Dlaczego kochamy Marka Hamilla? | DailyWeb.pl

Dlaczego kochamy Marka Hamilla?

Opublikowano 3 miesiące temu -


Nie da się ukryć, że tegoroczna Gala Oscarów 2018 nie była najlepsza w historii. Wygrani nie popisali się przemowami, a prowadzącemu – Jimmy’iemu Kimmelowi – jakby zabrakło pary w dowcipach. Można było odwołać się do wielu bolączek Hollywood, wybierając misję społeczną, tymczasem wszystko było zachowawcze i nijakie. Szkoda zmarnowanej uwagi świata.

Jednym z najjaśniejszych punktów gali, ratujących nieco ogólne wrażenie, okazał się Mark Hamill. Odtwórca roli Luke’a Skywalkera nie tylko od razu dołączył do grupy gwiazd odwiedzających niczego niespodziewających się widzów w kinie po drugiej stronie ulicy, ale też był autorem jednego z najzabawniejszych dowcipów. Kiedy wręczał statuetkę za najlepszy film animowany, powtarzał pod nosem „Don't say La La Land”.

Luke Skywalker - Mark Hamill

To jednak nie pierwszy raz, gdy Hamill ujął świat swoim dowcipem. Raptem kilka dni temu świat obiegła informacja, że aktor chciałby wcielić się w rolę Vesemira w netflixowym serialu „Wiedźmin”. Wszystko to za sprawą tweeta.

Czy zobaczymy Hamilla zabijającego potwory u boku Geralta? To się jeszcze okaże. Tymczasem przypomnij sobie, dlaczego z Luke’a Skywalkera taki równy gość (bo przecież nie chodzi tylko o jego wybitny talent w trollowaniu).

  1. Od lat nosi ten sam okropny sweter i jeszcze z tego żartuje

  1. Od 25 lat podkłada głos Jokerowi. Tak, ten maniakalny śmiech w serialowych animacjach, grach wideo i filmach animowanych należy do Marka Hamilla. To jednak nie jedyna postać, którą aktor zdubbingował. Na liście znajdują się także np. Hobgoblin z odcinkowej animacji „Spiderman” z lat 90., Solomon Grundy i Trickster z „Justice League”; czy Evil Guy, Fear Feaster I Punchy z „Adventure Time”.
  2. Jest autorem komiksu „Black Pearl”, opublikowanego przez wydawnictwo Dark Horse. Od momentu wypuszczenia pierwszego numeru Hamill miał nawet nadzieję, że komiks zostanie zekranizowany. Niestety, po ponad 20 latach od premiery wciąż nie ma takich planów za co podobno odpowiedzialny jest niewygodny politycznie wydźwięk serii.
  3. Miłość do kolekcjonowania przekuł w internetowy program. W “Mark Hamill’s Pop Culture Quest” opowiada o różnorodnych przedmiotach kolekcjonerskich z zapałem godnym nastolatka.
  4. Prawie wszystkie sceny kaskaderskie w „Gwiezdnych wojnach” Hamill wykonywał samodzielnie, co tylko świadczy o jego otwartości na nowe doświadczenia.

Tak naprawdę ta lista to tylko pewien teaser. Hamill od lat ujmuje fanów poświęceniem działaniom charytatywnym, czy błyskotliwym autografom z dowcipnym komentarzem. Znany jest także z oddania rodzinie i przyjaciołom oraz kolegom z planu, z którymi zawsze bardzo nawiązuje więź (wystarczy spojrzeć na zdjęcia z Daisy Ridley czy Johnem Boyega). To sztandarowy przykład nie tylko geeka i nerda, ale też po prostu sympatycznego gościa, który pozostał sobą mimo gigantycznego sukcesu.


Autorem tekstu jest Alicja Górska.