Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła

Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła

Opublikowano 18.03.2019 21:39 -


Weekendowe wieczory to czas zarezerwowany dla Netflix. Poszukiwania tego, co ma być danego dnia oglądane, trwają czasem dłużej, niż właściwe oglądanie (jestem pewien, że jest nazwa na to zjawisko), ale udało się znaleźć kawał świetnego dokumentu: Fyre: Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła. Prawdziwe piekło Project Managera.

Film dokumentalny przedstawia historię pewnej luksusowej imprezy, która właściwie od początku była skazana na niepowodzenie. Oczywiście to, co pozostaje tematem dyskusji, to fakt, czy główny odpowiedzialny (Billy McFarland) wiedział o tym od początku, czy szaleńczo wierzył w jej powodzenie?

Piękna wyspa, turkusowa woda, złote plaże i piękne modelki prezentujące wszystkie walory, nie tylko swoje, ale też okoliczności, w których impreza ma się odbyć. Wśród lineupu dużo popularnych zespołów, jako miejsca noclegowe luksusowe wille dla najbogatszych oraz świetnie wyposażone i wygodne namioty – ot, sen każdego młodego człowieka. Co poszło nie tak?

Billy McFarland to człowiek, który przedstawiany jest jako założyciel startup produkującego luksusowe karty kredytowe wraz z dostępem do klubu z przeróżnymi zniżkami. Następnie, po przeróżnych skandalach, McFarland zakłada startup o nazwie Fyre, który ma umożliwić łatwe rezerwowanie mainstreamowych artystów na różne eventy, jak imprezy firmowe, czy nawet urodziny. Pomaga mu w tym raper Ja Rule - przepustka do świata gwiazd.

W trakcie jednego ze spotkań pada pomysł, który McFarland kupuje właściwie natychmiast: zróbmy ekskluzywny festiwal dla młodych ludzi, który będzie świetną formą promocji aplikacji Fyre. Tak rozpoczyna się właściwa historia o przedsięwzięciu, które zakończy się wielkim koszmarem wielu ludzi.

Maszyna ruszyła. Billy podpisał umowę z rodziną Pablo Escobara na wykorzystanie jednej z wysp na organizację imprezy. Niestety, mimo zastrzeżeń, które unieszczono w umowie, by nie pojawiało się rodzinne nazwisko, McFarland wykorzystuje je do celów promocyjnych imprezy. Wówczas rodzina Escobara wypowiada umowę i zaczyna się nerwowe poszukiwanie nowego miejsca. W końcu lądują na wyspie Exuma, gdzie lokalna społeczność w pocie czoła pomaga dzień i noc w organizacji koncertu.

W dokumencie poznajemy wszystkich najbliższych współpracowników McFarlanda, którzy z jednej strony są zafascynowani skalą wydarzenia, z drugiej zaś przerażeni brakiem jakiejkolwiek organizacji. Do sprzedaży trafiają noclegi w willach, których nie dogadano z najemcami oraz miejsca w ekskluzywnych namiotach, które montowane są z pozostałości tego, co pozostało po huraganie Katarina. Brak dogranego cateringu, brak zakontraktowanych zespołów, ciągły brak pieniędzy, a wszyscy ci, którzy artykuują problemy głośno, wyrzucanie są z projektu.

Co warto podkreślić, pomysł na tego typu koncert jest naprawdę ciekawy. Być może i model biznesowy mógłby wypalić, gdyby nie niemożliwe do osiągnięcia, zbyt krótkie i samobójcze terminy.

Skończyło się wielkim skandalem, tysiącem oszukanych młodych ludzi, inwestorów oraz lokalnej społeczności. To skala, której nie da się opisać, trzeba rzecz po prostu zobaczyć.

prawdziwy koszmar project managera

Od blisko 10 lat zajmuję się projektami różnych wielkości. Jestem w trakcie organizacji międzynarodowego wydarzenia dla niespełna 150 osób, 4 stacjonarnych eventów w różnych częściach świata, połączonych przez Internet. Tona przygotowań, planowania i zapewniania, że wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Kick off przygotowań to z reguły 2 miesiące wcześniej, by na spokojnie i bez stresu mieć pewność, że wszystko się uda.

