Mój kontakt z marką HyperX ostatnio jest dość częsty, mimo że w najczystszej grupie docelowej tego producenta raczej nie jestem. To w niczym nie przeszkadza, że nie jestem typowym graczem, bo mimo wszystko sprzęt, który produkują jest po prostu uniwersalny. Bez znaczenia czy to słuchawki czy mikrofony. Dzisiaj o tych drugich, a dokładnie o HyperX SoloCast. Sprzęt, który mnie urzekł.

Zacznijmy jednak od początku. W zgrabnym opakowaniu producent dostarczył stosunkowo długi kabel USB do połączenia mikrofonu, sam mikrofon, a także podstawkę, o której można powiedzieć że ma podstawowy system antywstrząsowy. To w praktyce oznacza, że ilość punktów styku mikrofonu jest mocno ograniczona, ale na pewno nie zastąpi popularnego koszyczka. Oczywiście, jeśli przy biurku się nie kręcicie specjalnie, to wedle moich testów, podstawka radzi sobie znakomicie.

1G7A1040

Mikrofon dedykowany jest streamerom, a sam SoloCast chwali się certyfikatami TeamSpeak, OBS, Skype czy m. in. Discord, a więc sprawa jest poważna, a przynajmniej będziecie mieli gwarancje, że wszystko powinno działać bardzo sprawnie i tak też jest w praktyce. Mikrofonu używałem z moim macOS i tak jak producent obiecał, całość była plug&play bez cudowania ze sterownikami. Przy systemie operacyjnym macOS sprawa nie jest tak oczywista, więc duży plus na HyperX.

1G7A1041

Jeśli chodzi o sam statyw, to sprawia wrażenie bardzo solidnego, ma gumowaną podstawkę, żeby mikrofon nie tańczył Wam na biurku i w zasadzie nie mam żadnych zarzutów. Nie było ani jednej sytuacji, bym musiał na niego narzekać lub by nie radził sobie z wagą samego mikrofonu. Warto zaznaczyć, że możemy go regulować w kilku płaszczyznach, więc jeśli chcecie go nachylić, to nie ma problemu. Problemem też nie będzie przestawienie mikrofonu o 90 stopni, gdyby się okazało, że macie inny pomysł na jego montaż. A dodatkowo mamy obsługę złącz 3/8 i 5/8, więc bez problemu zamontujecie go np. do wysięgnika przymocowanego do Waszego biurka.

1G7A1039

Jeśli chodzi o konstrukcje samego mikrofonu, to myślę, że jest naprawdę świetna. Biorąc pod uwagę design QuadCast, ich mikrofonu z wyższej półki cenowej, to uważam osobiście, że zjada go wizualnie na śniadanie. Przypominam jednak, że nie ja jestem w grupie odbiorców tych produktów i w pełni rozumiem dla kogo są projektowane. SoloCast jest niewielki, zgrabny i nie zabierze dużo miejsca na Waszym biurku. To naprawdę udany projekt, tym bardziej że wszystkie twory sprzętowe dla branży gamingowej to najczęściej kulfoniaste produkty, pełne ledów RGB.

1G7A1037

Jeśli chodzi o guziczki, to mamy jeden wielki, dotykowy w górnej części, do wstrzymywania nagrywania. To świetny pomysł i nie do końca oczywisty, bo testuje teraz jeden z mikrofonów za prawie 2 000 zł i też oferuje wyłączanie nagrywanie, ale ma charakterystyczne kliknięcie… które słychać na nagraniach (serio!). Od frontu ma diodę informującą nas o tym, czy mikrofon aktualnie rejestruje nasz głos. Z tyłu gniazdo USB-C, a w dolnej części urządzenia gwint do zamontowania np. na wysięgniku.

Mikrofon możecie posłuchać w akcji, nagrywałem nim swój głos w jednym z odcinków WWWłaśnie Podcast. Nagranie poniżej:

Jeśli chcecie jednak czystej próbki, to podrzucam dwa nagrania, jedno czyste, a drugie po manipulacjach w Adobe Audition:

  • surowe nagranie HyperX SoloCast: tutaj
  • surowe nagranie szumów: tutaj

Moim zdaniem mikrofon brzmi naprawdę dobrze. Biorąc pod uwagę cenę 400 zł, to uważam że doskonała inwestycja dla domowych, streamerskich zastosowań. Testuje aktualnie kilka mikrofonów na USB i to sporo droższych i szczerze uważam, że ten je zjada. Mamy zgrabną konstrukcję, niskie szumy i bardzo przyzwoitą jakość nagrania.

1G7A1034

Jeśli zastanawialiście się nad tym mikrofonem, to ja szczerze go polecam. Zamieniamy nawet jeden z mikrofonów w naszym podcaście, którym nagrywa głos Daniel, właśnie na HyperX Solocast.