"Digital Dragons" - jeżeli na konferencji będziecie pokazywali swój produkt, błagam, przetestujcie go!




"Digital Dragons" - jeżeli na konferencji będziecie pokazywali swój produkt, błagam, przetestujcie go!

Opublikowano 3.06.2019 12:46 -


To nie tak, że w dobie zdominowanej przez gry rozumiane jako usługi, studia nie tworzą interesujących doświadczeń dla graczy. Wprost przeciwnie! Odnoszę wrażenie, że coraz częściej dużą popularnością cieszą się zamknięte opowieści. Wracają kampanie dla pojedynczego gracza oraz historie, które niekoniecznie trzeba ciągle karmić aktualizacjami. Podobnie wrażenia wyniosłem z tegorocznej edycji „Digital Dragons”. Sporo czasu spędziłem przy stoiskach z różnymi produkcjami oferowanymi przez mniejsze i większe studia. Chciałbym się podzielić kilkoma uwagami na ten temat.

Nie mam zamiaru owijać w bawełnę, być może moje słowa będą trochę szorstkie, ale myślę, że warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Na interakcje z odbiorcą, z tą osobą, która akurat siedzi lub stoi i gra w Waszą produkcję. Zapytajcie o doświadczenia. Pomóżcie, jeżeli widzicie, że ktoś sobie nie radzi, ponieważ – UWAGA! –to może nie jest Jego wina.

Może zabrakło jakiegoś sensownego objaśnienia sterowania? Albo coś jest nieczytelne? Nie ma nic fajnego w graniu w otoczeniu milczącego tłumu, które potem kończy się wręczeniem wizytówki. Tragedia! Przejdźmy dalej. Jeżeli jedziecie na targi, na konferencję lub w miejsce, w którym będziecie pokazywali swój produkt, błagam, przetestujcie go! Sytuacja, w której wciskacie ALT+TAB, a potem CTRL+ALT+DEL i ubijecie proces, bo macie wyciek pamięci, jest niedopuszczalna. Po prostu nie może być tak, że po 5 minutach zabawy gra się rozwala, a obsługa stoiska robi smutne minki i mówi, że podziało się coś złego i dodaje, że na ich sprzęcie nic takiego nie było. Zbyt często to słyszałem, żebym dał się nabrać.

Dlaczego tak się rzucam? Obecnie na rynku dominuje niezdrowy nawyk wypuszczania niedokończonych gier. Robienia z końcowych klientów testerów. Gdy taki tytuł ma premierę, od razu pojawiają się głosy słusznie oburzonych odbiorców. Słusznie! Tylko że po kilku zawieszonych grach na „Indie Showcase” zacząłem się zastanawiać, jak wielu niezależnych twórców dostrzega problem nieukończonych gier, ale go ignoruje, gdy chodzi o ich własny produkt. Podejrzewam, że znalazło się wiele wymówek. Problem polega na tym, że „Digital Dragons” jest imprezą branżową, pomiędzy stoiskami spacerują pracownicy polskich i zagranicznych wydawców.

A ludzie zapamiętują sobie kto i z czym miał problem, na którym stoisku był ciekawy produkt, któremu brakowało kilku szlifów. Warto na takie targi przywieźć coś, co działa, co prezentuje najważniejsze elementy Waszej gry. Tłumaczenie się graczowi, dlaczego produkt się zawiesił i zapewnianie, że w końcowej wersji zostanie to poprawione, jest najzwyczajniej w świecie słabe. W tym roku miałem kilka takich sytuacji i nawet nie mam zamiaru śledzić losów tych tytułów. Te wręczone wizytówki już dawno wylądowały w koszu.