Ktoś na sali szykuje się do wydania własnej gry? Pytanie kieruję głównie do osób, które nie pracują w dużych studiach, ale raczej działają w sektorze niezależnym. Z własnego doświadczenia wiem, że przygotowywanie się do premiery potrafi zmęczyć. A nawet czasem wręcz wypalić człowieka.

Zaczyna się stres, nagle pojawiające się błędy, często krytyczne, aż nagle ktoś pyta o marketing. Właśnie, promocja, marketing, pozyskiwanie graczy. Trudne tematy. Zazwyczaj zostawiane na sam koniec, co już samo w sobie jest błędem. Obecnie za normę uznaje się rozwijanie społeczności od momentu opublikowania strony na Steamie. Nie przez przypadek tak dużą popularnością cieszy się Discord.

Jak wydać własną grę?

To tam gromadzi się graczy, potencjalnie zainteresowanych grą. Można się nawet pokusić i jakieś zamknięte testy, żeby sprawdzić pierwszą grywalną wersję i zweryfikować, czy wciąga. To dobra baza, szczególnie gdy w planach jest wydanie dema. Co też – na szczęście! – powoli staje się standardem. Po latach mniej lub bardziej zamkniętych wersji beta, z przytupem wracają dema. Ale taka okrojona wersja wcale nie jest lekiem na całe zło. Absolutnie nie gwarantuje tego, że w momencie premiery pojawią się dziesiątki tysięcy klientów. Tutaj, w dalszym ciągu, potrzebny jest marketing. Stał się nieodłącznym elementem gamedevu, szczególnie w czasach, gdy rynek jest tak mocno nasycony. Nie mam na myśli, tylko tego mobilnego! PC oraz konsole również obfitują w premiery, w których mogą przebierać użytkownicy.

R E K L A M A

Dlatego postanowiłem im się przyjrzeć. Podszedłem do sprawy tak, jak zawsze, czyli zerknąłem na miejsca, w których przesiadują. Tak trafiłem na kilka ciekawych wątków w na reddicie i je przejrzałem. W dużej mierze po to, aby zderzyć swoje przekonania z tym, co piszą ludzie.

Skoncentrowałem się głównie na grach niezależnych. Wynik? Cóż, rzadko w odpowiedziach pojawiały się „duże” nazwiska lub szeroko rozumiani influencerzy. Jest to dość trudny temat. Szczególnie jeśli spojrzy się na te współprace pod kątem konwersji. Ludzie są przyciągani przez nazwisko, ale niekoniecznie przychodzą oglądać grę. Bardziej interesuje ich słuchanie człowieka, którego chcą zobaczyć. A jednocześnie w komentarzach często pojawiały się konta na Twitterze należące do konkretnych twórców. Są najbliżej gry, nad którą pracują, ale przed dzieleniem się postępami ze światem może ich powstrzymywać NDA. Co ciekawe podobną popularnością nie cieszą oficjalne konta firm tworzących gry. Jest to o tyle interesujące, że na rynku jest sporo marek skoncentrowanych właśnie na sektorze niezależnym. Dla mnie jest to interesujące, ponieważ wskazuje na to, że sektor indie w dalszym ciągu kojarzy się z silnym zaangażowanym jednostki w proces tworzenia.

A Steam? Też został kilkukrotnie wspomniany. Kolejna odkryć okazała się dla niektórych nieskończonym źródłem tytułów do sprawdzenia. O dziwno zdarzały się w komentarzach wzmianki o kuratorach oraz stronach wydawców na Steamie. Osobiście nie zaglądam tam prawie nigdy.

Dlatego było to dla mnie zaskakujące. Znacznie mniejsze, niż wskazywanie na materiały na Youtube oraz artykuły w prasie internetowej. O Instagramie lub Facebooku nie było, ani słowa. Być może wynika to ze specyfiki produktu, jakim jest gra komputerowa, która ma stronę na Steamie. Dodanie jej do listy życzeń wymaga zalogowania się na własne konto, co może być utrudnione, jeśli korzysta się z aplikacji w telefonie. Trzeba gdzieś zapisać link, wejść w niego na innym urządzeniu, jest tutaj dużo kroków, w których potencjalny klient może odpaść. Nie da się ukryć, że w trakcie dnia konsumujemy sporo treści, więc niektóre mogą nam umknąć. Dotyczy to wszystkich promocji w mediach społecznościowych.

Niezależnie od tego, na jaką drogę decyduje się to lub inne studio niezależne, rzadko widuję wykorzystanie UTM. A Steam daje taką możliwość! Warto z niej skorzystać, z kilku powodów.

Pozwala na śledzenie zainteresowania w konkretnych kampaniach. Co znacznie ułatwia kontrolę kosztów. Nie da się ukryć, że marketing nie polega wyłącznie na bezmyślnym paleniu kasy. Trzeba jeszcze wiedzieć, do którego ogniska dołożyć. Dlatego tak pomocne może być dalsza segmentacja, na przykład poprzez dodanie parametru pozwalającego sprawdzić medium. Może to być pomocne szczególnie w przypadku, gdy korzysta się z różnych mediów społecznościowych oraz gdy wykupuje się reklamę u influencerów. A to tylko kilka przykładów! Zachęcam do wykorzystywania UTMów na Steamie, ponieważ dają możliwość łatwego weryfikowania konwersji. Nie tylko tej związanej z odwiedzinami, ale też ze sprzedażą, co zdecydowanie ułatwia ustalanie i sprawdzanie budżetów marketingowych.