Gamedev i Creative Commons. Związek zgody




Gamedev i Creative Commons. Związek zgody

Opublikowano 12.12.2017 10:51 -


Najważniejszym przykazaniem niezależnego twórcy gier komputerowych, powinno być nie kradnij. Nie mam na myśli piractwa innych tytułów, to zupełnie odrębna kwestia. Przy pracy nad własną produkcję podstawowym problemem jest pozyskiwanie różnego rodzaju zasobów. Bywają zespoły składające się z dwóch osób, czasem z gamedevem mierzy się samotny wojownik umiejący tylko programować. Gra to nie tylko kod i mechanika.

To także grafika i dźwięk. W fazie prototypu korzystanie z tymczasowych rozwiązań jest jak najbardziej na miejscu. Często istotne jest znalezienie i wyeliminowanie błędów lub sprawdzenie nowej mechaniki. Na tym etapie testerzy oraz twórcy (bywa, że to te same osoby) zupełnie nie zwracają uwagi na wygląd gry. Schody zaczynają się, gdy należy produkcję pokazać innym. Zauważyłem to na Digital Dragons. Nie byłem jednym z wystawców, snułem się z CTO po sali i oglądałem produkcje młodych i niezależnych twórców. Czasem przystawaliśmy, aby obejrzeć grę w akcji i gdy co 5 sekund padał zwrot: „To jest tylko placeholder” lub „To jest tylko tymczasowe”, natychmiast traciliśmy zainteresowanie. Możecie mieć świetny kod i mechanikę, ale jeżeli grafika i dźwięki będą składały się z przypadkowych elementów, to pozyskiwanie klientów zmieni się w koszmar.

Z pomocą przychodzi na Internet oraz Creative Commons. Na temat obu tych zjawisk na pewno często czytacie na Daily Web. Pierwsze to taki twór pożerający czas, a drugie to nazwa amerykańskiej organizacji nonprofit, która zajmuje się prawami autorskimi. CC możecie znać głównie ze specjalnych licencji, pozwalających na korzystanie z zasobów na określonych warunkach. Istotnym elementem jest to, że twórcom udostępniającym w ten sposób grafiki lub dźwięki nie trzeba płacić, ale należy stosować się do zasad określonych w danej licencji. Może to być konieczność wymienienia twórcy w credits, niektórych treści nie można wykorzystywać w projektach komercyjnych – wszystko zależy od tego, na jaką licencję zdecydował się autor. W świecie osób tworzących gry komputerowe, licencje CC również są popularne.

Szczególnie za sprawą strony OpenGameArt. Nie zrażajcie się jej wyglądem, ma w sobie urok Internetu z lat 90. Ważniejsza jest zawartość, z której można korzystać na licencjach Creative Commons. OpenGameArt oferuje twórcom gier komputerowych wszystko, oprócz kodu. Ten należy napisać samemu, ale jeżeli ktoś poszukuje tła do platformówki, sprite’ów do rougelike’a, to koniecznie powinien przejrzeć zwartość OpenGameArt. Jest tam mnóstwo śmieci, jednak zapewniam, że zawsze można znaleźć coś godnego wykorzystania i niebędącego szarym placeholderem. Co ciekawe Google postanowiło dołożyć swoją cegiełkę. Mam na myśli serwis Google Poly, na którym znajdują się obiekty oraz sceny, które można wykorzystać w produkcjach opartych na VR lub AR. Jeżeli właśnie nad czymś takim pracujecie, to zachęcam do sprawdzenia bazy. Myślę, że znajdziecie coś dla siebie.

Powtórzę – jeżeli tworzycie własną grę, to nie kradnijcie zasobów! Wejdźcie na OpenGameArt, przejrzyjcie GooglePoly, korzystajcie z licencji Creative Commons. Bądźcie przyzwoici.