Nie jestem miłośnikiem testowania wczesnych wersji gier komputerowych. Nie ukrywam, biorę udział w wewnętrznych, często zamkniętych, betach różnych tytułów. Po zakończeniu testów zawsze staram się napisać kilka słów do twórców. Żeby znali moje odczucia. Jako osoba spędzająca czas w tabelkach doskonale wiem, że stworzenie lepszego produktu wymaga nie tylko ładnie opracowanych wykresów, ale także świadectw doświadczenia. Tym razem sytuacja jest nietypowa. Na naszą redakcyjną skrzynkę wpadł klucz do zamkniętej bety „Pest Control Simulator 2020”. Pomysł zainteresował mnie na tyle, że postanowiłem wyjść ze swojej strefy komfortu. Zacząłem testować i teraz podzielę się wrażeniami.

Gwoli ścisłości, kiedyś trafiłem na informację, że w produkcji jest jeszcze „Exterminator Simulator”, którego tematyka jest dokładnie taka sama, jak w przypadku „Pest Control Simulator 2020”.

Jak grało mi się w produkcję EON46? Krótko. Zderzenie z ich tytułem mogę określić jako wszechobezwładniającą falę irytacji. Dla mnie to nie jest zamknięta beta, tylko alpha prezentująca wszystkie najważniejsze elementy rozgrywki. Pozytywnie zaskoczyło mnie tworzenie pułapek. Dobry pomysł, można opracować własne sposoby na polowanie na insekty oraz gryzonie. Ciekawe rozwiązanie, w którym widzę potencjał. Zbudowałem pułapkę i postanowiłem przyjąć zlecenie. Okazało się, że rozgrywka przebiega w systemie turowym. Kolejny dobry pomysł.

Wymagający strategii, przygotowanie własnego zestawu mechanicznym forteli, także wabików. Na tym mogę zakończyć pisanie o ciekawych rzeczach, a przejść do akapitu, w którym będę się znęcał nad niewykorzystanym potencjałem.

Opisane przeze mnie elementy są obecne w zamkniętej becie, ale daleko im do doskonałości. Stanowią raczej rzeczy, nad którymi trzeba jeszcze popracować, aby zaczęły dobrze funkcjonować w obrębie pętli rozgrywki. Budowanie pułapek jest fajne, ale musi być mocniej zaczepione w postępie gracza. Walka turowa, to doskonały pomysł, jednak niesie za sobą pewne niebezpieczeństwo. Bez dobrego AI, takiego, które nie tylko wali na oślep na gracza, się nie obejdzie.

Musi zaskakiwać odbiorcę, wymuszać wykorzystywanie różnych elementów ekwipunku. Walcząc przeciwnikami w „Pest Control Simulator 2020” miałem wrażenie, że ciągle ścieram się z tym samym wrogiem. Czasem mniej, a innym razem bardziej odpornym.

A teraz największy grzech „Pest Control Simulator 2020”. Skoro klucz do zamkniętej bety trafił na skrzynkę w DailyWeb, to uznaję, że wersja wyszła z wewnętrznych testów. To duży krok, warto przy tym pamiętać, że będą grały osoby kompletnie niezwiązane z procesem produkcji. Dlatego konieczny jest tutorial. Mamy rok 2020, na rynek giereczek jest przesycony, tytuły agresywnie walczą o uwagę odbiorcy. Nikt nie ma czasu na przeklikiwanie opcji w menu. Do tego można przejść dopiero po złapaniu gracza, wcześniej trzeba mu zaserwować podstawowy samouczek. W przeciwnym razie, po załadowaniu poziomu, będzie się wpatrywał w ekran i zastanawiał, dlaczego nic się nie rusza. Dopiero gdy zauważy przycisk kończący turę załapie, z jakim modelem walki ma do czynienia.

Mnie coś takiego spotkało. Później zacząłem klikać i coraz bardziej się irytowałem, ponieważ nie widziałem ani jednego dymka, który by mi wyjaśnił, o co w tym wszystkich chodzi.