Grałam już w Far Cry 5, czyli lista 5 pierwszych spostrzeżeń




Grałam już w Far Cry 5 i jestem oczarowana, czyli 5 pierwszych spostrzeżeń

Opublikowano 28.03.2018 12:05 -

Za mną raptem kilka godzin najnowszej odsłony serii Far Cry, ale już teraz jest, o czym opowiadać. Zapowiada się bowiem, że będzie to szalenie klimatyczna przygoda. O ile przygodą można nazwać walkę z sektą w Montanie.

Już pierwsze minuty serwują nam bowiem mieszankę poczucia zagrożenia i absolutnej dziwaczności. Jest mrocznie, ale też nad wyraz surrealistycznie. Awatar gracza otaczają ludzie, którzy mają w sobie coś niemal zwierzęcego. Duma mówi, żeby iść do przodu, ale serce, żeby uciekać, gdzie pieprz rośnie. Zwiać się jednak nie da, więc jedyne co pozostaje, to przeć przed siebie.

Witaj w Hope County w stanie Montana, gdzie fanatyczny kult głoszący zagładę świata, znany jako Projekt Bram Edenu, zagraża wolności lokalnych mieszkańców. Staw czoła przywódcy kultu, Josephowi Seedowi, i jego Heroldom, prowadząc do walki ruch oporu, który uwolni ciemiężoną społeczność. Zmierz się z wyzwaniami tego ogromnego świata, który stanie się próbą twoich możliwości i kreatywnego podejścia w konfrontacji z największymi, najbardziej bezlitosnymi przeciwnikami w historii serii Far Cry. Będzie wybuchowo, a czasem całkiem dziwacznie, ale jeśli będziesz mieć głowę na karku, ocalisz mieszkańców Hope County i staniesz się ich opoką. – w ten sposób Ubisoft reklamuje tę część historii i trzeba przyznać, że względem pierwszych scen z rozgrywki jest to opis wyjątkowo… nieoddający atmosfery gry.

Właściwa gra, choć wciąż o znamionach samouczka, rozpoczyna się na małej wyspie, która jest tak naprawdę mniejszą wersją głównych terenów walki, na których i o które przyjdzie nam (zbrojnie) zabiegać później. Rozgrywka jest tutaj wyraźnie mniej skomplikowana, więc nie dajcie się zwieść poziomowi trudności, bo dalej robi się zdecydowanie ciekawiej. O samej fabule pisać jeszcze – gdy jestem na tak wczesnym etapie – nie zamierzam, ale jest kilka innych rzeczy, o których warto wspomnieć już teraz.

Po pierwsze, można zdefiniować swoją postać pod względem płci i ogólnego wyglądu. Wybór opcji wizualnych jest niewielki, ale moim zdaniem wystarczający. Nie mam jeszcze pojęcia jak i czy w ogóle fakt, że wybrałam postać kobiecą wpłynie/wpływa na moją rozgrywkę.

Po drugie, zmieniła się mechanika celowania i strzelania. Domyślnie celownik ustawiony jest teraz nieco niżej, a nie w centralnej części ekranu. Można to rzecz jasna zmienić w ustawieniach, ale wprowadzona przez twórców innowacja ma na celu – jak sądzę – urealnienie rozgrywki. Moim zdaniem wypada to świetnie, ale wielu pewnie będzie narzekać.

Po trzecie, twórcy z właściwą sobie autorefleksją w postaci metakomentarza zrezygnowali z wdrapywania się na wieże (co najwyraźniej nużyło już graczy). Z ekranu pada obietnica, że nikt nie będzie nam kazał wspinać się na wszystkie obiekty w okolicy. Popieram, rozumiem, bo mnie samej robiło się od tego niedobrze (za dużo bujania i innych takich).

Po czwarte, wprowadzono kilka nowych trybów rozgrywek. Z jednej strony okradamy sejfy (aby to zrobić musimy posiadać najpierw specjalną umiejętność z drzewka umiejętności), z drugiej możemy skorzystać z czegoś, co nazywa się Far Cry Arcade. To taki zestaw gier w grze, którego atrakcyjności nie potrafię na razie ocenić. Randomowa rozgrywka, w której wzięłam udział, opierała się na eliminowaniu ponad 200 przeciwników w więzieniu po środku niczego. Niekończący się zapas amunicji i niewielki oddział miały mi w tym pomóc. Niestety, rzecz okrutnie się dłużyła. Ciasne korytarze zmuszały do wycofywania się i ponownego wraca na pozycję. Wrogowie ginęli w tempie średnio 2 na minutę. Była 3 w nocy i nagle poczułam się koszmarnie zmęczona.

Po piąte, koniec ze skórowaniem zwierząt. A w zasadzie z jego animacją. Teraz też gra nie zmusza nas do wybijania fauny, by uzyskać ulepszenia takie, jak portfel i tym podobne, choć wyzwania myśliwskie wciąż są. Moim zdaniem brak przymusu zabijania jest świetny, ale już brak animacji niekoniecznie – w końcu warto znać konsekwencje swoich działań (nawet, jeżeli na większości nie robią wrażenia).

Niestety, nawet po kilku godzinach gry w oczy rzuciły mi się też pierwsze błędy. Spluwy do wynajęcia mogą aktualnie budować z nami coś na kształt partyzanckiego oddziału i łazić za nami dosłownie wszędzie. Możemy też nimi bardzo prosto kierować, jednym przyciskiem zmuszając ich do zostania z tyłu lub zaatakowania przeciwnika. Sęk w tym, że są to jednostki zbyt dobre. Taka Spluwa może niczym w trybie Rambo niezauważona podbiec do wroga i go unieszkodliwić. Dla naszych postępów wróży to świetnie, ale co z zabawą?

Pół na pół wypada też możliwość przekazania naszemu towarzyszowi kierownicy pojazdu. Spluwa wiezie nas do wyznaczonego wcześniej punktu po turkusowych strzałkach wskazujących kierunek. Niestety, nie zawsze omijając przeszkody. W pewnym momencie auto kierowane przez mojego najemnika zawiesiło się na słupie, chociaż była to jedyna przeszkoda na pustkowiu. Wyobraźcie to sobie – puste pole, jeden słup i mimo to kraksa.

Moja przygoda z Far Cry 5 dopiero się zaczyna, ale póki co, nawet mimo kilku błędów, jestem oczarowana. Czy ta tendencja się utrzyma? A moze kolejne dni zweryfikują mój entuzjazm? Przekonamy się wkrótce, a wtedy na pewno wrócę do Was z pełnym pakietem informacji i wrażeń.


Autorem artykułu jest Alicja Górska.