Kluczowa w tym kontekście może okazać się automatyzacja. Wszystkiego, co tylko się da. Na DailyWeb akurat automatyzujemy głównie proces powstawania materiałów przy użyciu Trello. Redakcja już znacznie rozrosła się od czasu lubik.info prowadzonego wyłącznie przez Sebastiana. Teraz to paręnaście osób. Dla większości tego grona DW to pewnego rodzaju hobby. Ja również się zaliczam do niego. Oznacza to, że musimy to łączyć z innymi etatowymi obowiązkami i nie tylko.

Osobiście wspomagam się aplikacją Microsoft ToDo, jest to jednak jedynie przykład, chodzi o to, że mam miejsce, w którym trzymam wszystkie rzeczy, o których musiałbym pamiętać. Zewnętrzny mózg. Pomaga to w okiełznaniu frustracji spowodowanej niekończącą się listą rzeczy do zrobienia, zawsze coś (do głowy przychodzi mi ten plakat jako główne motto z tym związane). Nasz mózg idealnie nadaje się do działania, rozwiązywania problemów, wykonywania zadań, niekoniecznie dobrze radzi sobie jednak z ciągłym przechowywaniem spraw, którymi mamy się zająć. Stąd właśnie miejsce, do którego wszystko to trafia, a ja nie muszę się zajmować pamiętaniem o tym i wywieraniem na sobie ciągłej niezdrowej presji spowodowanej zadręczaniem się czy aby o wszystkim pamiętam. Rzeczy duże, małe, pilne, plany na za miesiąc, pomysły. Wszystko trafi do jednego worka. Do tej jednaj niekończącej się listy zadań.

W miarę regularnie staram się kategoryzować elementy listy, nadawać im jakieś priorytety. Mój typ pracy w sporej mierze składa się ze spotkań. Fakt, że zarówno w pracy etatowej, jak i w redakcji DW wszyscy teraz działamy zdalnie, nie pomaga ponieważ tych spotkań, których nie da się zaplanować jest jeszcze więcej. Mając to na uwadze staram się jednak w jakiś sposób pracować pomiędzy tymi spotkaniami. Problem jest jednak w przestawieniu się na pracę tylko na 15 czy 30 minut.

Tutaj właśnie świetnie sprawdza mi się mój zewnętrzny mózg. Kończąc spotkanie zerkam do aplikacji, którą zawsze mam otwartą na komputerze i wybieram stamtąd pierwsze zadanie, które mógłbym w najbliższym okienku czasowym wykonać. Nie muszę się zastanawiać co teraz powinienem zrobić, czym się zająć itp. Zerkam i staram się od razu za to zabrać. To mój sposób na pewnego rodzaju automatyzację mojej pracy.

Viomi SE opinia

I tutaj dosłownie wjeżdża sponsor tego artykułu, czyli Viomi oraz ich autonomiczny odkurzacz Viomi SE. Doceniłem to urządzenie podczas długich testów (wysprzątał ponad 1000 m2 mojego mieszkania). Dzięki niemu jestem w stanie odzyskać kilka godzin tygodniowo poprzez zastąpienie odkurzania większości powierzchni w domu odpowiednio zautomatyzowanym harmonogramem tego odkurzacza. To nie jest tak, że wypuścimy go na włości raz na tydzień i sprawa załatwiona. Jego moc polega na regularności. To tak jak sprawy związane z dobrym planowaniem, musi się to odbywać regularnie, aby zobaczyć efekty tych działań.

Viomi SE odpalam w trakcie wykonywania innych czynności. Jak to u mnie działa? Wyprawa z córką do przedszkola – odkurzenie mojej przestrzeni do pracy oraz sypialni. Gdy ja pracuję – odkurzanie kuchni oraz salonu. Potem Jan (tak nazwałem odkurzacz) zajmuje się pokojem mojej pociechy. I tak w kółko, pewna codzienna rutyna. Po parudziesięciu godzinach odkurzania jestem naprawdę zadowolony z efektów tego sprzątania. Dodatkowo chęć dokładnego odkurzenia powierzchni wymusza na mnie trzymanie wszelkich luźnych elementów jak kable w porządku, inaczej Jan się nimi zajmie 🙂

Miałem już wcześniej odkurzacz, który miał zajmować się tymi zadaniami, jednak Viomi SE bije go na głowę. Głównie ze względu na oprogramowanie, które posiada. Ma wbudowany radar, dzięki któremu skanuje okolicę i tworzy mapę pomieszczeń. Dzięki temu jesteśmy w stanie zautomatyzować jego poczynania oraz wyznaczyć mu strefy, do których nie powinien zaglądać jak na przykład okolice misek z wodą i karmą kota czy też kable których nie jesteśmy w stanie schować.

VIOMI SE działanie

Viomi SE posiada baterię o pojemności 3200 mAh (więcej niż iPhone 😎) i w moim przypadku cała przestrzeń nadająca się do odkurzania w mieszkaniu (około 40m2) wymaga od niego zużycia około 55-60% baterii na najmocniejszym trybie. Trybów do wyboru mamy: 4 odkurzania + 3 mopowania. Bez problemu radzi sobie z dywanami, nawet tymi puszystymi. To dla mnie dość istotny element ze względu na posiadanie kota, trochę tej sierści jest wszędzie, zwłaszcza w dywanach.

Odkurzacz wyposażony jest w zbiornik 2 w 1. Z jednej strony zbierany jest do niego kurz i brud znaleziony na czyszczonych powierzchniach, z drugiej jest zbiornik na wodę. I tutaj znów pozytywnie się zaskoczyłem, ponieważ Viomi SE sam dozuje sobie wodę na podstawie wybranego przez nas trybu. Nie dzieje się to w sposób grawitacyjny, a jego praca związana z mopowaniem nie przypomina sposobu poruszania się ślimaka. Odświeża powierzchnie bardzo dokładnie. Jego ruchy zarówno w przypadku odkurzania, jak i mopowania są przemyślane i dokładne. Algorytm odpowiedzialny za wyznaczanie trasy sprzątania działa naprawdę dobrze.

Często wysyłam Jana do posprzątania jakichś miejsc dodatkowo, poza harmonogramem. Może zdarzyć się, że bateria się wyczerpie. Viomi ma sposób również na to. Jan wróci do stacji ładowania, podładuje się (do około 60% z tego co zauważyłem), dzięki radarowi wróci dokładnie tam, gdzie skończył i będzie kontynuował.

Viomi SE dane techniczne

Model: V-RVCLM21A
Wymiary: 350 x 350 x 94,5 mm
Waga: 4,4 kg
Pojemność akumulatora: 3200 mAh
Moc ssąca: 2200 Pa
Pojemność zbiornika na kurz: 300 ml
Pojemność zbiornika na wodę: 200 ml
Sterowanie aplikacją: Tak
Czas pracy: Do 120 minut
Sterowanie aplikacją: tak
Funkcje: Planowanie sprzątania, samodzielne ładowanie, zdalne sterowanie, wirtualna ściana, mopowanie
Maksymalna wysokość przeszkód: 2 cm

Viomi SE oraz inne urządzenia możecie znaleźć na stronie Viomi Polska:

 Button


Urządzenie do testu dostarczyła firma Viomi Polska