Klei Entertainment to nie tylko „Don’t Starve”.

Ta firma wydała sporo interesujących gier. Mnie szczególnie przekonały te, które były rougelike’ami. „Don’t Starve” na długo ustawiło moje postrzeganie kwestii przetrwania w wirtualnych światach, a teraz przyszedł czas na „Griftlands”. Jest to karcianka, w pierwszej chwili stwierdziłem, że to takie „Slay the Spire” z bardziej rozbudowaną fabułą. Myliłem się. Klei Entertainment stanęło na wysokości zadania i stworzyło grę, która dosłownie przykleiła mnie do ekranu na kilkanaście godzin

Griftlands gra, o której nie zapomnisz

Musiałem, po prostu musiał, ukończyć wszystkie dostępne kampanie. A wciąż nie odblokowałem wszystkich dostępnych ulepszeń w grze! Do 100% jeszcze trochę mi zostało, dlatego wciąż wracam do „Griftlands„. Na pewno silną stroną tego tytułu jest to, że zapomina się przy nim o upływie czasu. Skakałem od starcia do starcia, ulepszałem karty, kombinowałem z taliami. Wszystko po to, aby ukończyć poziom, przejść kampanię, a potem zacząć następną. Są to ciekawe historie, których narracja przeprowadzona zostaje głównie w dialogach. Ale trzeba przyznać, że dzięki połączeniu te formy opowieści z możliwością podejmowania różnych decyzji, „Griftlands” w pewnym momencie skojarzyło mi się z niezłym odświeżeniem powieści paragrafowej.

Twórcy Griftlands postawili kilka rozgałęzień w fabule oraz pozwolili odbiorcy wybrać, jaką naturę będzie reprezentował. Jeśli ktoś zechce zostać pochłoniętych przez chęć zemsty mordercą, to może to zrobić. Jednak musi liczyć się z tym, że wiele osoby nie będzie za nim przepadało.

Co w przypadku „Griftlands” ma znaczenie. Cyfrowe relacje, które buduje gracz w wirtualnym świecie, pozwalają na odblokowywanie różnych bonusów, ale najpierw trzeba się wkraść w łaski konkretnej osoby. Negatywne nastawienie skutkuje karą. Czasem mniej, a innym razem bardziej dotkliwą, wszystko zależy od tego, komu się podpadnie. To jest interesująca warstwa, ponieważ wiele razy zmusiła mnie do zastanowienia się nad tym, co będzie lepsze. Przedmiot zdobyty z ciała przeciwnika, czy lepsze relacje z określoną osobą. „Griftlands” składa się z właśnie z takich poziomów, które nie tyle prowokują do myślenia, ile zmuszą do mierzenia się z konsekwencjami.

To także dowód na to, że rougelike nie musi opierać się wyłącznie na jednej, stosunkowo prostej, pętli rozgrywki. Przestrzeń pomiędzy rozpoczęciem sesji, a jej zakończeniem można porządnie wypełnić. Czymś więcej, niż tylko punktami odblokowującymi nowe możliwości postaci.

Właśnie ze względu na tę narracyjną wkładkę gorąco polecam „Griftlands”. To porządna gra, zrealizowana ze zrozumieniem dla formy, jaką jest rougelike oraz wypełniona po brzegi różnymi wyzwaniami. Poza tym zmusza do myślenia w trakcie zagrywania kart oraz układania talii. „Griftlands” nie jest grą na setki godzin, co wcale nie jest minusem. Można ją spokojnie ukończyć w jeden weekend, ale sądzę, że będzie to czas spędzony na zabawie wysokiej jakości.


Posłuchaj nas!