Jak zostałem upupiony - czyli słowem o smartfonach i moim powrocie do szkoły | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Jak zostałem upupiony - czyli słowem o smartfonach i moim powrocie do szkoły

Opublikowano 2 lata temu - 3


Poziom naszego fejmu internetowego pozwala nam co najwyżej na przepuszczenie drobnicy na reklamy na fejsbuku. To jeszcze nie ten moment, kiedy możemy żyć z DailyWeb, choć ja i tak cały czas wierze, że w końcu i on nadejdzie i nie o samą kasę chodzi, tylko za komfort skupienia się na tej jednej konkretnej rzeczy. Aktywność ostatnio nieco mniejsza, przynajmniej z mojej strony, bo właśnie tak się złożyło, że wylądowałem od początku... w szkole podstawowej, potem gimnazjum a na końcu w szkole średniej. Co ważne, jak słynny bohater, nie zostałem upupiony (a Ferdydurke, to Wy czytali?), zrobiłem do z własnej, nieprzymuszonej woli. Doświadczenia absolutnie bezcenne, zaskakujące, przerażające, pozytywne i interesujące, w aspekcie nowych technologii.

Przygodę zacząłem od podstawówek. Byłem ogromnie zaskoczony, kiedy zadając pytania dzieciakom, żadne nie udzieliło odpowiedzi, tylko pojawił się las rąk. Jeden wyrywał się bardziej od drugiego, bym tylko wskazał go jako osobę, która udzieli odpowiedzi na moje pytanie. Zaskakujące, faktycznie - tak to kiedyś działało, że trzeba było podnieść rękę do góry, by móc zabrać głos. Szeroki uśmiech na twarzy.

Cisza, błoga cisza

Znikał tylko w trakcie przerw, kiedy panował taki hałas, że miałem ochotę pociąć swoje żyły wzdłuż. To jednak nie był największy koszmar, bo stosunek wrzeszczących dzieci był zdecydowanie mniejszy w porównaniu do tych, którzy z pochylonymi głowami dodawali kolejny zdjęcie na Instagram czy przeglądali fejsbuka... na swoich  ajfonach. Ciekawe doświadczenie, kiedy widzisz, że ledwo odskoczył od ziemi, a tu z nie najgorszym smartfonem przełącza się sprawnie między ulubionymi aplikacjami.

W sumie nie chce tego oceniać, tak wygląda postęp technologii, która staje się dostępna właściwie dla każdego, patrząc na ten obrazek. To z jednej strony fascynujące, że tak technologia dopadła i tak małych użytkowników. Oczywiście można tu lamentować, że na przerwach to my bawiliśmy się w berka albo w uprzykrzanie komuś życia, a teraz te piekielne smartfony. Moim zdaniem, to naturalna kolej rzeczy, nieunikniona, a lekiem na wszystko zdrowy rozsądek i umiar.

#GimbyZnajo Smartfony

Gimnazjum, to jednak miejsce największej ilości emocji. Zresztą tak jak się spodziewałem, tak jak mnie ostrzegano. Abstrahując do faktu, że często posłuchu nie będzie, jeśli głośno i porządnie nie rykniesz, to jak to zwykle bywa generalizując krzywdzi się wielu. Tu jednak pomimo naprawdę znośnych klas były takie, w których  można było szybko stracić nerwy. W przeciwieństwie do sympatycznych i bardzo głośnych dzieciaków z podstawówek, tutaj smartfony i tablety pojawiały się nie tylko na przerwach, ale nawet na lekcjach. Dopiero kiedy zauważyłem co jest grane, zaznaczyłem, że jeśli zobaczę jakiś smartfon lub tablet podczas lekcji, to wyląduje on za oknem wraz z właścicielem. Dopiero zadziałało.

Licea - oaza kultury?

Szkoły średnie? Ukojenie dla zszarganych nerwów. Trafiłem do liceum, które naprawdę należy pochwalić za kulturę ich uczniów. Mam nadzieję, że to taki standard a nie ekstremum. Smartfony? Ot narzędzie, kiedy trzeba sprawdzić pocztę w przerwie lub zabić nudę podczas najdłuższej przerwy. Tu jednak z fejsbukami i instagramami wygrywał stół ping pongowy, umieszczony w bardzo dostępnej części szkoły. Cieszyło to oko, bo na podstawie tego przykładu, nie mogłem wrzucić wszystkim do jednego wora i napisać jak to młodzież jest zepsuta nowymi technologiami.

Jak to wszystko podsumować? Nauczyciele, to naprawdę niedoceniana profesja. Ja wiem, że bym się nie odnalazł na podstawie swojego krótkiego doświadczenia, a szczególnie w okresie edukacji między podstawówką a szkołą średnią. W końcu, któryś smartfon za moją ręką wylądowałby za oknem, a nie daj boże i jego właściciel.