Perseverance ma wylądować w Kraterze Jezero 18 lutego, stając się jednocześnie pierwszym sztucznym obiektem, który postawi swoje nogi na powierzchni Czerwonej Planety od lądownika Mars Insight w 2018 roku i pierwszym łazikiem od czasu wylądowania Curiosity w 2012 roku.

Łazik na Marsie

Nowy łazik ma więcej sprzętu audiowizualnego niż jego poprzednicy i może uchwycić znacznie więcej kluczowej części fazy wejścia, zejścia, lądowania, EDL i fazy misji. Kamera zamontowana na tylnej powłoce jest skierowana w górę i będzie w stanie zarejestrować widok spadochronów, które zostaną rozłożone podczas opadania – aby spowolnić Perseverance, gdy będzie zbliżał się do osiadania na powierzchni. Dodatkowo jest on wyposażony także w kamerę skierowaną w dół, która dodatkowo spowalnia i kieruje łazik do lądowania.

Wreszcie sam łazik jest wyposażony również w kamery i mikrofon. Podsumowując, taki pokaźny zestaw technologii powinien zapewnić nam jak najbardziej szczegółowe obrazy i dźwięk lądowania na Marsie.

Będziemy mogli zobaczyć, jak lądujemy po raz pierwszy na innej planecie

– powiedziała dziennikarzom Lori Glaze, która kieruje Działem Nauk Planetarnych Dyrekcji Misji Naukowych NASA.

Cała faza EDL potrwa tylko około siedmiu minut, ale lider EDL Allen Chen nazywa ją „najbardziej krytyczną i najbardziej niebezpieczną częścią całej misji”.

Perseverance uderzy w marsjańską atmosferę, przemierzając kosmiczną otchłań z prędkością prawie 12 000 mil na godzinę (19 312 kilometrów na godzinę). Kiedy przecinając niebo, zwolni – spadochron o średnicy 70 stóp (21 metrów) otworzy się, aby jeszcze bardziej ograniczyć prędkość. Następnie osłona termiczna zostaje zwolniona, a radar aktywowany, aby pomóc mu określić dokładnie własne położenie.

Na wysokości około jednej mili (1,5 kilometra) moduł zniżania uruchamia silniki i nowy system nawigacji względnej – czyli TRN – w celu zidentyfikowania bezpiecznego miejsca lądowania. TRN to w zasadzie rodzaj wizji komputerowej, która pozwala obiektowi spojrzeć na teren poniżej i dopasować go do map w swojej bazie danych.

Kiedy system zwalnia wręcz do pełzania,  przechodzi w fazę „Sky Crane”- czyli ten sam rodzaj zawisającego systemu lądowania, którego używał łazik Curiosity.

Cały ten proces będzie w pełni zautomatyzowany bez żadnego wkładu ze strony kontroli misji, ze względu na opóźnienia w wysyłaniu sygnałów radiowych tam i z powrotem z Marsa na Ziemię.

Perseverance niesie ze sobą szereg instrumentów naukowych, które pomagają szukać śladów starożytnego życia w naszym sąsiednim kosmicznym świecie. Głównym celem jest zebranie próbek, które następnie zostaną przetransportowane na Ziemię i przetestowane. Wszystkie badania mają dostarczyć wartościowych informacji dla przyszłych misji na Marsa i usprawnić je, dzięki zdobytej wiedzy.

Chociaż kamery i mikrofony uchwycą większość całego przedsięwzięcia, to niestety nie będziemy mieli okazji zobaczyć obrazu żywo, do którego przywykliśmy dzięki Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, czy startom z Ziemi. A wszystko to za sprawą przekaźnika danych, którego będzie używać Perseverance podczas EDL. Jest on znacznie wolniejszy niż stare połączenia dial-up.

Po wylądowaniu łazik będzie mógł użyć Mars Reconnaissance Orbiter do wysyłania obrazów z powrotem na Ziemię. Szacuje się, że wkrótce po wylądowaniu będziemy mogli zobaczyć przynajmniej kilka obrazów otoczenia w niskiej rozdzielczości, przedstawiających środowisko wokół Perseverance. Być może przyjdzie nam przeczekać kilka dni, w oczekiwaniu na więcej obrazów i dźwięków, które przedstawią pełny obraz procesu lądowania.

Pocieszające jest jednak to, że będziemy mieli transmisję na żywo z kontroli misji. Oczywiście protokoły COVID-19 będą obowiązywać w kontroli lotów, ale jest mało prawdopodobne, aby nawet pandemia osłabiła świętowanie udanego lądowania.

Nie sądzę, aby Covid był w stanie powstrzymać nas przed podskakiwaniem i uderzaniem pięściami” – powiedział zastępca kierownika projektu Matt Wallace – Bez względu na wszystko, zobaczysz wielu szczęśliwych ludzi, kiedy tylko bezpiecznie znajdziemy się na powierzchni.

I uważam, że jest to jedno z najbardziej pozytywnych zdań, jakie przeczytałam w związku z lądowaniem na Marsie. Realia na Ziemi w XXI wieku nie są zapewne tymi wymarzonymi, ale nie są też przeszkodą nie do przeskoczenia.