Koronawirus zatrząsł rynkiem gier komputerowych!

Na DailyWeb pisałem o tym wiele razy, ale jakoś nieszczególnie poruszałem kwestię targów. Przyznam, że jakoś mi umknęła, chociaż każdego roku uczestniczyłem w krakowskich Digital Dragons. Ostatnia edycja była wyłącznie wirtualna i brakowało mi piętra, na którym twórcy prezentowali swoje gry. Zawsze lubiłem łazić między stoiskami, ogrywać produkcje w różnych stopniach zaawansowania. Były tam zarówno późne prototypu, jak i wersje będące o krok od wydania. W ramach wirtualnych Digital Dragons odbyło się tradycyjne Indie Showcase, ale tylko w formie streamów, linków do gier i krótkich prezentacji przygotowanych przez developerów.

Do dziś uważam, że tak zaprezentowane gry były tylko rozszerzoną wersją strony produktu na dowolnej cyfrowej platformie dystrybucyjnej. Dobrym przykładem jest tutaj Steam, gdzie, w okolicach większych premier, można pooglądać, jak grają twórcy. A ostatnio trafiłem na inne rozwiązanie.

Google stworzyło wirtualne targi gier indie

4 września 2021 uczestniczyłem w europejskiej edycji „Indie Games Festival”. Jest to impreza, za którą odpowiada Google i w jej trakcie prezentowanych jest 20 wyselekcjonowanych gier niezależnych. Nie przejęzyczyłem się! Ja faktycznie w tym wydarzeniu uczestniczyłem. Z domu. Na laptopie. W słuchawkach. Mimo to Google zagwarantował mi doświadczenie zbliżone do spaceru po piętrze wypełnionym nowymi giereczkami na Digital Dragons. W jaki sposób?

Tak wyglądało uczestnictwo w rozmowie z developerem!

„Indie Games Festival” trwał od 16:00 do 18:00. Wydarzenie było w pełni wirtualne. Odwiedziłem stronę imprezy i do niej dołączyłem. Ale nie było to zwykłe spotkanie na Google Meet. Najpierw stworzyłem swój awatar, czyli wąsatego gościa w czapce z kawą w ręce. A potem zostałem przeniesiony na „Indie Games Festival”.

Trafiłem na mapę, na której były stoiska developerów wraz z ich grami. Podchodziłem i odpalałem prezentację danego produktu lub jego stronę w Sklepie Play. Nic nie stało na przeszkodzie, abym od razu pobrał grę i wypróbował ją na telefonie. Jak mi się spodobała, to podbijałem licznik pod serduszkiem.

Każde stoisko miało specjalną przestrzeń pod szklanym kloszem. Gdy do niej wchodziłem, zostawałem dodany do prywatnego czatu i mogłem zadawać pytania developerowi lub po prostu przysłuchiwać się dyskusji. Ten element uważam za najciekawszy, ponieważ mogłem dowiedzieć się czegoś na temat gier, które mnie zainteresowały. Gdy już znudziła mi się europejska edycja festiwalu, to sprawdziłem japońska oraz koreańską. Były już zakończone, ale stoiska dalej pozostały, więc mogłem sobie pooglądać filmiki i obrazki, bo z tekstów nie rozumiałem nic.

Indie Games Festival Google to coś wyjątkowego

Pierwszy raz brałem udział w takim wydarzeniu i muszę przyznać, że było to niecodzienne wydarzenie. Przy ogłaszaniu wyników, czyli wyborze najlepszych gier niezależnych, oglądałem stream, stojąc pod wirtualną sceną. Wśród akcji miałem możliwość klaskania i przyznam, że rozlegające się oklaski w trakcie pokazywania wyróżnionych tytułów sprawiły, że przez chwilę poczułem się jak na Indie Showcase. Tylko bez tych długich i nudnych przemówień oficjeli, którzy koniecznie muszą powiedzieć, jak bardzo wspierają innowacyjną gospodarkę.

A jednak nie uważam, że takie wydarzenia są w stanie uzupełnić lukę po fizycznych spotkaniach. Dla mnie zawsze ważne było obserwowanie, jak ludzie grają w gry. Jak podchodzą do poszczególnych tytułów, jakie pytania zadają oraz, które stoiska są najbardziej oblegane. Lubiłem po prostu po podglądać gamedev wchodzący w interakcję z użytkownikami.

google indie games festival
Wirtualny tłum pod wirtualną sceną!

A teraz czas na trochę wykresów. Do „Indie Games Festival” twórcy się zgłaszają. To nie jest tak, że ktoś z Google przegląda gry w sklepie, a potem wybiera je na podstawie jakichś kryteriów. Na imprezie zaprezentować się może jedynie 20 tytułów. Do sprawdzenia są tutaj, powstało specjalne zestawienie w Google Play. Przeklinałem je, żeby sprawdzić, co je łączy, a co odróżnia. Okazało się, że jest duży rozstrzał w instalacjach oraz liczbie recenzji. Dlatego postawiłem na mniej oczywiste wskaźniki, czyli kategorie oraz rating PEGI.

W przypadku kategorii dominują łamigłówki. Zaskoczeniem był dla mnie duży udział gier muzycznych. Często są to wariacje na temat zabawy rytmem, polegające na wchodzeniu w interakcję z ekranem w odpowiednim czasie. Wyglądają nieźle, ale nigdy nie maiłem ich na prywatnym radarze. Teraz muszę to nadrobić.

Tutaj nie mam złudzeń. Przytłaczające większość gier miała rating PEGI 3, czyli dla wszystkich. Przypominam, że do „Indie Games Festival” trzeba się zgłosić i przejść przez proces selekcji. Wyraźnie widać, że jeśli chce się zostać zaprezentowanym na wydarzeniu to najlepiej postawić na łamigłówkę dostępną dla wszystkich. Myślę, że jest to też efekt zmian w polityce rodzinnej Google’a, która w ostatnich latach staje się coraz bardziej restrykcyjna i spędza wielu developerom sen z powiek.