Historia mojej pierwszej pracy - czy to od niej zależy kierunek naszego dalszego rozwoju? | DailyWeb.pl

Historia mojej pierwszej pracy - czy to od niej zależy kierunek naszego dalszego rozwoju?

Opublikowano 1 rok temu -


Tworząc wpis o tym jak zaczynały swoją karierę zawodową wielkie persony świata technologicznego, zainspirowałem się, by stworzyć ten wpis. W końcu przeglądając te wszystkie historie można wyciągnąć wniosek, że zaczynając prace jako pomywacz naczyń, skończę jako prezes wielkiej firmy?

Od mycia naczyń do bycia założycielem marki Dell - jak zaczynali najwięksi?

Pamiętacie swoją pierwszą pracę? Ja doskonale. Nie licząc oczywiście praktyk, w szkole średniej, które były świetną namiastką pracy biurowej i... wykorzystywania do prostowania wszelkich biurowych brudów. W końcu praktykant nauczyć się czegoś musi, to dlaczego nie miałby w końcu zrobić porządku w archiwum? Udręka, chociaż zawsze było to lepsze, niż nuda w szkole. W tamtym czasie poznałem wszystkie modele kluczyków bieżących (i tych nieco starszych) roczników aut wszelkich marek. Miałem praktyki w firmie leasingowej.

To jednak nie prawdziwa praca, lecz jej liźnięcie. Smak zarabianego pieniądza poczułem, kiedy jeszcze na długo przed szkołą średnią, zajmowałem się handlem. Tradycyjnie, ogłoszenie o prace, telefon i rozmowa kwalifikacyjna. Poszło ekspresowo i byłem sprzedawcą okularów przeciwsłonecznych w centrum Gdańska. Nie pamiętam ile miałem lat, ani kiedy dokładnie to było. Wiem tylko, że miałem zarobić 2złote od każdej sprzedanej sztuki. Po 6h zarobiłem 4zł i wolałem jednak oddać się nic nierobieniu w trwające właśnie wakacje.

Jeśli na tej podstawie miałbym wyciągać jakiekolwiek wnioski, to wiedziałem, że w handlu nie zrobie kariery. I tak też się stało. Idąc jednak dalej, do tej pierwszej pracy z prawdziwego zdarzenia, to było to 14 lat temu. Pamiętam jak dziś i jestem przerażony, że minęła ponad dekada. Nie czuje się staro, ale ta liczba mówi sama za siebie, zresztą każdy staruszek nie czuje się staro. W każdym razie, od zawsze wiedziałem, że chce związać swoją przyszłość z komputerami. Byłem tego bardziej pewny niż czegokolwiek innego. Obcowanie z komputerami dawało mi frajdę, chciałem iść w tym kierunku.

Praca prosto z grilla

Swoją pierwszą pracę dostałem na grillu, podczas osiedlowego spotkania użytkowników sieci lokalnej. Takie cuda! Jak dziś pamiętam 30Mbps łącza symetrycznego na 150 osób, poezja! Sytuacja wymarzona. Część rozmowy kwalifikacyjnej odbyła się przy piwku i dobrze wypieczonej karkówce. Byłem absolutnie szczęśliwy. Powodów było kilka. Był to okres, kiedy znalezienie jakiejkolwiek pracy, graniczyło z cudem. Nie wspominając o osobie, która prócz zainteresowań, nie posiadała żadnego doświadczenia. Było idealnie, bo praca doskonale wpisała się w moje zawirowania z przepisaniem się na studia zaoczne i była brakującym ogniwem w całości planu, który ułożyłem sobie w głowie.

Druga część rozmowy kwalifikacyjnej polegała na zainstalowaniu Mandrake Linux (zabijcie mnie, numeru nie pamiętam) na czystym kompie. Nigdy tego nie robiłem, ale udało się, a jakieś tam drobne doświadczenia, oczywiście się przydały. Tak dostałem swoją pierwszą pracę i z ogromną przyjemnością oddałem się jej, za bagatela 800zł miesięcznie, które pokrywało koszt moich studiów. Przez te kilka lat nauczyłem się naprawdę wiele. Z jednej strony obsługiwałem organizacyjne i technicznie sieć osiedlową, z drugiej obsługiwałem firmę jako nadworny informatyk, a z trzeciej złapałem zajawkę na linuksy i... programowanie.

Wierzcie lub nie, ale do tej pory wiedza zdobyta w pierwszej pracy procentuje. Pracowałem (na początku byłem zmuszany) na wszelkiej maści linuksach. Instalowałem własne maszyny, konfigurowałem je pod własne potrzeby, czułem się jak prawdziwy haker. Sprawiało to dużo frajdy, ale moje zainteresowania uciekały jednak w innym kierunku: programowanie. Dlatego też bardzo ucieszyłem się, że pod okiem nowego kolegi, który znał świetnie PHP, mogłem liznąć tej technologii i... przepadłem. Uczyłem się jej w każdym możliwym momencie, chłonąłem i miałem masę satysfakcji z każdego kolejnego skryptu, który po prostu działał. W tym samym czasie zrodził się także nowy projekt, zbudowania serwisu, który oferowałby serwery gier multiplayer. Tak się zrodził najpopularniejszy serwis, oferujący tą usługę w tym kraju. Byłem jego częścią na samym początku, widziałem jak się rozwija i widzę, że działa cały czas.

