DJI Mavic Air - sprzęt, który kupowałem przez niespełna rok




DJI Mavic Air - sprzęt, który kupowałem przez niespełna rok

Opublikowano 24.04.2019 20:52 -


Każdy z gadżeciarzy na pewno ma taką swoją krótką listę sprzętów, gadżetów czy rzeczy, które musicie mieć. Nieważne czy za kolejną wypłatę, czy po zwrocie podatku ze skarbówki. Nie ma znaczenia, czy macie ją w głowie, czy skrzętnie zapisaną w pliczku tekstowym. Po prostu wiecie, na co pójdzie kolejna nadwyżka pieniędzy. U mnie za każdym razem w podobnej sytuacji wzrok wędrował na DJI. Po niespełna roku wreszcie udało mi się przekonać samego siebie.

Drony, od kiedy stały się popularne i w zasięgu ręki, zawsze budziły moją ciekawość. Nigdy jednak na tyle, by sprawić sobie własny egzemplarz. Kolejne testy sprzętów utwierdzały mnie tylko w przekonaniu:

Fajna zabawa, ale to chyba nie dla mnie.

Głównym argumentem były pieniądze, które trzeba było wydać. To jednak nie wszystko. Wiedziałem od początku, że dron to dla mnie nie sama frajda latania, a głównie video. Miałem chrapkę na uzupełnienie materiałów, które w głównej mierze robię do szuflady; powiększenie liczby pamiątek rodzinnych tworzonych przy okazji wszystkich ważnych wydarzeń, zwłaszcza tych, których głównymi bohaterami są moje dzieciaki. Samo latanie dla latania nie było dla mnie argumentem ani wystarczająco dobrym powodem, by kupić drona.

Krążył ten dron na mojej liście zakupowej, ale ciągle był spychany na kolejne zakupy. Wiedziałem, że będzie to sprzęt od DJI, bo śledziłem wszystkie porównania, recenzje i testy. Pytanie, na które długo nie mogłem znaleźć odpowiedzi, to: Spark czy Air? Tu zaczynały się schody i włączał się rozsądek.

Jeśli ma to być dron do sporadycznego latania, uzupełniania video materiałami z wysokości, to wydatek rzędu 3 tys. zł na Mavica Air jest nie do przełknięcia.

Z drugiej strony, gdy starałem się przekonywać do Sparka:

Przecież chodzi o video, w Sparku ono nie wypada najlepiej, zresztą różnica w cenie nie jest kolosalna.

... podpowiadał rozsądek. Z takim myślami biłem się niespełna rok. Kilka razy już jechałem do sklepu, by ostatecznie zrezygnować. To zabawne, bo nigdy nie miałem podobnych zgryzów, jeśli chodzi o sprzęty z mojej tajnej gadżeciarskiej listy.

Niespodziewane finanse podjęły decyzje za mnie

Po sprzedaży zalegających sprzętów okazało się, że pojawiła się wspomniana wcześniej górka finansowa. Pomyślałem, że skoro pozbyłem się starych gratów, to nie pozostaje mi nic innego jak zamienić je... na nowe graty. Lista pusta. Serio, puściutka jak aktualnie szkoły w naszym kraju.

Subtelnie przypomniał o sobie Mavic Air i, tym razem nie wahając się długo, zamówiłem skurczybyka. To była najprostsza droga, wiedziałem, że jeśli znowu zacznę się wahać, nigdy go nie kupię. I wiecie co? To była świetna decyzja.

Wchodzi cały BIAŁY Mavic Air i mówi: jestem! w końcu!

Byłem zaskoczony, ile tam tych wszystkich kabelków, przejścióweczek. To, co jednak ostatecznie wprawiło mnie w osłupienie to jakość wykonania samego drona. Wszystkie te świetnej jakości plastiki, dobrej jakości etui, świetna aparatura... po prostu szok. Dotychczas miałem w rękach tylko rozwiązania konkurencji, które nie były bliskie temu, co właśnie dostałem od DJI. Ogromne zaskoczenie.

Pierwszy materiał z losowych zlepek macie powyżej. Trochę winiety, lekki font z dużym kerningiem na intro, melancholijna muzyczka w tle i pyk, jest. Oczywiście traktujcie to jako materiał z przymrużeniem oka.

Chcę tutaj zaznaczyć, że frajda z robienia takiego materiału wiąże się z emocjami, które do tej pory nie były mi znane. Uwielbiam rejestrować materiał video, jeśli w głowie jest pomysł. Nagrywki z drona to jednak co innego niż bezlusterkowiec na statywie. Nie spodziewałem się, że będę się trząść jak osika przed pierwszym lotem. To, co widzicie tutaj, to w zasadzie najwyższe i najdalsze moje osiągnięcia. Mam jednak cichą nadzieję, że wkrótce starczy mi odwagi na więcej.  Tymczasem druga bateria dokupiona, hub i przede wszystkim DJI Care Refresh, które niedrogo naprawi mi drona, choć tylko do dwóch moich pomyłek (pierwsza naprawa niespełna 500 zł, druga niespełna 700 zł). Spodziewajcie się więcej przebitek z lotu, przy okazji wszystkich recenzji, które zobaczycie na DailyWeb. Na razie jednak zdobywam się na więcej odwagi i odkrywam tajniki drona.

Jeśli stoicie przed podobnym wyborem i macie podobne wątpliwości, co ja, to zapewniam Was — warto kupić ten sprzęt. Oczywiście wiąże się to z procedurą znaną z kupowania sprzętu od Apple — zamykasz oczy, płacisz, zapominasz o wydatku. Potem pozostanie już tylko radość. Gwarantuję.