Testując otwartego na naszą polską rzeczywistość Deezera posłuchałem sobie płyty, która mi się spodobała. Postanowiłem wspomóc posiadaczy moimi dolarami, bo taka waluta tam obowiązuje. I tu się zaczęły schody:

Etap 1

Ja, naiwny ot tak sobie kliknąłem w „Buy” przez Amazon. Zalogowałem się, 1-click purchase i… w łagodniejszy sposób się dowiedziałem, że jestem z dzikiego kraju i jak chcę kupić w Polsce mp3 polskiej wokalistki, to muszę… wyemigrować do U.S.A.

Etap 2

Chwilowo się zraziłem, ale zachęcony na G+ do dalszych prób spróbowałem iTunes. Co prawda gryzie się strasznie z moim Linuksem, ale co tam. Twardy jestem w wydawaniu pieniędzy. Zainstalowałem i co? Napis na całe okienko (no, może na 1 linijkę, ale wyraźny):

Dostęp do muzyki w iTunes Store możliwy jest tylko w niektórych krajach.

Etap 3

Dostałem na G+ linka do tej płyty na Amazon UK. Klikam i, o dziwo, idzie. Do momentu, kiedy wymaga ode mnie instalacji jakiegoś downloadera. I nawet jest wersja linuksowa. Ściągam i … kolejny problem. Nie ma wersji 64 bitowej.

Etap 4

W akcie desperacji odpalam laptopa, wchodzę na Amazon UK ponownie z Windows, grzecznie instaluję program, przechodzę do płatności i nie wierzę własnym oczom. Amerykanie chociaż od razu mnie potraktowali z buta. Anglicy dali nadzieję, żeby już przy samej płatności napisać, że because of gographical restrictions….

Epilog

Tak, panie premierze, panie Hołdys i inni. Chrońcie prawa. Tylko do czego? Skoro nie da się legalnie i wygodnie kupić tego, co chcecie chronić.