AdWords, SEO, PHP i MySQL love

Poznałem AdWords, poznałem zagadnienia SEO, pokochałem PHP i MySQL. W tym czasie prowadziłem też serwis, o którym teraz wstyd wspominać, dotyczył pewnej bardzo popularnej gry MMO, owianej złą sławą. Oglądalność sięgała 150k UU miesięcznie (rekord jeszcze nie pobity, mam nadzieję pobić go z DailyWeb). To właśnie tam testowałem wszystkie swoje umiejętności, tworząc nowe kalkulatory, skrypty wyciągające ostatnie posty z silnika forum czy modyfikowanie samego kodu, dla własnych potrzeb. Piękne czasy, jedne z najbardziej intensywnych w mojej karierze zawodowej.

Uczucie, które mi towarzyszyło przy zdobywaniu kolejnych umiejętności czy zgłębianiu tego świata, który już wtedy był tak rozległy sprawiły, że wiedziałem co w życiu chce robić. Wiedziałem, że moją przyszłością będzie praca jako programista technologii WWW (to były prawdziwe fundamenty założenia DailyWeb/Lubik.info). Nie wyobrażałem sobie innego zajęcia niż to, w którym się szczerze realizowałem. Po 3 latach pracy, kiedy przyszedł czas by się pożegnać, uczucie było fatalne. Od zawsze byłem osoba, która nie lubiła zmieniać swoich przyzwyczajeń. Wiedziałem, że jednak czeka mnie coś dalej.

Dostałem angaż jako... programista technologii WWW. A więc tak jak sobie wymarzyłem. Byłem pełen obaw, że nie mam wymaganego doświadczenia. Technologia w której miałem pracować nie miała nic wspólnego z PHP, gdyż miałem pracować w TCL i JS. O swoich obawach oczywiście wspominałem przełożonym, oni jednak bagatelizowali, twierdząc, że sprawdzili moje umiejętności i wiedzą, że sobie poradzę.

Nie poradziłem sobie

Nie udało się. Byłem zbyt słaby, generowałem opóźnienia, zbyt wolno przyswajałem technologie i po 3 miesiącach próbnych, zrezygnowano z moich usług. To nie było jednak najgorsze. Inna myśl, która pojawiła się w tym czasie, była jeszcze bardziej przerażająca. Cały czar prysł. To był przełomowy moment w mojej karierze zawodowej. Okazało się, że pomimo tego wielkiego zawodu, podciętych skrzydeł, to samo programowanie okazało się... po prostu monotonne i nudne. Oczywiście było w tym z pewnością wiele goryczy, ale po pierwszych tygodniach pracy, kiedy jeszcze byłem pełen euforii, pojawiały się myśli: zaraz, przecież to nie sprawia tyle samo frajdy, co programowanie na własne potrzeby. Klepanie tego samego kodu, poznawanie kolejnych elementów API, stało się monotonne i najzwyczajniej nudne.

Z jednej strony urażona ambicja, z drugiej strony przerażenie, że wizja pracy programisty, rozmija się z oczekiwaniami. Byłem w wielkie kropce, bo nie wiedziałem tak naprawdę, w którym kierunku powinienem podążać. Potrzebowałem wyzwań, dynamiki pracy, emocji. Te skierowały mnie w kierunku pracy z ludźmi, klientami. Zostałem konsultantem, a potem Project Managerem z wąską specjalizacją. Wszystko wywrócone do góry nogami, zupełnie inaczej niż sobie zaplanowałem. I wiecie co? Uwielbiam to co robie i nie wyobrażam sobie innego fachu w ręku.

Jak to wszystko jednak podsumować? Byłem zawsze przekonany, że wiem co chciałbym robić, a tu taka nagła zmiana? Doświadczanie przez praktykę. Warto czegoś spróbować, by sprawdzić, czy to co chcemy robić wpisuje się w naszą wyidealizowaną wizję. Programowanie dla mnie było czymś, czego byłem bardziej niż pewny i nagle się okazało, że programowanie na włąsną rękę, rzeczy które sie lubi, które kręcą, ma się nijak do klepania kodu jakiegoś większego kodu aplikacji. Oczywiście nie twierdze, że to złe. Okazało się to jednak nie dla mnie.

Odpowiadając jednak na pytanie z tytułu. Czy pierwsza praca to miejsce i moment, która na wieki zacementuje nasz fach i zainteresowania? Na moim przypadku widzicie, że zdecydowanie nie. Jestem zwolennikiem próbowania, weryfikowania, póki nie jest za późno. Oczywiście zawsze jest zdecydowanie łatwiej, pracować w fachu, który potencjalnie nas interesuje, bo to daje nam ogromne możliwości. Mój przypadek oczywiście jest tym, który pewnie jest formą ekstremum. W końcu, co do zasady, jeśli otrzymujemy możliwość robienia tego, co naprawdę sprawia nam frajdę, to nie pozostaje nic innego jak wpaść w wir pracy i zdobywania nowych umiejętności  - kończąc jako specjalista w swoim fachu. Pamiętajcie, że nawet jeśli będziecie w takim przypadku jak ja, to nie pozostaje nic innego jak weryfikować swoje oczekiwania, bo kiedy jeśli nie na początku swojej kariery zawodowej?