Google też się czasem myli | DailyWeb.pl

Google też się czasem myli

Opublikowano 2 tygodnie temu -


Wejdźmy na chwilę w buty niezależnego twórcy aplikacji. Program został przygotowany i przetestowany. Robi to, co ma; nie generuje zbyt wielu błędów, a nawet radzi sobie na starszych urządzeniach. Grupą docelową są użytkownicy posiadający telefony z Androidem. W takim razie trzeba wrzucić aplikację do Sklepu Google’a. Konieczne jest dokonanie jednorazowej opłaty w wysokości 25 dolarów. Twórca aplikacji musi również pamiętać o tym, że Google pobiera 30% prowizji od każdego zakupu!

Dobra. Wszystko się udało. Aplikacja jest w sklepie. Zdobywa popularność. Kilka milionów pobrań, ludzie są zadowoleni, program się rozwija. Nagle na skrzynkę mailową twórcy przychodzi wiadomość, że jego dzieło zostało zdjęte ze Sklepu Google’a z powodu naruszenia praw autorskich. Nierealny koszmar? Nic z tych rzeczy. Tomer Rosenfeld został w ten sposób potraktowany. Android Police szczegółowo opisało tę sprawę, dlatego pokuszę się wyłącznie o jej streszczenie. Ze Sklepu Google’a wyleciała aplikacja Always On AMOLED, której głównym zadaniem jest wyświetlanie informacji po zablokowaniu ekranu telefonu. Zażalenie zgłosiła indyjska firma Filpkart, zgłoszenie dotyczyło bezprawnego wykorzystania ich loga. Przesłali nawet listę aplikacji, na której nie było Always On AMOLED. Niestety, algorytm Google’a i tak postanowił ją usunąć. Sprawa ma dobry finał. Program Tomera Rosenfelda wrócił do Sklepu i znowu można go bez problemu pobrać.

Serwis Android Police zwraca uwagę na to, że nie pierwszy raz Google się pomylił i proponuje wykorzystanie innych platform dystrybucyjnych. Na liście znalazły się F-Droid oraz Amazon Appstore. Z pierwszego sklepu sam korzystam. F-Droid to miejsce, w którym można znaleźć mnóstwo dobrych i ciekawych darmowych aplikacji z otwartymi źródłami. Czasem można tam upolować przydatną perełkę. A z Appstore’a Amazona nie korzystałem nigdy. Z banalnej przyczyny – nie miałem po co. Podejrzewam, że wielu innych użytkowników Androida podobnie podchodzi do kwestii instalowania aplikacji. Niektórzy wrzucają na swoje telefony pliki apk i w ten sposób uzupełniają swoją bibliotekę, jednak we mnie budzi to niepokój. Dlatego okazjonalnie korzystam z F-Drodia. Tylko że ja interesuję się aplikacjami otwartoźródłowymi, nie każdy musi, nie każdy chce. Naturalna sprawa.

Alternatywy istnieją, ale wielu użytkownikom wystarcza Sklep Google’a. Czują się bezpiecznie. Jest zainstalowany od samego początku, a aplikacje są dodatkowo weryfikowane, co – przynajmniej w teorii – zabezpiecza użytkownika przez złośliwymi programami. A jeżeli coś nagle wyparuje tak jak wspomniany wcześniej Always On AMOLED, to trudno. Zniknęło. Zawsze można poszukać alternatyw, w końcu w Sklepie Google’a jest mnóstwo aplikacji. Jesteśmy wygodni, to normalne. Gdy piszę takie teksty, nie mam na celu dzielić użytkowników na lepszych i gorszych, na tych, którym chce się szukać alternatyw i na tych leniwych. Dla mnie istotne jest zaakcentowanie pewnego problemu.

Nosimy w kieszeniach telefony z Androidem, systemem z otwartym źródłem, który został zmonopolizowany przez Google’a za sprawą jego usług oraz platformy dystrybucji. To poważne zagrożenie dla interesów twórcy oraz klientów aplikacji. Wasz ulubiony program może po prostu wyparować; gra, nad którą pracowaliście przez dwa lata, może zniknąć ze Sklepu Google’a. Wystarczy jedno zgłoszenie naruszenia praw autorskich oraz błąd algorytmu i już musicie udowadniać, że nie jesteście wielbłądem. Zderzenie z rzeczywistością oraz maszynowym blokowaniem aplikacji może być bolesne dla każdego niezależnego twórcy, za którym nie stoi armia prawników. Dlatego warto uświadamiać swoich użytkowników o istniejących alternatywach; o tym, że aplikacja lub gra jest również dostępna za pośrednictwem innym platform dystrybucji. Wtedy, nawet jeżeli aplikacja zostanie zablokowana w Sklepie Google’a, użytkownicy dalej będą mieli do niej dostęp.