Implant kluczyka do Tesli pod skórą? Czy tylko ja uważam, że to przesada?




Implant kluczyka do Tesli pod skórą? Czy tylko ja uważam, że to przesada?

Opublikowano 13.08.2019 13:22 -


Wielu z kierowców miało na pewno sytuację, kiedy zgubili czy zatrzasnęli swoje kluczyki od auta wewnątrz. Dla takich osób (oraz tych wygodnickich) stworzono systemy bezkluczykowe. Wymuszają one jednak nadal posiadanie go przy sobie. A co jeżeli jesteśmy kobietą w zwiewnej sukience bez kieszeni i torebki? Wtedy rozwiązaniem może być, wszycie go sobie pod skórę.

W naturze powinna istnieć pewna równowaga, która balansuje to, co dobre i złe. Mam jednak wrażenie, że internet zaprzecza tej zasadzie i ilość dziwactw, głupoty i treści zakazanych znacznie przewyższa treści naprawdę ciekawe. I choć mógłbym przerwać ten łańcuch ich propagacji, po prostu nie pisząc o tym, nie jestem w stanie. Idea wszycia sobie kluczyka do Tesli pod skórę szokuje, ale i ukazuje potrzeby, które wcześniej czy później znajdą rozwiązanie (oby inne niż prezentowane).

Integracja z Teslą

Amie DD, bo tak ma na imię bohaterka historii, znalazła idealne rozwiązanie, aby już nigdy więcej nie zgubić kluczyków do swojej Tesli - zwyczajnie wszczepiła swój klucz w ramię. Choć brzmi to, jak bujda, jest to prawda. Cały proces, w tym ekstrakcji kluczowej części z karty Tesla oraz później jego wszczepienie możecie obejrzeć na video.

Cały proces wygląda na starannie przygotowany i przemyślany przez autorkę, a sama elektronika została przygotowana przed kontaktem z ciałem poprzez zalanie w biopolimerze. Innymi słowy - nie próbujcie tego w domu!

Właścicielka przyznaje, że implant delikatnie wystaje z obrysu ręki. Formuje w ten sposób zgrubienie, ale wynika to z konieczności zminimalizowania odległości klucza od czujnika. Nie bez znaczenia jest jednak, że cały proces zakończył się sukcesem i działa! Amie zapowiedziała już, że zakupi 2 kolejne klucze.

Choć, jak już wspomniałem, przykładowa integracja klucza do auta z naszym ciałem wygląda profesjonalnie, przeraża mnie wizja przyszłości, gdzie elektronikę po zakupie, trzeba będzie wszczepić w ciało do jej prawidłowego działania. Rozumiem pobudki, ale taka idea całkowicie do mnie nie trafia. Czy nie łatwiej odblokować smartfonem albo czytnikiem linii papilarnych?