Fantastyczny fenomen Boba Rossa czyli o tym, gdzie kończy się mus a zaczyna pasja. | DailyWeb.pl

Fantastyczny fenomen Boba Rossa czyli o tym, gdzie kończy się mus a zaczyna pasja.

Opublikowano 2 lata temu -


Rob Boss występował w paru programach, jednak został zapamiętany z The Joy of Painting, który zdobył niezwykłą popularność w latach 80-90’ ubiegłego wieku (program ten w Polsce niestety nie był emitowany).

Bob Ross

W przeciągu 10 lat malowania Bob nakręcił 31 sezonów i stworzył około 400 obrazów na wizji.
Kiedyś była taka moda: oglądało się w telewizji kogoś, kto majsterkuje, szydełkuje, maluje, tworzy coś z niczego i powtarzało się razem z nim podczas programu. Czekało się na ten program. Czekało się i było przygotowanym, a zamiast internetu i wszędobylskiej wyszukiwarki Wujka Google, po prostu programy edukacyjne leciały w telewizji.

Tak było.

Dlaczego o tym piszę… Jakiś czas temu coś mnie dźgnęło i powiedziało – „dlaczego ten śmieszny gość miał taką popularność”? Zwłaszcza, że jako polskie dziecko nie miałam prawa go poznać z TV. Dodam, że trzeba było odłożyć na bok wszystkie komentarze i ynternetowe podśmiechujki- antyfanów Joy Of Painting jest sporo - chociażby ze względu na infantylny styl malowania.
A mimo to, uderzyło mnie coś niesamowitego – jego ciepło i pasja, ta radość tworzenia, ta energia i coś czego nigdy nikt wam nie powie – masz prawo się mylić.
Ulubionym hasłem przewodnim jest

„There are not mistakes, there are just have happy accidents” („Nie ma pomyłek, są po prostu szczęśliwe przypadki”).

Mówił to w przypadkach gdzie np. wylała mu się farba w najmniej oczekiwanym miejscu, stwierdzał, że tu będzie np. mewa – i rozmazywał to na kształt jakiegoś ptactwa. Przecież to Twój świat - Ty tworzysz zasady.

To jedno jedyne prawo zawładnęło jego programem tak doszczętnie, że z chęcią chłonę każdy odcinek, a na tą chwilę mam obejrzane już parę sezonów. (i uroczyście obiecuję sobie sięgać po nie w jakichkolwiek kryzysowych momentach).
Żyjemy w czasach, gdzie każda pomyłka jest porównywana do porażki, od małego wmawia się, że należy być najlepszym, a wytykanie wad u innych jest całkiem w porządku. To zaś przekłada się bardzo relatywnie na nasz sposób pracy, nacisk na podkreślanie naszych umiejętności, a w końcu na relacje między ludźmi.
Każdy z artystów, pisarzy, sportowców, programistów, grafików, nauczycieli – ludzi tworzących coś z niczego – co jakiś czas przechodzi okres wypalenia. Mniej lub bardziej oczywiście, jednak daje się to we znaki zawsze.
Przez 10 lat programu , gość, który malował tylko landszafty (lub aż), przez 30 minut na wizji potrafił stworzyć taką atmosferę, że każdy, nawet jak by się mogło wydawać, największy antytalent miał ochotę działać.
I o to chodzi.
O chęć działania.
O radość tworzenia, o to, że to co tworzymy jest nasze.

Działaj

Czy robisz to źle czy dobrze jest mało ważne – jeśli jesteś otwarty na zmiany, jeśli to co robisz daje Ci satysfakcje – idź w to. Jeśli jesteś dobry – to będziesz lepszy, a jeśli jesteś początkujący – jest bardzo duża szansa, że przy takim zapale po prostu będziesz widzieć progres. Idź w to.
Nie ma pomyłek, są tylko szczęśliwe zbiegi okoliczności.

PS. Polecam tą stronę.
PS2. Może i Ciebie tak zakręci pozytywnie jak i mnie.