Drogie UPC, no to mnie szczerze zaskoczyliście | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Drogie UPC, no to mnie szczerze zaskoczyliście

Opublikowano 3 miesiące temu - 1


Liczba moich przygód z UPC to niekończąca się historia wzlotów i upadków. Po darciu kotów zawsze na końcu klepiemy się po ramieniu i mówimy do siebie: po co nam to wszystko było? Zawsze skrupulatnie przedstawiałem historie, które powodowały we mnie kosmiczne nerwy, to tym razem uczciwie muszę przedstawić alternatywną opowieść, może i mało spektakularną, ale dla mnie zaskakującą z UPC w roli głównej.

Nie da się ukryć, że prócz stania w korkach, najgorszą stratą czasu, to stanie w kolejce na poczcie z awizo w ręku, czekając na to, by odebrać nudne pismo, najczęściej z urzędu. Najgorzej, jeśli to lato i popołudniowe godziny szczytu. Wtedy poczucie beznadziejności tej instytucji powoduje rozmyślanie o tym jak bardzo trzeba by całą ideę poczty konwencjonalnej zrównać z ziemią. Jest jeszcze jedno zjawisko, które należy do tej samej kategorii straty czasu. Wpisuje się ono gdzieś pomiędzy stanie w kolejce na poczcie, a nudę w popołudniowych korkach - dzwonienie po infoliniach.

Wracając do głównego bohatera, który dzisiaj będzie chwalony - UPC, po tym odpowiednim wstępie - czas na akcję. Przez te kilka lat naszej znajomości to, że mieliśmy wzloty i upadki, to już wiecie, ale kontakt za pośrednictwem wspomnianej infolinii, nigdy nie należał do przyjemnych. W skrajnych wypadkach czekanie na słuchawce, słuchanie mrożącej krew w żyłach biesiadnej muzyki, która pewnie ma kojąco wpływać na poszargane nerwy klienta (a działa wręcz odwrotnie, o zgrozo), często czekanie wiązało się z kilkunastoma minutami tej okrutnej sielanki. W skrajnych wypadkach nie udało się dodzwonić.

Ostatnio pojawił się katalizator do kontaktu z UPC. Mój internet postanowił, że dawno nie mieliśmy przyjemności z trzyliterowym brandem, dlatego postanowił płatać figle. Efektem czego była sytuacja, w której chwilowe pingi sięgały po 3000-5000ms, przez co korzystanie ze stron internetowych było niemożliwe. Pomyślałem, że będę cierpliwy tym bardziej, że problem pojawia się co kilkanaście minut i trwa około kilkunastu sekund. Często go nawet nie zauważałem. Niemniej po kilkunastu dniach ów problemów, postanowiłem, że czas na kontakt.

Niestety zauważyłem, że telefon nie znajduje się w obrębie mojego wzroku. Na pewno ukrył się w drugim pokoju, a co jeśli go tam nie ma? Postanowiłem, że znajdę alternatywną drogę komunikacji. Okazało się, że UPC ma także czat z konsultantami. Cenię sobie co do zasady kontakt osobisty, bo tak łatwiej wyjaśnić bolączki, a poza tym z UPC jesteśmy przecież przyjaciółmi. Telefonu nie było w pobliżu, więc postanowiłem zrobić inaczej niż zwykle, uruchomiłem sprawnie przyciskiem okno czatu. Oho, łączenie z konsultantem. Nie dawałem im szans, wiedziałem, że będę musiał poszukać telefonu.

 

Połączono. Pan Dawid wklejoną formułką z grzecznościami, zapytał w czym może mi pomóc. Odpowiedziałem naturalnie, kurtuazyjnie i grzecznie, przechodząc do rzeczy. Po kilku wierszach mojego pisemnego monologu Pan Dawid odpisał, że weryfikuje problem, po czym odpisał, że konieczna będzie wizyta technika, celu wykonania tajemniczo nazwanej regulacji sygnału, tym samym pytając o dostępność domowników. Pan serwisant pojawi się jutro i najpewniej naprawi mój internet.

No i to koniec historii. Jak zapewniałem, nie było spektakularnie. Byłem jednak w szoku, że tak sprawnie sprawa została załatwiona, a ja nie musiałem być poddawany torturom słuchania wszelkich dzieł muzycznych, podczas oczekiwania na rozmowę z konsultantem. Nikt mnie nigdzie nie musiał przełączać, nie musiałem opowiadać tej samej historii każdemu z przełączonych z rozmówców z osobna. Ot sprawnie, mój problem został zdiagnozowany i najpewniej rozwiązany. Drogie UPC, zaimponowaliście mnie. Tym samym już raczej się więcej nie usłyszymy, prędzej popiszemy na czacie.

A wiecie co jest najlepsze w całej tej historii?  To, że dalej nie wiem gdzie jest mój telefon i wcale go nie potrzebuje.