Trzeba jednocześnie przyznać, że większość z historii opowiadanych w salach kinowych jest mocno odrealniona i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, co jednak absolutnie zagorzałych fanów nie zniechęca do śledzenia kolejnych opowieści.

A co jeśli powiem Wam, że w stronę Ziemi zbliża się gigantyczny kawałek kosmicznych śmieci, uderzy w naszą planetę za kilka tygodni i nie jest to wymysł wyobraźni hollywoodzkich reżyserów?

Zaintrygowani?

To zapraszam do całości artykułu!

Kiedy kosmiczny gruz dotrze do Ziemi?

Duży kawałek kosmicznego gruzu, ważący prawdopodobnie kilka ton, znajduje się obecnie w tak zwanej niekontrolowanej fazie i według szacunków, jego część spadnie na Ziemię w ciągu najbliższych kilku tygodni. Jeśli to nie jest wystarczająco niepokojące, to dodam, że nie można dokładnie przewidzieć, gdzie wylądują kawałki, które nie zdąrzą spalić się w w atmosferze.

Biorąc pod uwagę orbitę obiektu, możliwe punkty lądowania znajdują się w bliżej nieokreślonym  paśmie szerokości geograficznych „nieco dalej na północ niż Nowy Jork, Madryt i Pekin i tak daleko na południe, jak południowe Chile i Wellington w Nowej Zelandii”.

Czy to dość precyzyjna informacja? (. ❛ ᴗ ❛.)

Skąd się to wszystko bierze?

Kosmiczne śmieci są częścią rakiety Long March 5B, która niedawno z powodzeniem wystrzeliła pierwszy chiński moduł dla stacji kosmicznej. Do incydentu doszło około rok po tym, jak inna podobna chińska rakieta spadła na Ziemię, lądując na Oceanie Atlantyckim.

W tamtym czasie, według ekspertów, był to jeden z największych odłamków wytworzonych przez człowieka, jaki kiedykolwiek spadł na Ziemię. W przypadku dzisiaj omawianego zlepku śmieci istnieją obawy, że może być on jeszcze większych rozmiarów, ale wciąż nie mamy pewnych informacji.

Pojawia się jednak niemalże natychmiast pytanie, kto ponosi odpowiedzialność za pozostawione w przestrzeni kosmicznej śmieci, które następnie stanowią potencjalne zagrożenie dla mieszkańców Ziemi?

I kto w ogóle płaci za sprzątanie tego bałaganu?

Kto odpowiada za śmieci w kosmosie?

Prawo międzynarodowe określa system odszkodowań, który może mieć zastosowanie w wielu okolicznościach szkód, a także w przypadku zderzenia satelitów w kosmosie. Konwencja o odpowiedzialności z 1972 r. nakłada na „państwa wysyłające przedmioty w kosmos” odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez ich obiekty kosmiczne, która obejmuje bezwzględny reżim odpowiedzialności, gdy spadną na Ziemię jako zlepek (często niebezpiecznych) śmieci.

Inne międzynarodowe wytyczne dotyczące łagodzenia skutków zanieczyszczeń i długoterminowej trwałości działań kosmicznych, określają dobrowolne normy mające na celu ograniczenie prawdopodobieństwa kolizji w kosmosie i zminimalizowanie rozpadu satelitów podczas ich misji lub po ich zakończeniu.

Niektóre satelity można przenieść na orbitę cmentarną pod koniec okresu ich eksploatacji. Chociaż działa takie dobrze sprawdzają się w przypadku niektórych określonych orbit na stosunkowo dużych wysokościach, to tak naprawdę rozpoczynanie przemieszczania większości satelitów między płaszczyznami orbitalnymi jest niepraktyczne i niebezpieczne.

Większość śmieci krąży w kosmosie przez wiele lat, a kiedy tylko znajdują się na niskiej orbicie okołoziemskiej, stopniowo opadają w kierunku gruntu, gdzie przed lądowaniem spalają się w atmosferze.

Wbrew pozorom śledzenie ruchu i funkcjonalności każdego satelity jest trudniejsze, niż by mogło się wydawać. Działania takie wymagają od państw prowadzących eksplorację kosmosu, dzielenia się informacjami, które bardzo często są poufne i mogłyby naruszyć kwestie bezpieczeństwa narodowego. Ostatecznie jednak globalna współpraca jest niezbędna, jeśli mamy wspólnie uniknąć poważnych problemów.

Miejmy nadzieję, że nadchodzące wydarzenie nie wpłynie na nasze bezpieczeństwo, co nie zmienia jednak faktu, że napawa mnie smutkiem sytuacja, w której ludzie, zanieczyszczając Ziemię, wychodzą poza jej granice, pozostawiając po sobie niechlujny ślad nawet w kosmosie.