Grałam w betę "Disintegration" od współtwórcy "Halo" i obawiam się, że gra nie przyciągnie tłumów

Grałam w betę “Disintegration” od współtwórcy “Halo” i obawiam się, że gra nie przyciągnie tłumów

Opublikowano 6.02.2020 13:17 -


W zeszłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w zamkniętej becie gry od studia współtwórcy Halo, Marcusa Lehto. Czy wróżę Disintegration sukces w przyszłości?

Przyznaję, że strzelanki nie są moją mocną stroną. Często szybko przyprawiają mnie o ból głowy lub inne rodzaje dyskomfortu. Nie radzę sobie też w nich jakoś fantastycznie (najpewniej przez nikłe możliwości rozwijania swoich w nich talentów). Tak czy siak, lubię sobie czasami postrzelać, posłuchać jak gracze po drugiej stronie wyraźnie się frustrują i poobserwować ludzi dużo lepszych ode mnie. Tego rodzaju rozrywka to też świetne rozwiązanie w bardziej napiętym okresie, kiedy człowiek po prostu nie ma czasu, by na dłużej przysiąść do jakiejś rozległej fabuły. Distintegration skusiło mnie już samym opisem.

Disintegration to nowa strzelanka science fiction z perspektywy pierwszej osoby, której akcja rozgrywa się na Ziemi w niedalekiej przyszłości, gdzie jedyną nadzieją na przetrwanie ludzkości jest Integracja – technologia zaprojektowana, by zachować ludzkie mózgi w zrobotyzowanych pancerzach. Wcielasz się w Romera Shoala, byłego pilota Grawilotu, dowodząc małemu zIntegrowanemu ruchowi oporu. Gdy despotyczne siły Rayonne są gotowe wyeliminować resztki ludzkiego społeczeństwa, to do Romera i jego ekipy Wyrzutków należy obrona ludzkości i danie jej nowego początku. Siądź za sterami różnorodnych, uzbrojonych Grawilotów i poprowadź swoją ekipę na lądzie, wykorzystując unikalne zdolności jednostek i opanowując swój własny arsenał, by zdominować pole bitwy.

Disintegration zawiera emocjonującą kampanię dla jednego gracza i intensywny tryb PvP dla wielu graczy, w którym piloci i ich załogi rywalizują w 3 ekscytujących trybach na wielu mapach.

Przyszłość? Mózgi w zrobotyzowanych pancerza? W to mi graj! – tak sobie właśnie pomyślałam.

zwycięstwo

Techniczne bety mają to do siebie, że po prostu trzeba im wiele wybaczać. I tak, grając na PS4, przymykałam oko np. na zbyt długie ekrany ładowania. Nie przeczytacie więc w tym tekście o tego typu wadach, a raczej o moich ogólnych odczuciach.

disintegration
Podsumowanie zakończonej rozgrywki

W testowanej przeze mnie wersji dostępnych było siedem rodzajów ekip, których działaniami koordynował gracz. Każda posiadała inne umiejętności, inny arsenał i oczywiście otoczkę wizualną, luźno związaną ze znanymi postaciami z popkultury. Grę przetestować można było w dwóch trybach — Zdobywanie Stref i Odzysk. Jedna polegała na przejmowaniu konkretnych punktów, druga na przejmowaniu rdzeni i przekazywaniu ich w konkretne miejsca. Oczywiście w jednym i drugim przeszkadzała nam drużyna przeciwna. Muszę przyznać, że nic z tego nie wydało mi się innowacyjne, wyjątkowo ciekawe, czy wyróżniające się. Rozgrywka w mojej opinii wypadła mało dynamicznie. Po pierwszych minutach ekscytacji typowej dla poznawania czegoś nowego zwyczajnie zaczęłam się nudzić.

disintegration
Pierwszoosobowa perspektywa, potężna broń i niestandardowe pole walki

Disintegration oferuje jednak graczowi ciekawą perspektywę. Wcielamy się bowiem w jednostkę latającą, co zawsze sprawia, że czujemy się nieco odcięci od powagi całej sytuacji. Można to postrzegać dwojako. Mnie w tym przypadku zabrakło wrażenia, że walka, którą toczę, ma jakieś znaczenie. Moja i przeciwnika siła wydawały się czymś mglistym i nieokreślonym. Jasne, widziałam znikające paski życia, ale nieważne, którą broń chwytałam, wszystkie prezentowały się w moich oczach podobnie nijako.

Ogromną wadą było też tempo poruszania się Grawilotu. “Dopałka” ładowała się wolno, wystarczała na krótko, a potem trzeba było się niemiłosiernie wlec do kolejnego punktu danej misji. Bardzo słabo wypadło także to, że nasi podwładni  słuchali rozkazów wyłącznie grupowo (poza używaniem mocy, które pozwalały się używać w wybranych kombinacjach i momentach, co jednak nie rekompensowało pozostałych wad).

disintegration

Lokacje, w których przyszło mi toczyć boje, okazały się przeciętne. Pomimo ciekawej otoczki fabularnej podanej w opisie, nie udało mi się dostrzec jej potencjału w narracji środowiskowej. Zniszczone miasto, wysypisko — wszystkiemu brakowało tego czegoś. Już po pierwszej rundzie można było mieć ich dość.

Najbardziej intrygujący okazał się samouczek, co każe mi wierzyć, że być może tryb fabularny będzie w Disintegration bardziej zajmujący. Obawiam się jednak, że nie jest to gra, która przyciągnie do siebie tłumy. A niemal na pewno nie przyciągnie mnie.

Wieści z Rozładowani.pl