Gdy słuchałem historii Fyre, mój wewnętrzny project manager wył z przerażenia! To nie miało najmniejszego prawa się udać, nieważne jak bardzo organizator-wizjoner był przekonany o sukcesie.

To, co było wielokrotnie podkreślano to to, że McFarlane potrafił sprzedać wszystko wszystkim. Potrafił także zbudować zespół oddany do tego stopnia, że jego ludzie pracowali bez wytchnienia, poświęcając się dla idei, w którą nie wierzyli. Skalę oddania w przerażający sposób opisał człowiek od marketingu, na przykładzie sytuacji dotyczącej zakupu wody pitnej:

McFarland miał wielkie aspiracje, by być postrzegany jako człowiek sukcesu. Luksusowe auto ponad stan, wynajmowane prywatne odrzutowce... To była pogoń za byciem jednym z elity. Cały festiwal Fyre był organizowany w tym duchu. Cała ta luksusowość wpisywała się idealnie w to, co widzimy na Instagramie u młodych ludzi. Piękne, barwne i idealne życie, pełne radości i satysfakcji. To dlatego 95% biletów na festiwal wyprzedało się chwilę po ich udostępnieniu.

Dokument jest naprawdę drobiazgowy, posiada wiele zdjęć ze spotkań, narad czy szeroko pojętej organizacji. Wszystko dlatego, że Billy kazał całe przedsięwzięcie nagrywać pod początku do końca. Czy to miał być pomnik tego, jak działa człowiek sukcesu?

Wydaje mi się, że McFarland mógł wpaść w pułapkę oczekiwań inwestorów, którzy wyłożyli ogromne pieniędze oraz własnej żądzy zdobycia sławy i rozpoznawalności. Cała ta impreza od samego początku powodowała uśmiechy na twarzach profesjonalistów, jednak McFarland nie odpuszczał, zaślepiony pragnieniem sukcesu.

To, co mnie zastanawia to: czy autentycznie wierzył on w sukces tego przedsięwzięcia do samego końca? Kiedy w końcu wybuchło zamieszanie, pojawiły się rozboje i złość uczestników, którzy dotarli na wyspę, McFarland w końcu się rozpłakał i przyznał, że teraz wie, że to się nie uda. Czy wierzył w sukces do samego końca, choć wszyscy mówili jasno, że to się nie uda?

Lokalna społeczność

Mnie w całej historii szkoda najbardziej lokalnej społeczności, która pracowała w pocie czoła, wierząc w obietnice zapewnienia pracy na kolejne lata. Ludzie działali niezależnie od pory dnia czy nocy, a ciągle było ich za mało. McFarland oszukał pracowników i nie zapłacił za ich poświęcenie.

W dokumencie poznajemy MaryAnn Role, która w emocjonalny sposób opowiada swoją historię. Kobieta była odpowiedzialna za catering i wyżywienie. Przez łzy mówi, że wierząc w całą tę ideę, musiała ostatecznie wszystkie zobowiązania wobec lokalnej społeczności spłacić z własnych, życiowych oszczędności - $50 000. To oczywiście kropla w morzu wszystkich długów, które wygenerował McFarland, jednak jej opowieść wyjątkowo chwyta za serce.

Akurat ten fragment miał happy end, gdyż społeczność poruszona jej historią, zrzuciła się w ramach zbiórki Crowd Fundingowej i zebrała w sumie $160 000.

pewne jest jedno, Billy McFarland to oszust

Billy McFarland to oszust, to pewne. Oszukał wiele osób na ogromne pieniądze. Oszukiwał w sprawozdaniach finansowych, wykazując większe dochody przed inwestorami, niż faktycznie miało to miejsce. Oszukał tysiące młodych ludzi, którzy chcieli spędzić czas na festiwalu jakiego nigdy nie było, oszukał lokalną społeczność, która bez wahania pomagała w pocie czoła przy organizacji tego wydarzenia. Oszukał także swoich najbliższych pracowników, których ostatecznie pozostawił na lodzie. Nie ma znaczenia, czy robił to świadomie, czy naprawdę wierzył w całe to przedsięwzięcie. Mam wrażenie, że kara, która go spotkała, to za mało. Zdecydowanie za mało.