przerwa w tak „głośnych” misjach. To właśnie Mars ma być kolejnym celem, a jeśli start Jeffa Bezosa wzbudzał gigantyczne zainteresowanie, to nie mogę doczekać się śledzenia startu SpaceX na Marsa. Pozostaje wyczekiwać i cieszyć się, że to dzieje się w naszym pokoleniu i mamy szansę być tego świadkami.