Drażni mnie publikowanie gier, które wyraźnie nie zostały dokończone




Drażni mnie publikowanie gier, które wyraźnie nie zostały dokończone

Opublikowano 3.01.2018 21:36 - 8


Firmy tworzące gry komputerowe nie miały dobrego okresu. Mam na myśli wielkich producentów, takich jak Ubisoft lub Electronic Arts. W zeszłym roku gracze przeżywali kontrowersje związane z lootboksami, a jest to tylko jeden z wielu problemów trawiących branżę gier komputeorwych.

Dla mnie kwestią znacznie bardziej drażliwą jest publikowanie gier, które wyraźnie nie zostały ukończone. Dotyczy to głównie produkcji sieciowych i dla mnie doskonałym przykładem są takie tytuły jak For Honor lub The Division. Oba pochodzą ze stajni Ubisoftu, firmy, którą długo ceniłem za serie The Settlers, Anno oraz Assasins Creed. Niestety, okazało się, że w przypadku gier sieciowych zapowiedzi często przerastają gotowe produkty. Zarówno w przypadku The Division, jak i For Honor od daty premiery miały gwarantować doskonałą rozrywkę. Z mojej perspektywy – tak nie było.

Posiadam obie produkcje, w przypływie słabości kupiłem też season passy, dzięki którym mam dostęp do wszystkich wydanych dodatków. Do For Honor próbowałem wrócić w listopadzie. Nie wytrzymałem nawet jednego weekendu. Zainstalowałem, powalczyłem i od razu odpuściłem. To miała być interesująca bijatyka. Niestety, grę szybko zaczęły dręczyć problemy dotyczące połączenia pomiędzy graczami (brak dedykowanych serwerów) oraz niezwykle poważne zaburzenia balansu. Niektóre postacie oraz ich kombinacje były znacznie potężniejsze od innych, kontrowanie ataków nie dawało nic, często zwycięstwo polegała na beznamiętnym wykonywaniu jednej i tej samej kombinacji.

Tak było na początku, kolejne łatki poprawiły balans, a także zapowiedziano wprowadzenie dedykowanych serwerów. Jednak wprowadzone zmiany dalej nie gwarantują dobrej zabawy. Pojedynki 1 na 1 jeden potrafią być ciekawe, niestety pozostałe tryby wieloosobowe szybko zmieniają się w zwykły chaos. Na dodatek wrażenia psuje dziwny system progresji ekwipunku. Niby gra dystrybuowana jest w modelu B2P (kup, aby grać), ale twórcy postanowili też wprowadzić mikrotransakcje. Problemem jest tutaj czas. Osoba, która rezygnuje z dodatkowych opłat, musi spędzić zdecydowanie zbyt wiele godzin w grze, aby odblokować dostępną zawartość. Dla mnie jest to poważne zaburzenie progresji, coś co zabija chęć zabawy i zmienia ją w bezmyślne zdobywanie waluty.

Inaczej sytuacja ma się z The Division. Pograłem po premierze, ale szybko się znużyłem. Gra okazała się do bólu powtarzalna i nudna, ze względu na problemy związane z balansem broni i przeciwników, zmieniała się w symulator nasycania wrogów ołowiem. Porzuciłem The Division, wróciłem po wydaniu łatki oznaczonej numerem 1.8. Mam wrażenie, że wszedłem do innej gry. Twórcy wprowadzili nowe tryby, dodali więcej aktywności i skutecznie angażują odbiorców w eksplorację świata.

Okazuje się, że zdobywanie nowych broni może być zabawne, szczególnie w momencie, w którym rozwijanie poszczególnych statystyk ma znaczenie. Nagle okazało się, że The Division może sprawiać przyjemność, a nawet gwarantować ciekawą zabawę w większej grupie. Dlatego zacząłem częściej wracać do odciętego od świata Nowego Jorku. Szczególnie bawię się w „Dark Zone” - zbuntowani agenci, obrona punktów odbioru skażonego ekwipunku, a także wspólne polowania na trudniejszych wrogów. The Division potrzebowało 20 miesięcy, aby stać się produkcją grywalną i dostarczającą przyjemności.

Mamy nowy rok, może warto dać szansę porzuconym produkcjom? Może twórcy coś zmienili, dodali jakąś interesującą zawartość? Zachęcam do znalezienia tytułu, który został wskrzeszony po kilkunastu miesiącach. To może być interesujące doświadczenie.