Dlaczego zalewam się łzami po stracie „Everything sucks!”? | DailyWeb.pl

Dlaczego zalewam się łzami po stracie „Everything sucks!”?

Opublikowano 4 miesiące temu -

Urodzeni w latach 80. to mają fart! Czasy ich młodości przeżywają właśnie renesans, kusząc w różnorakich dziedzinach kultury. Na potęgę kręci są o nich filmy i seriale, inspirują się nimi muzycy, w odzieżowych sieciówkach aż roi się od części garderoby, których nie powstydziłaby się nawet Madonna.

Lata 90., czyli lata mojej młodości (nie żebym teraz była stara), nie mają tyle szczęścia. Ostatnio co prawda doczekały się świetnego serialu – „Everything sucks!” – ale okazuje się, że Netflix zakończy go po pierwszym sezonie. Moje serce krwawi. Zwłaszcza, że produkcja skończyła się okrutnym cliffhangerem.

Everything sucks!” miało w moim odczuciu wiele zalet, których próżno – lub bardzo trudno – szukać w serialowym świecie (nie tylko Netflixa). Oto garstka z nich, która – mam nadzieję – przekona Was do obejrzenia serialu nawet mimo zakończenia jego emisji po pierwszym sezonie.

opowieść bez półśrodków

Tak naprawdę wszystko zaczyna się już w momencie poznania miejsca akcji. Proszę bardzo, oto najmniej interesujące miejsce na planecie. Jedno z wielu sennych amerykańskich miasteczek. Pełne średniej jakości domów, średniej jakości rozrywki, średniej jakości ludzi. Macie dla niej nazwę? Dla tej dziury podobnej do setek innych dziur? Witajcie w… Boring – miejscu, do którego ludzie przyjeżdżają tylko po to, by cyknąć sobie fotkę przy tablicy z nazwą i uciekają.

Nastoletnia lesbijka w latach 90

Chociaż temat LGBT jest coraz chętniej podejmowany przez teksty kultury, to wciąż brakuje historii nie podszytych mrokiem i strachem przed wyjściem z szafy. Bohaterka „Everything sucks!” stopniowo odkrywa swoją seksualność, powoli akceptując własne preferencje seksualne i nie spotyka się przy tym ze społecznym odrzuceniem oraz niechęcią. Ma oczywiście pewne problemy, zmiany w jej życiu ją przytłaczają, ale czy nie na tym polega właśnie dorastanie? Na radzeniu sobie z różnego rodzaju zmianami?

Dekonstrukcja stereotypów i klisz

W filmie o nastolatkach obowiązkowo pojawić musi się np. ta niezauważana dziewczyna, która przyodziewa szałową kieckę, robi makijaż i z nową pewnością siebie schodzi po schodach wprost w objęcia przystojnego trenera drużyny futbolowej. Czy znajdziemy podobny obrazek w „Everything sucks!”? Jasne, ale w zupełnie innym kontekście, generującym odmienne konotacje. Takich powtórzeń-reinterpretacji jest w serialu mnóstwo i sprawiają ogrom przyjemności.

Serial o nastolatkach, w którym urzekają dorośli

Zmiana szkoły, nowy etap edukacji, jeszcze jeden punkt na mapie życia… To wszystko bardzo ciekawe, ale świętoszkowaty dyrektor szkoły, który jak nastolatek zakochuje się w matce swojego ucznia i nagle odczuwa pragnienie by nadrobić buntowniczy okres (i np. obrzucić dom byłej kochanki papierem toaletowym) w niczym serialowym dzieciakom nie ustępuje. Co więcej, jego relacja ze wspomnianą mamuśką jest pozbawiona pretensjonalności i tak urocza, że rozpływałam się nad nią jeszcze długo po zakończeniu seansu.

Przeniesienie ciężkości z „dziania się” na osobowości i problemy bohaterów

Jakaś to taka dziwna tendencja, żeby zaskakiwać zwrotami akcji i mnożyć dynamiczne sceny kosztem eksploatowania filmowych czy serialowych bohaterów. Problem ten nie dotyczy jednak „Everything sucks!”. Tutaj ciężar przeniesiony zostaje ze sztucznych zaskoczeń fabułą na naturalność intrygujących charakterów postaci oraz śmiesznych (i mniej zabawnych) historii z ich życia, z którymi łatwo się – dzięki ich uniwersalności – utożsamić.

everything sucks

Ach, smutno mi, smutno. It sucks!