Ja i podcasty - historia prawdziwa




Ja i podcasty - historia prawdziwa

Opublikowano 15.02.2019 8:33 -


Podcasty to dla mnie temat rzeka. Moja przygoda z nagrywaniem tego typu materiałów zaczęła się w projekcie „Save!Project”. Z tego, co wiem, to do dziś stworzone materiały możecie znaleźć w przepastnych archiwach YouTube’a. Zauważycie tam wszystkie błędy początkującego. Począwszy od kiepskiej jakości mikrofonu, a skończywszy na rozmowach bez przygotowania zawczasu kontekstu. W naszym podcaście już tak nie jest.

Żyjemy w czasach, w których absolutnie każdy może coś nagrywać. Wystarczy komputer, względnie dobrej jakości mikrofon oraz dowolny darmowy program do obróbki dźwięku. Ludzie tworzący podcasty wskazują na Audacity, ja zdecydowanie wolę aplikację Hindenburg Journalist. Zauważyłem, że znacznie lepiej współgra z moim mikrofonem. I w tym momencie, w niezwykle naturalny sposób, dotknąłem kwestii sprzętu. Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że to, do czego mówicie, jest kluczowe dla słuchaczy. Oczywiście, do amatorskiego tworzenia gadanych materiałów nie potrzebny jest profesjonalny sprzęt. Nie trzeba od razu kupować statywów, drogich popfiltrów oraz wydawać fortuny na mikrofony. Ja, aby podnieść jakość nagrywanych materiałów, postanowiłem zainwestować w Blue Snowball. Do dziś sprawdza się świetnie, zresztą możecie to usłyszeć w ostatnich podcastach.

WWWłaśnie Podcast - zarobki czy powinny być jawne, ulubione apki i Apex Legends - marketing minimalistyczny [S01E03]

Na czym nagrywałem kiedyś? Podejrzewam, że za chwilę parskniecie śmiechem. Korzystałem z mikrofonu w słuchawkach. Ze średniej półki. Działo się tam wszystko. Brzmiałem, jakbym mówił przed metalową beczkę, którą postawiłem obok przejazdu kolejowego. Osoba, która montowała nasze materiały, musiała się nieźle natrudzić, żeby wyciągnąć z mojego dudnienia coś sensownego. Sam kiedyś spróbowałem coś w ten sposób nagrać. Koszmar. Pamiętam, że wtedy bardzo dobrze poznałem Audacity. Jednak z perspektywy czasu widzę, że moje słuchawki wcale nie były takie złe. Znacznie gorzej jest, gdy ktoś próbuje tworzyć podcasty, a ma do dyspozycji tylko mikrofon z laptopa. Wtedy odnoszę wrażenie, że mówi do mnie Predator polujący na Obcych. Syczenie, szmery i ciężki oddech. Strasznie. Rozumiem, że trzeba próbować, ale warto mieć serce dla swoich potencjalnych słuchaczy.

Podcasty to ciekawa sprawa. Dla wielu moich znajomych jest to nisza, w którą nie warto wchodzić. Szczególnie w Polsce. Moim zdaniem jest inaczej. Słuchanie na żądanie, w dowolnym miejscu, na siłowni, w trakcie przygotowywania obiadu lub w samochodzie, ma szanse stać się istotną aktywnością. Spotify nie przez przypadek inwestuje w podcasty, nawet w nazwie aplikacji w Google Play zostały one wymienione. Niech to będzie nisza, ale trudno mi pominąć osoby, które lubią posłuchać pogaduszek przy mikrofonie, a niekoniecznie przemawiają do nich formuły wypracowane przez streamerów oraz YouTuberów.

Myślę, że takie podejście przyświeca mi w trakcie nagrywania kolejnych odcinków WWWłaśnie podcastu w DailyWeb. Chcę tworzyć coś ciekawego, odrobinę niszowego, ale skierowanego do konkretnego odbiorcy. Do kogoś, kto czerpie przyjemność ze słuchania pogaduszek.