Gry we wczesnym dostępie zepsuły rynek i niosą ze sobą ryzyko, ale tą grę warto kupić | DailyWeb.pl

Gry we wczesnym dostępie zepsuły rynek i niosą ze sobą ryzyko, ale tą grę warto kupić

Opublikowano 3 tygodnie temu -


Wiem, że wszyscy mamy powyżej uszu gier wydanych we wczesnych dostępie. Wiem, że to właśnie ten model dystrybucji najbardziej zepsuł rynek. Wiem, że znalezienie tam interesującej produkcji, to szukanie diamentów w głębokim szambie. Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę i dlatego świadomie ryzykuję. Od czasu do czasu.

Kilka miesięcy temu zdecydowałem się na zakup polskiej gry strategicznej Driftland: The Magic Revival. Zainteresowało mnie połączenie RTSa z system zarządzania jednostkami rodem z Majesty. Dodatkiem do tego był klimat produkcji – gra toczy się na planecie, której kontynenty zostały rozerwane w trakcie wielkiej wojny. Magia zaczyna się budzić i pojawiają się władcy, którzy są w stanie wiązać luźno latające wysepki w większe kontynenty. Właśnie w taką postać wciela się gracz. Może to wszystko brzmieć trochę sztampowo, ale twórcom udało się mnie zainteresować. Kupiłem. Od listopada 2017 roku pojawiło się wiele zmian, które mocno rozbudowały całą grę.

Trzeba zaznaczyć, że Drifland nie jest powolną i monotonną strategią, w której niewiele się dzieje. Rozegrałem już kilka map i muszę przyznać, że zawsze jest coś do ogarnięcia. A to brakuje terytorium, więc trzeba złapać na magiczne lasso kolejny odłamek kontynentu. Okazuje się, że kończą się zasoby kamienia. Czas poszukać nowych i liczyć się z tym, że koszt utrzymania kamieniarza na odległym od fortu fragmencie będzie wysoki. Dlatego trzeba zadbać o odpowiednią ilość złota wpadającego do skarbca. Realizację planu może przerwać najazd barbarzyńców lub wrogo nastawionego gracza. A jeżeli przespało się tworzenie armii i fortyfikacji, można w tym momencie boleśnie zakończyć zabawę. W Driftland zawsze coś się dzieje, zawsze jest jakieś wyzwanie. Czasem są to kurczące się zasoby, a innym razem narastające przeszkody w rozbudowie własnej armii.

Na początku wspomniałem o zarządzaniu jednostkami. W Driftland ten element jest inspirowany serią Majesty. Gracz oznacza określony cel i ustala nagrodę. Potem pojawiają się śmiałkowie gotowi na podjęcie wyzwania. Jednocześnie nie ma co liczyć na to, że nowy fragment kontynentu sam się odkryje lub jego zasoby zostaną zbadane. Trzeba wysłać tam zwiadowców, a – jak wiadomo – za darmo, to nikt nie będzie pracował. Potrzeba jest odpowiednia motywacja, najlepiej, aby była wyrażona w jasno określonej ilości złotych monet. Wbrew pozorom to interesujący sposób na zarządzanie jednostkami. Można ciekawie nadawać priorytety konkretnym celom, co sprawia, że zabawa staje się jeszcze ciekawsza.

Jeżeli ostatnio znudził Was StarCraft a najnowsza Cywilizacja, nie daje już tyle frajdy, to warto rozważyć zakup Driftland. Tym bardziej, że trwa właśnie letnia wyprzedaż i grę można upolować z 20% zniżką.