Duże kontrowersje wokół rebrandingu Uniwersytetu Rzeszowskiego




Duże kontrowersje wokół rebrandingu Uniwersytetu Rzeszowskiego

Opublikowano 23.05.2019 10:34 -


W ostatnim czasie w Polsce żaden większy rebranding nie może się odbyć bez sporej dozy kontrowersji. Nie inaczej jest tym razem, gdy do zmiany wizerunku szykuje się Uniwersytet Rzeszowski. Na facebookowym profilu uczelni rozpętała się prawdziwa burza.

Jak powszechnie wiadomo, każdy Polak zna się na medycynie i piłce nożnej. Oczywiście, w razie aktualnej potrzeby, można do tego dołączyć również katastrofy lotnicze, pożarnictwo czy grafikę użytkową. To powszechne uznawanie się za ekspertów od projektowania najczęściej objawia się w momencie, gdy jakaś znana marka przedstawia nowe logo. Jeszcze lepiej, gdy zmiana ta jest pośrednio finansowana z naszych podatków. Wtedy Polak szczególnie czuje moralne prawo do oceniania pracy innych.

Powyższa grafika idealnie obrazuje to, co dzieje się w Internecie po prezentacji dowolnego rebrandingu. Nie inaczej jest w przypadku zmiany logo Uniwersytetu Rzeszowskiego. „Czy to jest jakiś żart?”, „Ale dno” i „Ja po pijaku bym lepsze zrobił” to jedne z lżejszych komentarzy, które pojawiły się na facebookowym profilu uczelni. Nie brakuje również nieśmiertelnych zarzutów o plagiat i pytań ile kosztowało logo. A o co konkretnie tyle szumu?

O nowe logo Uniwersytetu Rzeszowskiego, które zmienić ma dotychczasowy znak, zaprojektowany przez profesora Wiesława Grzegorczyka, znanego autora plakatów, znaków graficznych, herbów, opracowań graficznych książek i czasopism. Prof. Grzegorczyk, zawodowo związany z Uniwersytetem Rzeszowskim, jest autorem wielokrotnie nagradzanym, między innymi za logo Bielska-Białej, 650-lecia Rzeszowa, 25-lecia Solidarności czy właśnie logo Uniwersytetu Rzeszowskiego. Nowe logo zaprojektował Michał Święcicki, który również jest pracownikiem rzeszowskiej uczelni. Z informacji opublikowanych przez rzecznika Uniwersytetu Rzeszowskiego wynika, że prof. Grzegorczyk odmówił konsultacji przy tworzeniu nowego znaku.

Czy rzeczywiście nowe logo jest takie złe, żeby zasłużyć na podobne komentarze? Zgodzę się z głosami kolegów z branży, którzy dostrzegają potrzebę liftingu poprzedniego znaku, zwłaszcza jeżeli chodzi o zestawienie sygnetu z typografią. O ile sam sygnet, mimo 18 lat na karku, koncepcyjnie dalej broni się świetnie, to było tu sporo miejsca na odświeżenie znaku. Niestety, co podkreślają także inni projektanci, zdecydowano się na kompletne porzucenie poprzedniego znaku i zastąpienie go nowym tworem, który niestety dość mocno odstaje od niego jakościowo. Nic więc dziwnego, że w sieci pojawiły się od razu prześmiewcze grafiki i memy.

Osobny akapit należy poświęcić rzekomemu plagiatowi. Tak prosty znak, oparty na połączeniu dwóch liter, niesie za sobą wielkie ryzyko, że ktoś już gdzieś wpadł na podobny pomysł. Jak pisze Jacek Kłosiński:

„Znaki firm powinny być proste, charakterystyczne i naprawdę nie pozostawia to nieskończonego pola do manewru. […] Jest BARDZO duża szansa, że przypadkowo dwa logotypy okażą się do siebie rażąco podobne. W większości takich sytuacji będzie to jednak zbieg okoliczności, serio”.

Ostatnio, gdy byliśmy na InfoShare, znaleźliśmy stanowisko firmy, która miała łudząco podobne logo do naszego – DailyWebowego. Ja sam na prywatnym blogu mam logo składające się z dwóch, połączonych ze sobą liter i nie zdziwię się, jeżeli kiedyś się dowiem, że ktoś już kiedyś coś podobnego zaprojektował. W związku z tym wierzę w przypadkowe podobieństwo nowego znaku Uniwersytetu Rzeszowskiego i University of Reunion Island. Mam wiele do zarzucenia znakowi stworzonemu przez Michała Święcickiego, ale jestem ostatnim, który choćby zasugeruje autorowi plagiat.

Nowe logo Uniwersytetu Rzeszowskiego jest bardzo słabe. W zupełności mnie nie dziwią negatywne opinie o znaku wyrażane przez internautów, a także petycja o zachowanie dotychczasowego znaku. Nie rozumiem decyzji, że najpierw wdrożony zostanie rebranding, a potem zostanie dobudowana do niego księga znaku. Zastanawiam się jednak, czy nie znając założeń rebrandingu, powinniśmy się jednoznacznie wypowiadać na jego temat. Daleko mi do Andrzeja Pągowskiego i jego „Pan nie ma prawa robić mi uwag”, jednak moim zdaniem krytyka, która spadła na Michała Święcickiego jest przesadzona.