Użytkownicy chcą, aby Disney+ rozbudował listę własnych produkcji jak Netflix

Użytkownicy chcą, aby Disney+ rozbudował listę własnych produkcji jak Netflix

Opublikowano 7.02.2020 13:16 -


Mimo tego, że platforma Disney+ działa dopiero od kilku miesięcy, już się pojawiają pierwsi niezadowoleni użytkownicy. Wszystko przez to, że lista własnych produkcji wytwórni jest mocno ograniczona. Do wykupienia abonamentu większość osób przekonał serial Mandalorianin, którego pierwszy sezon zakończył się jeszcze w ubiegłym roku. Co więc mają oni oglądać w oczekiwaniu na kontynuację?

Oczywiście Disney+ ma do zaoferowania wiele własnych bajek czy produkcji, do których przez ostatnie lata nabywał prawa. Wśród nich znajdują się wszystkie przygody Avengersów czy Gwiezdne Wojny – jest więc kilka ciekawych filmów dla prawdziwych fanów. Ile można jednak oglądać te same walki?

Lista własnych produkcji disneya nastawiona na młodych użytkowników

Klienci, którzy zdecydowali się na wykupienie subskrypcji Disney+, są zaniepokojeni wyglądem biblioteki platformy. Osoby nieposiadające dzieci mają niewielki wybór spośród filmów oraz seriali, przez co posiadanie dostępu staje się nieopłacalne. Temat ten został również poruszony z dyrektorem generalnym przez inwestorów, podczas przedstawiania raportu o zarobkach.

Rober Iger odpowiada, że zdawał sobie sprawę z niewielkiej ilości początkowych zasobów usługi. Zakłada jednak, iż z czasem inwestycja we własne oryginalne produkcje się rozwinie na tyle, by platforma streamingowa stała się atrakcyjna dla wielu użytkowników. Czas rozwoju ma być uzależniony przede wszystkim od tego, że Disney stawia na jakość, a nie ilość filmów w swojej bibliotece. Nie zamierza więc przyspieszać swoich prac tylko dlatego, że widzowie oczekują stałej dostawy nowości.

disney+ vs netflix – czy bez autorskich produkcji wojna ma sens?

Disney+ ma setki własnych bajek oraz filmów, które są dostępne na platformie. Nie można więc powiedzieć, że nie ma ona nic do zaoferowania swoim subskrybentom. Problem polega na tym, że użytkownicy są przyzwyczajeni do szybkiego przybywania nowych programów tak, jak to wygląda na Netflixie. Tam w każdym tygodniu można spodziewać się aktualizacji listy, na której znajdą się nie tylko już znane tytuły, ale również oryginalne produkcje.

Z wypowiedzi Igera wynika, że Disney nie zamierza brać udziału w wojnie streamingowej. Nie musi również zwiększać budżetu, przeznaczonego na autorskie programy, aby nadążyć ilościowo za Netflixem, bo nie o to chodzi. Na podsumowanie dyrektor dodał „Nikt nie jest Disneyem”. Coś w tym jest. Jednak z takim podejściem Disney+ może się spotkać z coraz częstszą rezygnacją dorosłych i bezdzietnych widzów z subskrypcji.

Źródło: The Verge

Wieści z Rozładowani.pl