Ostatnio pracuję nad zestawieniem gier, które pojawiły się na „Digital Dragons”. Oczywiście ze względu na pandemię, prezentacje były wirtualne. Co było dla mnie dość dziwne. Klikałem na miniaturki tytułów, lądowałem na stronie, na której był wrzucony materiał z YouTube lub leciał stream. Najczęściej grał twórca danej produkcji, co nawet było ciekawe, ale na pewno różniło się od bezpośredniej konfrontacji z odbiorcami. Szczególnie z tymi, którzy zdecydowali się podjąć wyzwanie i zagrać we wciąż rozbudowywany tytuł.

Podobne zdanie mam na temat otwartych bet. Jest to także sposób na badanie rynku. W końcu pokazanie własnego produktu szerszej publiczności zawsze sprawia, że pojawią się różne, niedostępne w trakcie wewnętrznych testów, perspektywy.

Dema oraz otwarte bety rozwiązują jeszcze jeden problem. W trakcie przeglądania gier prezentowanych na „Digital Dragon’s” zawsze wchodziłem na ich strony na Steamie i zerkałem w kierunku gatunków. Uważam, że w tej sekcji panuje pomieszanie z poplątaniem, ale nie jestem strażnikiem czystości formy. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że konteksty, elementy, mechaniki i wątki zawsze się przenikają. Nie zmienia to faktu, że nie zawsze potrafię sobie ułożyć w głowie zestawy gatunkowe, jakie proponują twórcy. Na przykład zastanawiam się, co ma oznaczać zwrot „indie”, który często pojawia się w tym polu?

Rozumiem, że oglądany przeze mnie tytuł, to gra „indie”, a więc „niezależna”, stworzona przez „niezależne studio”. Ma to znaczenie dla odbiorcy, ponieważ są osoby, które szukają takich produkcji. Po prostu zastanawiam się, jak wspomniana „niezależność” realizuje się w kontekście gatunku.

Wymykają się dookreśleniu? W rozmowach częściej mówię o produkcji indie, a potem zwykłem podawać jakiś rodzaj, który nakieruje mojego odbiorcę, z czym ma do czynienia. Przykład? Taki „Moonlighter”. Tytuł wydany przez 11bit Studio, ale stworzony przez hiszpańskie studio niezależne Digital Sun. Rougelike połączony z tycoonem, bo zdobyte łupy sprzedaje się w sklepie. Może bycie „indie” to bardziej struktura procesu produkcyjnego wykorzystywana przez danego twórcę? Coś bardziej elastycznego, ale pozwalającego na tworzenie ciekawych połączeń między gatunkami. Od razu zaznaczam, że nie zwalania to od utrzymania solidnej jakości opracowywanej gry. Odbiorcy gier oznaczanych jako „niezależne” rzadko bywają pobłażliwi.

Dla mnie „indie” to bardziej filozofia, sposób myślenia reprezentowany przez dane studio, niż formuła gatunkowa. Nie twierdzę, że jest to jedyna słuszna interpretacja, po prostu tknęło mnie w jak wielu przypadkach, często odmiennych, wypływa kontekst „niezależnego studia”.